Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 9 lipca 2026 12:39
  • Data zakończenia: 9 lipca 2026 12:46

Egzamin zdany!

Wynik: 39/40 punktów (97,5%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Na którym obrazie zarejestrowano badanie scyntygraficzne?

A. Obraz 2
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Obraz 4
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Obraz 3
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Obraz 1
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany został obraz 4, bo właśnie on przedstawia badanie scyntygraficzne. W scyntygrafii nie oglądamy klasycznej anatomii, tylko rozkład radioaktywnego znacznika w narządzie. Dlatego obraz jest ziarnisty, o niższej rozdzielczości przestrzennej, zwykle w skali szarości lub w pseudokolorach, a struktury anatomiczne są słabo zarysowane. W tym przypadku widać typowy obraz scyntygrafii tarczycy: „motylkowaty” kształt, bez wyraźnych granic tkanek miękkich, ale z wyraźnie zaznaczoną aktywnością radiofarmaceutyku w miąższu gruczołu. W medycynie nuklearnej rejestrujemy promieniowanie gamma emitowane przez podany dożylnie lub doustnie radioizotop (np. 99mTc, 131I), za pomocą gammakamery. Z mojego doświadczenia to właśnie charakterystyczna ziarnistość i brak typowej anatomii są najlepszą podpowiedzią na egzaminach. W praktyce klinicznej scyntygrafia tarczycy służy m.in. do oceny funkcji guzków („zimne”, „gorące”), rozpoznania wola guzowatego toksycznego czy różnicowania przyczyn nadczynności tarczycy. Podobnie wykonuje się scyntygrafię kości, nerek, perfuzji płuc czy mięśnia sercowego – za każdym razem patrzymy bardziej na rozkład funkcji niż na szczegóły budowy. Zgodnie z dobrymi praktykami medycyny nuklearnej kluczowe jest prawidłowe przygotowanie pacjenta, dobranie radiofarmaceutyku, właściwe ustawienie gammakamery oraz późniejsza korelacja obrazu scyntygraficznego z badaniami anatomicznymi (CT, MR, USG). W nowoczesnych pracowniach często łączy się scyntygrafię z CT (SPECT/CT), ale sam charakter obrazu funkcjonalnego pozostaje taki, jak na tym czwartym zdjęciu.

Pytanie 2

Na radiogramie uwidoczniono złamanie

Ilustracja do pytania
A. paliczków palców II, III, IV.
B. II, III, IV kości śródręcza.
C. paliczków palców I, V.
D. I, V kości śródręcza.
Prawidłowo rozpoznałeś złamanie dotyczące II, III i IV kości śródręcza. Na radiogramie widoczne są nieciągłości zarysu trzonów właśnie tych kości, z przemieszczeniem odłamów i zaburzeniem osi długiej. Kości śródręcza leżą proksymalnie w stosunku do paliczków, między nadgarstkiem a paliczkami, i na standardowej projekcji AP dłoni biegną od szeregu kości nadgarstka do podstaw paliczków bliższych. W diagnostyce urazów ręki kluczowe jest właśnie odróżnienie, czy linia złamania przebiega w obrębie śródręcza, czy dotyczy paliczków. Na tym zdjęciu widać wyraźnie, że stawy śródręczno‑paliczkowe są zachowane, natomiast trzon kości śródręcza jest przerwany, co potwierdza wybór odpowiedzi z kośćmi śródręcza, a nie paliczkami. W praktyce radiologicznej przy opisie takich badań stosuje się systematyczne „przeskanowanie” obrazu: od promienia (I kości śródręcza) do łokciowej strony ręki, oceniając po kolei zarysy kor kortykalnych, szerokość szpar stawowych i ustawienie osi kości. Moim zdaniem warto też wyrabiać nawyk porównywania symetrii – jeśli II, III i IV kość śródręcza tworzą „wachlarz” o zaburzonej geometrii, jest to mocny sygnał złamania bądź przemieszczenia. Dobre praktyki mówią, żeby przy urazach dłoni zawsze wykonywać co najmniej dwie projekcje (AP i boczną lub skośną), ale nawet na pojedynczym obrazie, takim jak tutaj, da się poprawnie wskazać lokalizację złamania, jeśli zna się anatomię radiologiczną ręki i umie się liczyć kości od strony promieniowej do łokciowej. To jest dokładnie ten przypadek.

Pytanie 3

Technikę bramkowania oddechowego stosuje się w badaniu MR

A. klatki piersiowej.
B. gruczołu piersi.
C. kręgosłupa L-S.
D. miednicy małej.
Prawidłowo – technika bramkowania oddechowego w badaniu MR jest typowo kojarzona właśnie z badaniami klatki piersiowej i struktur, które silnie poruszają się w rytmie oddechu. Chodzi o to, że w rezonansie magnetycznym obrazy powstają przez kilka–kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt sekund zbierania danych. W tym czasie pacjent oddycha, przepona się przemieszcza, serce i płuca cały czas są w ruchu. Jeśli nic z tym nie zrobimy, na obrazach pojawiają się artefakty ruchowe: rozmycie krawędzi, podwójne kontury, „poszarpane” granice narządów, utrata szczegółów. Bramkowanie oddechowe (respiratory gating) polega na synchronizacji zbierania danych MR z fazą cyklu oddechowego. Najczęściej wykorzystuje się sygnał z paska oddechowego (belt) na klatce piersiowej albo sygnał z samego obrazu (tzw. navigatory) i aparat „wie”, kiedy pacjent jest w określonej fazie oddechu, np. w spokojnym wydechu. Dane są akwizycjonowane tylko wtedy, a w pozostałych fazach oddechu system czeka. Dzięki temu uzyskujemy ostre, powtarzalne ujęcia serca, dużych naczyń, miąższu płucnego czy struktur śródpiersia. W praktyce klinicznej stosuje się to np. w kardiologii (MR serca, ocena czynności skurczowej, perfuzja, blizny pozawałowe), w onkologii (dokładne obrazowanie guzów śródpiersia, zmian przyprzeponowych) czy przy planowaniu zabiegów kardiochirurgicznych. W dobrych pracowniach pilnuje się, żeby u pacjentów z niestabilnym oddechem (np. duszność, POChP) dobrać takie sekwencje i parametry bramkowania, które minimalizują czas badania, bo inaczej wydłużenie skanu może być dla chorego męczące. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: im bliżej przepony i płuc, tym częściej rozważamy bramkowanie oddechowe, bo tam ruch oddechowy najbardziej psuje jakość obrazu.

Pytanie 4

W badaniu cystografii wstępującej środek kontrastowy należy podać

A. bezpośrednio do pęcherza moczowego.
B. wstecznie do moczowodu.
C. bezpośrednio do układu kielichowo-miedniczkowego.
D. przez powłoki skórne do miedniczki nerkowej.
Prawidłowo – w cystografii wstępującej środek kontrastowy zawsze podajemy bezpośrednio do pęcherza moczowego, najczęściej przez cewnik założony przez cewkę moczową. Jest to badanie „dolnych dróg moczowych”, więc interesuje nas obraz pęcherza, czasem także odpływy wsteczne do moczowodów, a nie układ kielichowo‑miedniczkowy nerki. Technicznie wygląda to tak, że pacjent ma założony jałowy cewnik, pęcherz opróżnia się z moczu, a następnie powoli wypełnia rozcieńczonym środkiem cieniującym. W trakcie wypełniania wykonuje się zdjęcia RTG w różnych projekcjach, a potem też w fazie mikcji (cystografia mikcyjna), żeby ocenić ewentualny odpływ pęcherzowo‑moczowodowy, uchyłki, przetoki czy pęknięcie ściany pęcherza. Z mojego doświadczenia w pracowni radiologicznej bardzo ważne jest, żeby nie przepełnić pęcherza – zwykle trzymamy się objętości około fizjologicznej pojemności pęcherza, a u dzieci nawet mniej, zgodnie z masą ciała i zaleceniami lekarza. Standardy dobrej praktyki mówią też o zachowaniu pełnej aseptyki przy zakładaniu cewnika, kontroli ewentualnych przeciwwskazań (zakażenie układu moczowego, świeże krwawienie), stosowaniu odpowiedniego kontrastu jodowego rozpuszczalnego w wodzie oraz dokładnym poinformowaniu pacjenta o przebiegu badania. Warto kojarzyć, że każda nazwa badania coś sugeruje: „cysto‑” odnosi się do pęcherza moczowego, tak jak „pielo‑” do miedniczki nerkowej. Dzięki temu łatwiej odróżnić cystografię (kontrast w pęcherzu) od urografii czy pielografii (kontrast w górnych drogach moczowych).

Pytanie 5

Na ilustracji przedstawiono ułożenie pacjenta do wykonania zdjęcia rentgenowskiego

Ilustracja do pytania
A. kości piętowej.
B. palców stopy.
C. stopy.
D. śródstopia.
Na zdjęciu widać klasyczne ułożenie pacjenta do wykonania projekcji AP stopy – stopa leży podeszwą na detektorze (kaseta / płyta obrazująca), palce są wyprostowane, a wiązka promieniowania będzie padała z góry, prostopadle lub lekko skośnie, na całą stopę. Strzałka wskazuje mniej więcej środek pola ekspozycji, czyli okolice środka stopy, co jest typowe dla standardowego badania RTG stopy, a nie tylko pojedynczego odcinka, jak kość piętowa czy palce. W praktyce technik elektroradiolog ustawia centralną wiązkę tak, aby objąć jednocześnie paliczki, śródstopie i tyłostopie, bo celem jest ocena całej architektury stopy: łuku podłużnego, ustawienia kości śródstopia, stawów śródstopno‑paliczkowych i stępu. Dla kości piętowej stosuje się zupełnie inne pozycjonowanie – pięta jest wtedy najczęściej odsunięta i wykonywana jest projekcja boczna lub osiowa, z wyraźnym ukierunkowaniem na kość piętową i staw skokowo‑piętowy. Z kolei zdjęcia palców wymagają bardziej precyzyjnego ogniskowania na konkretny promień (np. paluch) oraz użycia mniejszego pola ekspozycji, często też innego ułożenia, żeby uniknąć nakładania się sąsiednich struktur. Moim zdaniem warto zapamiętać, że przy „zdjęciu stopy” standardem jest objęcie wszystkich kości od paliczków aż po tyłostopie w jednym polu, co dokładnie sugeruje ta ilustracja. W praktyce klinicznej takie badanie wykonuje się bardzo często przy urazach, deformacjach (np. płaskostopie, hallux valgus) czy bólach przeciążeniowych, dlatego poprawne pozycjonowanie całej stopy jest kluczowe dla jakości diagnostycznej obrazu i zgodne z zasadami dobrej praktyki radiologicznej.

Pytanie 6

W których projekcjach wykonuje się standardowe badanie mammograficzne?

A. Kraniokaudalnej i zrotowanej.
B. Kaudokranialnej i skośnej przyśrodkowo-bocznej.
C. Kraniokaudalnej i skośnej przyśrodkowo-bocznej.
D. Kaudokranialnej i zrotowanej.
Prawidłowo wskazana projekcja kraniokaudalna (CC) oraz skośna przyśrodkowo-boczna, czyli mediolateral oblique (MLO), to standardowy zestaw w rutynowym badaniu mammograficznym. W praktyce technik wykonuje dla każdej piersi przynajmniej te dwie projekcje, bo one się wzajemnie uzupełniają i dają możliwie pełny obraz gruczołu piersiowego.

Projekcja kraniokaudalna polega na uciśnięciu piersi między detektorem a kompresorem z góry na dół. Dzięki temu dobrze oceniamy centralne i przyśrodkowe części piersi, a także struktury położone bardziej powierzchownie. Widzimy wtedy rozkład tkanki gruczołowej, mikrozwapnienia, zarysy ewentualnych guzków. Z mojego doświadczenia, jeśli CC jest dobrze wykonana, to brodawka jest widoczna w profilu, a pierś jest równomiernie spłaszczona, bez zagięć skóry, co ma ogromne znaczenie dla jakości obrazu.

Z kolei projekcja skośna przyśrodkowo-boczna (MLO) jest kluczowa, bo obejmuje nie tylko pierś, ale też ogon pachowy, czyli fragment tkanki gruczołowej wchodzący w dół pachy. Właśnie tam często lokalizują się zmiany, które mogą umknąć w projekcji CC. W dobrych praktykach przyjmuje się, że na MLO powinna być widoczna fałda podpiersiowa, mięsień piersiowy większy i jak największa objętość tkanki piersi. To jest taki wyznacznik poprawnego pozycjonowania pacjentki.

Standardy programów przesiewowych (np. europejskich EUREF) jasno wskazują zestaw CC + MLO jako podstawę badania screeningowego. Dodatkowe projekcje, jak np. powiększeniowe czy celowane, wykonuje się dopiero przy podejrzeniu zmiany. W praktyce technika najważniejsze jest prawidłowe ułożenie pacjentki, odpowiedni ucisk piersi (żeby zmniejszyć dawkę i poprawić kontrast) oraz unikanie artefaktów. Moim zdaniem im lepiej rozumiesz, po co robisz te dwie konkretne projekcje, tym łatwiej potem zauważyć, że czegoś na obrazie brakuje i trzeba np. powtórzyć ujęcie albo dodać kolejne.

Pytanie 7

W radiologii analogowej lampy rentgenowskiej z tubusem używa się do wykonania zdjęcia

A. osiowego czaszki.
B. PA zatok.
C. wewnątrzustnego zębów.
D. bocznego czaszki.
Prawidłowo – w radiologii analogowej lampa rentgenowska z tubusem jest typowo wykorzystywana właśnie do wykonywania zdjęć wewnątrzustnych zębów. Tubus to nic innego jak specjalna nasadka/kanał ograniczający wiązkę promieniowania X do stosunkowo małego pola. Dzięki temu można precyzyjnie naświetlić obszar zębowy, minimalizując dawkę dla pozostałych tkanek i poprawiając jakość obrazu poprzez redukcję rozproszenia. W stomatologii klasycznym przykładem są zdjęcia zębowe okołowierzchołkowe, zgryzowe czy skrzydłowo-zgryzowe, gdzie aparat stomatologiczny (często ścienny lub mobilny) ma właśnie wąski, długi tubus. W dobrych praktykach przyjmuje się używanie tubusów prostokątnych lub kolimowanych, co dodatkowo ogranicza niepotrzebne napromienianie. Moim zdaniem to jedno z lepszych zastosowań promieniowania – małe pole, konkretna informacja diagnostyczna. W przeciwieństwie do projekcji czaszki czy zatok, gdzie stosuje się raczej klasyczne aparaty ogólnodiagnostyczne z ruchomą lampą i stołem, zdjęcia wewnątrzustne wymagają bardzo precyzyjnego ustawienia wiązki względem zęba i błony obrazowej/filmu umieszczonej w jamie ustnej pacjenta. Stąd tubus: ustala odległość ognisko–film, kierunek wiązki i ogranicza pole ekspozycji. Standardy stomatologiczne i wytyczne ochrony radiologicznej mocno podkreślają znaczenie właściwej kolimacji i stosowania osłon (fartuch ołowiany, osłona na tarczycę), a przy tubusie jest to łatwiejsze do zrealizowania. W praktyce technik powinien kojarzyć: mały aparat z tubusem = zdjęcia wewnątrzustne, duży aparat z bucky/stojakiem = klasyczne projekcje czaszki, zatok itp.

Pytanie 8

Na schemacie oznaczono

Ilustracja do pytania
A. 1 – załamek P; 2 – załamek T
B. 1 – załamek U; 2 – załamek T
C. 1 – załamek T; 2 – załamek P
D. 1 – załamek U; 2 – załamek P
Na schemacie prawidłowo rozpoznałeś: 1 – załamek P, 2 – załamek T. To jest klasyczny zapis pojedynczego cyklu pracy serca w EKG. Załamek P odpowiada depolaryzacji przedsionków, czyli ich pobudzeniu elektrycznemu poprzedzającemu skurcz. W zapisie zawsze występuje przed zespołem QRS, ma zwykle niewielką amplitudę i zaokrąglony kształt. Załamek T natomiast odzwierciedla repolaryzację komór, czyli „powrót” komórek mięśnia komór do stanu wyjściowego po skurczu. Pojawia się po zespole QRS i odcinku ST, jest zwykle szerszy i łagodniej zaokrąglony niż P. Z mojego doświadczenia, w praktyce technika EKG kluczowe jest szybkie rozpoznanie tych elementów, bo od nich zaczyna się każda analiza zapisu: liczenie częstości, ocena rytmu zatokowego (czy każdy QRS ma przed sobą załamek P), ocena przewodzenia przedsionkowo‑komorowego (odstęp PQ) czy wstępna ocena niedokrwienia i zaburzeń elektrolitowych (kształt i biegunowość załamka T, odcinek ST). Standardy interpretacji EKG (np. zalecenia Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego) kładą duży nacisk na systematyczną analizę: najpierw rytm i załamek P, potem QRS, na końcu repolaryzacja, czyli ST i T. W codziennej pracy w pracowni diagnostyki elektromedycznej prawidłowe rozpoznawanie P i T pomaga uniknąć pomylenia artefaktów z patologią, np. drżenia mięśniowego z migotaniem przedsionków, czy płaskiego T z błędem ułożenia elektrod. Moim zdaniem warto sobie utrwalić prostą zasadę: mały, pierwszy – P (przedsionki), wysoki, ostry – QRS (komory kurczą się), ostatni, szerszy – T (komory się „resetują”).

Pytanie 9

Podczas wykonywania zdjęć wewnątrzustnych zębów górnych linia Campera powinna przebiegać w stosunku do płaszczyzny podłogi

A. pod kątem 30°.
B. równolegle.
C. prostopadle.
D. pod kątem 50°.
Prawidłowo – przy wykonywaniu zdjęć wewnątrzustnych zębów górnych linia Campera powinna przebiegać równolegle do płaszczyzny podłogi. Linia Campera to odcinek łączący skrzydełko nosa z górnym brzegiem małżowiny usznej (tragusem). W stomatologii i technice zdjęć wewnątrzustnych traktuje się ją jako orientacyjną płaszczyznę poziomą twarzy. Ustawienie jej równolegle do podłogi stabilizuje pozycję głowy pacjenta i zapewnia powtarzalne warunki ekspozycji. Z mojego doświadczenia, jeśli głowa jest dobrze ustawiona względem linii Campera, łatwiej uniknąć zniekształceń geometrycznych, skróceń czy wydłużeń zębów na obrazie. W praktyce wygląda to tak, że prosisz pacjenta, żeby usiadł prosto, patrzył mniej więcej na wprost, a potem delikatnie korygujesz pochylenie głowy tak, aby linia od skrzydełka nosa do tragusa była możliwie pozioma. To jest szczególnie istotne przy zdjęciach zębów górnych, gdzie łatwo o nachylenie głowy do tyłu lub do przodu, co od razu psuje projekcję. W dobrych praktykach radiologii stomatologicznej zawsze podkreśla się, że pozycjonowanie pacjenta jest tak samo ważne jak dobór parametrów ekspozycji. Właściwe ustawienie głowy względem linii Campera pomaga też zachować prawidłową relację łuku zębowego do wiązki promieniowania, co poprawia czytelność przestrzeni międzykorzeniowych, wierzchołków korzeni i okolicy przywierzchołkowej. W nowoczesnych pracowniach robi się to często „na oko”, ale mimo wszystko opierając się właśnie na tej prostej zasadzie – linia Campera równoległa do podłogi.

Pytanie 10

Który typ głowicy ultrasonograficznej przedstawiono na ilustracji?

Ilustracja do pytania
A. Konweksową.
B. Endokawitarną.
C. Sektorową.
D. Liniową.
Na ilustracji pokazano klasyczną głowicę liniową, co widać po jej prostym, wydłużonym, prostokątnym froncie roboczym. Powierzchnia kontaktu z ciałem jest płaska, a krawędź aktywna ma kształt linii – stąd właśnie nazwa „liniowa”. W takiej głowicy elementy piezoelektryczne są ułożone w jednej linii, a wiązka ultradźwiękowa jest wysyłana równolegle, co daje obraz o przekroju prostokątnym, z równą szerokością od powierzchni skóry aż w głąb. Moim zdaniem to jedna z najbardziej charakterystycznych sond i warto ją rozpoznawać „na pierwszy rzut oka”.
W praktyce klinicznej głowice liniowe wykorzystuje się głównie do badań struktur położonych płytko: tarczycy, naczyń (USG dopplerowskie tętnic szyjnych, żył kończyn dolnych), narządu ruchu (ścięgna, mięśnie, stawy), piersi, moszny czy badania tkanek podskórnych. Zwykle pracują na wyższych częstotliwościach, np. 7–15 MHz, co zapewnia bardzo dobrą rozdzielczość przestrzenną kosztem mniejszej głębokości penetracji. To zgodne z dobrymi praktykami – do tkanek powierzchownych wybieramy wysoką częstotliwość i właśnie sondę liniową. W wielu zaleceniach, np. w standardach badań naczyniowych, wyraźnie podkreśla się, że do oceny tętnic szyjnych i żył kończyn należy stosować głowice liniowe wysokoczęstotliwościowe, bo tylko one dają wystarczająco szczegółowy obraz ściany naczynia i zmian miażdżycowych. Z mojego doświadczenia w pracowniach USG to jest taka „sonda pierwszego wyboru” przy każdym badaniu, gdzie interesuje nas drobny detal anatomiczny tuż pod skórą, np. nerwy obwodowe, drobne guzy podskórne czy kontrole po zabiegach chirurgicznych. Rozpoznanie jej kształtu jest więc podstawową, ale bardzo praktyczną umiejętnością w diagnostyce ultrasonograficznej.

Pytanie 11

Który system informatyczny służy do archiwizacji i transmisji obrazów radiologicznych?

A. IHE
B. HL7
C. PACS
D. RIS
PACS (Picture Archiving and Communication System) to właśnie ten system, który w praktyce „spina” całą diagnostykę obrazową od strony informatycznej. Jego główne zadanie to archiwizacja, przeglądanie i transmisja obrazów radiologicznych: RTG, TK, MR, USG, mammografia, a także inne badania, które generują obrazy w standardzie DICOM. W dobrze zorganizowanej pracowni radiologicznej każdy aparat (np. tomograf, aparat RTG, rezonans) wysyła obrazy do serwera PACS, gdzie są one bezpiecznie przechowywane, opisywane i udostępniane lekarzom na oddziałach, w poradniach, a czasem nawet zdalnie (teleradiologia). Moim zdaniem kluczowe w PACS jest to, że pozwala on na pracę w pełni cyfrową: radiolog może powiększać obraz, zmieniać okna (window/level), porównywać badania z wcześniejszych lat, tworzyć rekonstrukcje, a wszystko bez szukania klisz po szafach. To ogromna oszczędność czasu i mniejsze ryzyko zagubienia dokumentacji. Z punktu widzenia dobrych praktyk, nowoczesny PACS jest zintegrowany z RIS oraz systemem szpitalnym HIS, dzięki czemu dane pacjenta, zlecenia badań i opisy są spójne i nie trzeba ich przepisywać kilka razy. Standardowo komunikacja obrazów odbywa się przez DICOM, a dane tekstowe (np. informacje o pacjencie, status badania) często przez HL7. W praktyce technik radiologii powinien wiedzieć, jak sprawdzić, czy badanie poprawnie wysłało się do PACS, jak odszukać wcześniejsze badania danego pacjenta oraz jak zgłosić problemy z transmisją obrazów do działu IT. Bez sprawnego PACS-u pracownia działa, szczerze mówiąc, jak w poprzedniej epoce – na płytach, pendrive’ach i papierowych opisach, a to jest kompletnie nieefektywne i niezgodne z obecnymi standardami pracy w diagnostyce obrazowej.

Pytanie 12

Na zamieszczonym obrazie RM nadgarstka lewego strzałką wskazano kość

Ilustracja do pytania
A. haczykowatą.
B. księżycowatą.
C. łódeczkowatą.
D. główkowatą.
Na obrazie MR w projekcji czołowej strzałka wskazuje typową lokalizację kości księżycowatej (os lunatum) w szeregu bliższym nadgarstka. Kość księżycowata leży pośrodku między kością łódeczkowatą od strony promieniowej a kością trójgraniastą od strony łokciowej, bezpośrednio przylega do powierzchni stawowej dalszej nasady kości promieniowej. Na obrazach MR ma charakterystyczny, mniej więcej półksiężycowaty kształt, z wyraźnie widoczną warstwą podchrzęstną i gąbczastą strukturą w środku. W prawidłowym badaniu, takim jak na tym zdjęciu, widzimy równomierny sygnał ze szpiku kostnego i gładkie obrysy powierzchni stawowych. Z mojego doświadczenia w praktyce technika obrazowania nadgarstka bardzo ważne jest prawidłowe pozycjonowanie ręki i zastosowanie cienkich warstw w sekwencjach T1 i T2 z saturacją tłuszczu, bo dopiero wtedy szczegóły anatomii szeregu bliższego są naprawdę czytelne. Kość księżycowata ma duże znaczenie kliniczne: to właśnie ona jest najczęściej zajęta w chorobie Kienböcka (martwica jałowa), gdzie na MR obserwuje się obniżenie sygnału w T1 i obrzęk szpiku w sekwencjach T2-zależnych. Radiolog, opisując MR nadgarstka zgodnie z dobrymi praktykami, zawsze ocenia położenie i kształt lunatum pod kątem ewentualnej niestabilności nadgarstka, podwichnięcia czy konfliktu z kością promieniową. W standardach opisowych zwraca się też uwagę na szerokość szpar stawowych między łódeczkowatą, księżycowatą i główkowatą, bo ich zaburzenie może świadczyć o uszkodzeniu więzadeł międzykostnych. Umiejętność pewnego rozpoznawania kości księżycowatej na MR bardzo ułatwia dalszą orientację w złożonej anatomii nadgarstka, a później dokładne lokalizowanie zmian pourazowych i zwyrodnieniowych.

Pytanie 13

SPECT to

A. pozytonowa emisyjna tomografia komputerowa.
B. komputerowa tomografia osiowa.
C. tomografia emisyjna pojedynczego fotonu.
D. wielorzędowa tomografia komputerowa.
SPECT bardzo łatwo pomylić z innymi metodami obrazowania, bo wszystkie nazwy brzmią podobnie i wszędzie przewija się słowo „tomografia”. Jednak kluczowe jest, jak powstaje obraz. W tomografii komputerowej (TK, dawniej CAT – komputerowa tomografia osiowa) źródłem promieniowania jest lampa rentgenowska na gantrze, a detektory mierzą osłabienie wiązki przechodzącej przez ciało. To jest klasyczna metoda anatomiczna, oparta na promieniowaniu rentgenowskim, bez podawania radioaktywnego znacznika emitującego fotony z wnętrza organizmu. Dlatego odpowiedzi kojarzące SPECT z tomografią komputerową, zarówno tą tradycyjną, jak i wielorzędową (multislice CT), są merytorycznie błędne – to inna modalność, inne urządzenia, inne zasady fizyczne. Wielorzędowa TK to po prostu nowocześniejsza wersja klasycznej tomografii, z wieloma rzędami detektorów, umożliwiająca szybsze skanowanie i cieńsze warstwy, ale nadal nie ma nic wspólnego z emisyjną rejestracją fotonów gamma. Kolejne typowe pomieszanie dotyczy PET. Pozytonowa emisyjna tomografia komputerowa wykorzystuje radioizotopy emitujące pozytony, które anihilują z elektronami, dając parę fotonów 511 keV rejestrowanych w koincydencji przez pierścień detektorów. W SPECT nie ma ani pozytonów, ani anihilacji, ani detekcji w koincydencji – rejestrujemy pojedyncze fotony gamma emitowane bezpośrednio przez radiofarmaceutyk. Z mojego doświadczenia często spotykany błąd myślowy polega na tym, że skoro i PET, i SPECT, i TK robią przekroje, to ludzie wrzucają je do jednego worka. Tymczasem różnice mają ogromne znaczenie praktyczne: inne wskazania kliniczne, inne radiofarmaceutyki, inne wymagania ochrony radiologicznej i inne artefakty obrazu. Dobra praktyka w diagnostyce obrazowej wymaga świadomego rozróżniania metod emisyjnych (SPECT, PET) od transmisyjnych (RTG, TK) i zapamiętania prostego klucza: SPECT – pojedynczy foton gamma, PET – pozyton i para fotonów, TK – promieniowanie rentgenowskie z zewnątrz ciała.

Pytanie 14

Jednostką indukcji magnetycznej jest

A. kulomb (C)
B. om (Ω)
C. weber (Wb)
D. tesla (T)
Prawidłową jednostką indukcji magnetycznej (nazywanej też gęstością strumienia magnetycznego) w układzie SI jest tesla (T). Indukcja magnetyczna B opisuje „siłę” pola magnetycznego w danym miejscu, czyli jak mocno to pole oddziałuje na ładunki elektryczne w ruchu lub na przewodnik z prądem. Formalnie 1 tesla to taka indukcja magnetyczna, przy której na przewód o długości 1 m, ustawiony prostopadle do linii pola i przewodzący prąd 1 A, działa siła 1 N. Wzór, który to ładnie pokazuje, to F = B · I · l · sinα. W praktyce, w technice medycznej, z indukcją magnetyczną spotykasz się głównie przy rezonansie magnetycznym (MR). Typowe skanery kliniczne mają pola 1,5 T albo 3 T, a w badaniach naukowych używa się nawet 7 T i więcej. Im większa wartość tesli, tym silniejsze pole magnetyczne, lepszy sygnał i potencjalnie wyższa rozdzielczość obrazów, ale też większe wymagania dotyczące ochrony i bezpieczeństwa. W dokumentacji producentów magnesów, cewek gradientowych czy systemów do MR zawsze podaje się natężenie pola właśnie w teslach, zgodnie z normami i standardami (np. IEC dotyczące bezpieczeństwa MR). Dobrą praktyką w pracy z aparaturą jest świadome odróżnianie jednostek: tesla odnosi się do pola magnetycznego, gauss to starsza jednostka spoza SI (1 T = 10 000 G), a weber służy do opisu całkowitego strumienia magnetycznego, a nie jego gęstości. Moim zdaniem warto mieć to w głowie, bo potem łatwiej czytać instrukcje urządzeń, wytyczne BHP i opisy stref bezpieczeństwa w pracowni MR.

Pytanie 15

Teleradioterapia 4D na etapie planowania leczenia wykorzystuje obrazy

A. tomografii komputerowej, wykonane w fazie oddechowej.
B. klasycznej rentgenografii, wykonane przy wstrzymanym oddechu.
C. klasycznej rentgenografii, wykonane w fazie oddechowej.
D. tomografii komputerowej, wykonane przy wstrzymanym oddechu.
Prawidłowo – w teleradioterapii 4D na etapie planowania leczenia wykorzystuje się obrazy tomografii komputerowej (TK) wykonane w różnych fazach cyklu oddechowego, czyli tzw. 4D CT. Chodzi o to, żeby nie mieć tylko jednego „zamrożonego” obrazu pacjenta, ale całą serię objętości, które pokazują, jak guz i narządy krytyczne przesuwają się podczas oddychania. System planowania łączy te dane z informacją czasową, stąd nazwa 4D. Dzięki temu można lepiej określić marginesy PTV, unikać zbyt dużego napromieniania zdrowych tkanek i lepiej przewidywać rzeczywistą pozycję guza w trakcie frakcji. W praktyce robi się to tak, że pacjent leży na stole TK, ma założony system monitorowania oddechu (np. pas z markerem, kamera podczerwona, czasem spirometria), a skaner zbiera dane przez kilka cykli oddechowych. Oprogramowanie sortuje je później do poszczególnych faz oddechowych, np. 10 faz od wdechu do wydechu. Moim zdaniem, to jest dziś standard przy guzach płuca, wątroby czy w okolicy przepony, gdzie ruch oddechowy jest największy. Dobre praktyki kliniczne (np. zalecenia ESTRO, AAPM TG-76) podkreślają, że planowanie 4D powinno opierać się właśnie na 4D CT, a nie na pojedynczym badaniu przy wstrzymanym oddechu. Dopiero na podstawie tych danych można rozważać techniki typu gating oddechowy czy śledzenie guza (tracking). W skrócie: tomografia komputerowa w fazach oddechowych daje pełną informację o ruchu, a bez tego cała idea radioterapii 4D traci sens.

Pytanie 16

Czym charakteryzuje się późny odczyn popromienny?

A. Występuje w trakcie lub do 6 miesięcy od zakończenia radioterapii, zwykle jest trwały i może powodować zagrożenie dla życia pacjenta.
B. Występuje po 6 miesiącach od zakończenia radioterapii, pojawia się nagle, zwykle jest trwały i może stanowić zagrożenie dla życia pacjenta.
C. Występuje po 6 miesiącach od zakończenia radioterapii, ustępuje samoistnie lub po prostym leczeniu farmakologicznym.
D. Występuje w trakcie lub do 6 miesięcy od zakończenia radioterapii, ustępuje samoistnie lub po prostym leczeniu farmakologicznym.
Późny odczyn popromienny to klasyczny temat w radioterapii i warto go mieć naprawdę dobrze poukładany w głowie. Kluczowe są tu trzy elementy: czas, dynamika pojawienia się objawów i ich trwałość. Za późne odczyny uznaje się te, które występują po upływie co najmniej 6 miesięcy od zakończenia napromieniania. W praktyce klinicznej często mówimy wręcz o miesiącach–latach po terapii. To odróżnia je od odczynów wczesnych, które pojawiają się w trakcie lub do 6 miesięcy po radioterapii.
Wybrana odpowiedź dobrze podkreśla, że późny odczyn pojawia się nagle – pacjent często przez dłuższy czas czuje się w porządku, a po jakimś czasie dochodzi do gwałtownego ujawnienia się zmian. Moim zdaniem to jest jedna z pułapek radioterapii: pacjent kończy leczenie, wydaje się, że wszystko jest dobrze, a jednak ryzyko uszkodzeń tkanek późno reagujących (np. rdzeń kręgowy, nerki, płuca, serce) nadal istnieje.
Co ważne, późne odczyny są zwykle trwałe, bo wiążą się z nieodwracalnym uszkodzeniem struktur o powolnej regeneracji: zwłóknieniem, martwicą, teleangiektazjami, przewlekłym owrzodzeniem. W skrajnych sytuacjach mogą stanowić realne zagrożenie życia – przykłady to popromienne zwłóknienie płuc z niewydolnością oddechową, mielopatia popromienna z porażeniem, ciężkie uszkodzenie serca po napromienianiu śródpiersia czy perforacja jelita po radioterapii miednicy.
W dobrych praktykach planowania radioterapii (wg wytycznych np. ESTRO, QUANTEC) bardzo mocno pilnuje się dawek tolerancji dla narządów krytycznych właśnie z powodu ryzyka późnych powikłań. Dlatego tak ważne jest precyzyjne wyznaczanie OAR (organs at risk), stosowanie technik IMRT/VMAT, odpowiednie frakcjonowanie dawki i dokładne unieruchomienie pacjenta. Z mojego doświadczenia patrząc na opisy planów, cała filozofia ograniczania dawki do tkanek zdrowych kręci się głównie wokół zapobiegania późnym odczynom, bo jak już się pojawią, to najczęściej nie da się ich cofnąć, można tylko łagodzić objawy.

Pytanie 17

W medycynie nuklearnej wykorzystuje się:

A. ultrasonograf, scyntygraf i EMG.
B. emisyjną tomografię, EEG, scyntygraf.
C. gammakamerę, PET, USG i scyntygraf.
D. scyntygraf, gammakamerę, emisyjną tomografię i PET.
Prawidłowo wskazałeś zestaw aparatury typowej dla medycyny nuklearnej: scyntygraf, gammakamera, emisyjna tomografia i PET. Wszystkie te urządzenia mają jedną wspólną cechę – rejestrują promieniowanie emitowane z wnętrza ciała pacjenta po podaniu radiofarmaceutyku. To właśnie odróżnia medycynę nuklearną od klasycznej radiologii, gdzie źródło promieniowania jest na zewnątrz (np. lampa rentgenowska). Scyntygraf i gammakamera to w praktyce nazwy bliskoznaczne – gammakamera jest współczesnym urządzeniem rejestrującym promieniowanie gamma i tworzącym obrazy scyntygraficzne. Wykorzystuje się ją np. w scyntygrafii kości, tarczycy, perfuzji mięśnia sercowego. Emisyjna tomografia (SPECT – tomografia emisyjna pojedynczych fotonów) pozwala uzyskać obrazy przekrojowe, podobnie jak tomografia komputerowa, ale pokazuje głównie funkcję narządu, a nie tylko jego budowę. Dzięki temu można ocenić perfuzję mózgu, żywotność mięśnia sercowego czy czynność nerek. PET, czyli pozytonowa tomografia emisyjna, wykorzystuje radioizotopy emitujące pozytony i zjawisko anihilacji. Standardowo stosuje się np. 18F-FDG do oceny metabolizmu glukozy w onkologii, kardiologii czy neurologii. W nowoczesnych pracowniach łączy się PET z CT lub MR (PET/CT, PET/MR), co pozwala na bardzo dokładne połączenie informacji funkcjonalnej z anatomiczną. Z mojego doświadczenia to właśnie zrozumienie, że medycyna nuklearna bada przede wszystkim funkcję i metabolizm, a nie samą anatomię, bardzo pomaga w zapamiętaniu, jakie urządzenia do niej należą. W dobrych praktykach ważne jest też prawidłowe przygotowanie radiofarmaceutyku, kontrola jakości aparatury oraz ścisłe przestrzeganie zasad ochrony radiologicznej, bo pracujemy z promieniowaniem jonizującym podanym do organizmu pacjenta.

Pytanie 18

Który środek ochrony radiologicznej należy zastosować podczas badania czaszki 53-letniego pacjenta za pomocą tomografii komputerowej?

A. Okulary ze szkłem ołowiowym.
B. Fartuch z gumy ołowiowej.
C. Osłonę z gumy ołowiowej na tarczycę.
D. Osłonę z gumy ołowiowej na gonady.
Prawidłowo wskazany fartuch z gumy ołowiowej to podstawowy i najbardziej uniwersalny środek ochrony radiologicznej stosowany u pacjentów podczas badań TK, również przy tomografii komputerowej czaszki. W praktyce klinicznej, zgodnie z zasadą ALARA, dążymy do tego, żeby dawka promieniowania była tak niska, jak to rozsądnie możliwe, przy zachowaniu jakości diagnostycznej badania. Fartuch ołowiowy pozwala osłonić duże obszary ciała, które nie są objęte obszarem skanowania: klatkę piersiową, jamę brzuszną, miednicę. W badaniu czaszki wiązka promieniowania jest skupiona głównie na głowie, ale promieniowanie rozproszone rozchodzi się w różnych kierunkach i właśnie przed nim dodatkowo chroni fartuch. Z mojego doświadczenia w pracowni TK, dobrze założony fartuch (często tzw. dwuczęściowy – kamizelka i spódnica albo pełny fartuch 360°) realnie ogranicza niepotrzebne napromienianie narządów szczególnie wrażliwych, jak gonady, szpik kostny w miednicy czy narządy jamy brzusznej. Ważne jest też, żeby fartuch nie wchodził w pole skanowania, bo wtedy może powodować artefakty i pogorszyć jakość obrazu. Dlatego technik musi umieć pogodzić ochronę z prawidłowym pozycjonowaniem pacjenta. W aktualnych wytycznych podkreśla się, że osłony osobiste stosujemy wtedy, gdy nie zaburzają one diagnostyki i gdy rzeczywiście zmniejszają dawkę efektywną. Fartuch spełnia te warunki w badaniu głowy, w przeciwieństwie do bardziej wyspecjalizowanych osłon, które w tym konkretnym przypadku nie wnoszą tak dużo. To jest po prostu standard dobrej praktyki w tomografii – najpierw optymalizacja parametrów ekspozycji, a następnie rozsądne użycie osłon, z fartuchem ołowiowym jako podstawą.

Pytanie 19

Na podstawie zapisu badania audiometrycznego rozpoznano u pacjenta uszkodzenie słuchu

Ilustracja do pytania
A. odbiorcze ucha prawego.
B. odbiorcze ucha lewego.
C. przewodzeniowe ucha lewego.
D. przewodzeniowe ucha prawego.
Rozpoznanie „przewodzeniowe uszkodzenie słuchu ucha prawego” idealnie pasuje do przedstawionego audiogramu. Na wykresie widać, że progi przewodnictwa kostnego dla ucha prawego (linia przerywana) mieszczą się w normie, w okolicy 0–10 dB HL w całym badanym zakresie częstotliwości, natomiast progi przewodnictwa powietrznego (linia ciągła z kropkami) są wyraźnie podwyższone – około 30–40 dB HL. Taka sytuacja, czyli prawidłowe przewodnictwo kostne przy pogorszonym przewodnictwie powietrznym, tworzy tzw. lukę powietrzno–kostną (air–bone gap). W audiometrii przyjmuje się, że luka ≥ 15 dB, obecna w kilku częstotliwościach, jest typowa dla niedosłuchu przewodzeniowego. Z mojego doświadczenia to właśnie ta luka jest najbardziej charakterystycznym, podręcznikowym objawem. W uchu lewym natomiast zarówno przewodnictwo powietrzne, jak i kostne są w granicach normy, więc nie ma podstaw, by mówić o niedosłuchu.
W praktyce technika medycznego interpretacja takiego badania ma konkretne konsekwencje. Niedosłuch przewodzeniowy sugeruje problem w uchu zewnętrznym lub środkowym: zalegająca woskowina, płyn w jamie bębenkowej, perforacja błony bębenkowej, otoskleroza, dysfunkcja kosteczek słuchowych itp. W dobrych standardach postępowania po takim wyniku zaleca się dokładne badanie otoskopowe, ewentualnie tympanometrię oraz konsultację laryngologiczną. Często po usunięciu przeszkody przewodzeniowej (np. woskowiny, wysięku) progi słuchu wracają do normy, co widać potem w kontrolnym audiogramie. Warto też pamiętać o prawidłowym maskowaniu ucha przeciwnego podczas badania przewodnictwa kostnego, żeby wynik rzeczywiście dotyczył badanego ucha. W tym zapisie nie ma cech niedosłuchu odbiorczego (brak podwyższonych progów kostnych), ani mieszanych, więc klasyfikacja jest dość jednoznaczna i zgodna z zasadami diagnostyki audiometrycznej.
Moim zdaniem to jedno z tych badań, gdzie schemat interpretacji jest bardzo klarowny: kostne dobre – powietrzne złe – myślimy przewodzeniowo, zawsze po stronie, gdzie jest luka.

Pytanie 20

Zgodnie z obowiązującymi przepisami powierzchnia gabinetu rentgenowskiego, w którym jest zainstalowany zestaw rentgenowski do badań naczyniowych, powinna wynosić

A. 25 m²
B. 15 m²
C. 20 m²
D. 8 m²
Prawidłowo – dla gabinetu rentgenowskiego z zestawem do badań naczyniowych obowiązujące przepisy wymagają powierzchni co najmniej 25 m². Wynika to z charakteru badań naczyniowych: mamy tu duży stół angiograficzny, ruchome ramię C lub inny tor obrazowania, zasilacze, pompy kontrastu, często dodatkowe monitory, a do tego cały zespół: lekarz, technik, pielęgniarka, czasem anestezjolog. W pomieszczeniu musi być realna przestrzeń na bezpieczne przemieszczanie się personelu, manewrowanie aparatem, ustawianie pacjenta, wjazd łóżka czy wózka, a także swobodny dostęp do pacjenta w razie nagłego zdarzenia, np. reakcji na kontrast czy zatrzymania krążenia. Zbyt małe pomieszczenie ogranicza możliwości prawidłowego pozycjonowania pacjenta i ustawiania ramienia C, utrudnia zachowanie właściwych odległości od źródła promieniowania oraz właściwe rozmieszczenie osłon stałych i ruchomych. Moim zdaniem ważne jest też to, że w praktyce w takich gabinetach instaluje się dodatkowe systemy, np. iniekcji automatycznej, monitoring hemodynamiczny, czasem aparat USG – to wszystko zabiera miejsce. Normy powierzchni są tak dobrane, żeby oprócz samego aparatu i stołu dało się zapewnić ergonomię pracy i spełnić wymagania ochrony radiologicznej: odpowiednią odległość od źródła promieniowania, możliwość ustawienia ścian osłonowych, drzwi, okienka podglądowego, a często też zaplanowanie osobnej sterowni. W dobrych praktykach projektowania pracowni RTG zawsze przy badaniach naczyniowych przyjmuje się te większe metraże właśnie po to, żeby nie „dusić” stanowiska pracy i nie ryzykować kompromisów bezpieczeństwa.

Pytanie 21

Wskaż roczną dawkę graniczną dla osób zatrudnionych w warunkach narażenia na promieniowanie jonizujące.

A. 20 mSv
B. 30 mSv
C. 5 mSv
D. 15 mSv
Prawidłowo wskazana roczna dawka graniczna 20 mSv wynika z aktualnych zaleceń międzynarodowych (ICRP – International Commission on Radiological Protection) oraz przepisów prawa krajowego dotyczących osób zawodowo narażonych na promieniowanie jonizujące. Chodzi tu o tzw. efektywną dawkę roczną u pracowników zakwalifikowanych do kategorii A narażenia. W praktyce oznacza to, że planując pracę technika elektroradiologii, fizyka medycznego czy personelu w medycynie nuklearnej, całkowita zsumowana dawka z wszystkich badań i procedur w danym roku kalendarzowym nie powinna przekroczyć właśnie 20 mSv, liczonych jako średnia w okresie 5 lat, przy czym w żadnym pojedynczym roku nie wolno przekroczyć 50 mSv. Moim zdaniem ważne jest, żeby nie traktować tego limitu jako „celu do osiągnięcia”, tylko jako absolutny górny sufit, którego staramy się w ogóle nie dotykać. W dobrze zorganizowanej pracowni dawki osobiste techników zwykle są znacznie niższe, często na poziomie pojedynczych mSv rocznie. W codziennej pracy przekłada się to na obowiązek stosowania osłon stałych (parawany ołowiane, ściany ekranowane), środków ochrony indywidualnej (fartuchy, kołnierze, osłony na gonady), odpowiedniego pozycjonowania się względem źródła promieniowania, korzystania z zdalnego sterowania aparatem oraz rygorystycznego przestrzegania zasady ALARA – As Low As Reasonably Achievable. Dodatkowo każdy pracownik objęty jest dozymetrią indywidualną (dawkomierze osobiste), a wyniki są dokumentowane i okresowo analizowane. Jeśli dawki zbliżają się do poziomów ostrzegawczych, pracodawca ma obowiązek zmodyfikować organizację pracy, np. rotować personel, zmieniać obsadę dyżurów w pracowniach wysokodawkowych (TK, radiologia zabiegowa, medycyna nuklearna, radioterapia). Właśnie takie rozumienie limitu 20 mSv – jako narzędzia do planowania i kontroli narażenia – jest sednem profesjonalnej ochrony radiologicznej.

Pytanie 22

Standardowo do wykonania których zdjęć należy zastosować kratkę przeciwrozproszeniową?

A. Czaszki i jamy brzusznej.
B. Jamy brzusznej i stawu łokciowego.
C. Klatki piersiowej i nadgarstka.
D. Czaszki i stawu skokowego.
Prawidłowa odpowiedź wskazuje na czaszkę i jamę brzuszną, co bardzo dobrze oddaje standardowe zasady stosowania kratki przeciwrozproszeniowej w klasycznej radiografii. Kratka (grid) jest potrzebna tam, gdzie mamy stosunkowo grubą część ciała i dużo tkanek miękkich, które generują silne promieniowanie rozproszone na skutek zjawiska Comptona. To rozproszenie psuje kontrast obrazu, powoduje „zamglenie” i utratę szczegółów. Moim zdaniem najłatwiej to zapamiętać tak: im grubsza i bardziej „miękka” anatomicznie okolica, tym większa szansa, że trzeba użyć kratki. W badaniach czaszki najczęściej używa się napięć rzędu 70–80 kV, a grubość struktur kostnych i części miękkich głowy jest na tyle duża, że ilość promieniowania rozproszonego jest istotna. Z mojego doświadczenia, bez kratki obraz byłby wyraźnie bardziej „płaski”, szczególnie przy ocenie struktur podstawy czaszki czy zatok. Podobnie w jamie brzusznej: mamy tam głównie tkanki miękkie, narządy miąższowe, gaz w jelitach, a ekspozycje są wykonywane na dość wysokich wartościach kV. To wszystko sprzyja powstawaniu rozproszenia, więc kratka przeciwrozproszeniowa jest tu praktycznie standardem w prawidłowo prowadzonej pracowni RTG. W dobrych praktykach zaleca się stosowanie kratki dla obszarów o grubości powyżej ok. 10–12 cm, co klasycznie dotyczy właśnie czaszki (w wielu projekcjach) i jamy brzusznej. Warto też pamiętać, że użycie kratki wymaga odpowiedniej centracji wiązki, właściwej odległości ognisko–kratka i dostosowania parametrów ekspozycji (zwykle trzeba podnieść mAs), żeby skompensować pochłanianie promieniowania przez kratkę. W nowoczesnych systemach cyfrowych część ośrodków próbuje ograniczać stosowanie kratki przy mniejszych pacjentach, ale w typowych, dorosłych badaniach czaszki i brzucha kratka nadal pozostaje złotym standardem poprawy jakości obrazu.

Pytanie 23

Który obszar napromieniania w radioterapii oznacza się skrótem PTV?

A. Obszar guza.
B. Kliniczny obszar napromieniania.
C. Zaplanowany obszar napromieniania.
D. Obszar leczony.
Prawidłowo – PTV to właśnie zaplanowany obszar napromieniania (Planning Target Volume). W radioterapii stosuje się kilka zdefiniowanych objętości: GTV (Gross Tumor Volume – makroskopowy guz), CTV (Clinical Target Volume – kliniczny obszar napromieniania, czyli guz plus strefa możliwego mikroskopowego nacieku) oraz właśnie PTV. PTV powstaje z CTV przez dodanie odpowiednich marginesów bezpieczeństwa, które mają uwzględnić niepewności: ruchy pacjenta, ruchomość narządów (np. oddech, perystaltyka), błędy ustawienia, ograniczenia systemu unieruchomienia czy dokładności aparatu. Moim zdaniem to jedno z kluczowych pojęć w planowaniu, bo decyduje, czy dawka rzeczywiście trafi tam, gdzie trzeba, w każdych typowych warunkach leczenia. W praktyce planowania na systemie TPS (Treatment Planning System) fizyk medyczny i lekarz radioterapeuta wyznaczają najpierw GTV i CTV na obrazach TK (często z fuzją z MR lub PET), a dopiero potem definiują PTV, np. CTV + 5 mm marginesu izotropowego albo bardziej złożone marginesy anisotropowe. W protokołach klinicznych i wytycznych (np. ICRU Report 50/62, nowsze ICRU 83) bardzo mocno podkreśla się, że dawka referencyjna musi pokryć PTV w określonym procencie objętości, np. 95% PTV otrzymuje 95% dawki przepisanej. Dzięki temu można kontrolować, czy napromienianie jest wystarczająco jednorodne i czy nie ma nieakceptowalnych niedowiązań w obrębie celu. W nowoczesnych technikach jak IMRT czy VMAT całe kształtowanie rozkładu dawki, optymalizacja planu, analiza DVH i kontrola jakości są wykonywane właśnie w odniesieniu do PTV. W praktyce klinicznej technik radioterapii, ustawiając pacjenta na aparacie, tak naprawdę pilnuje, aby w każdym dniu leczenia PTV znalazło się w polu wiązek zgodnie z planem, a nie tylko „sam guz”, który i tak jest często niewidoczny w obrazowaniu portalowym lub CBCT.

Pytanie 24

HRCT (high-resolution computed tomography) jest metodą obrazowania TK

A. niskiej rozdzielczości.
B. przeciętnej rozdzielczości.
C. średniej rozdzielczości.
D. wysokiej rozdzielczości.
HRCT to skrót od angielskiego „high-resolution computed tomography”, czyli tomografia komputerowa wysokiej rozdzielczości. Sama nazwa już mówi, jaka jest poprawna odpowiedź: jest to metoda TK zaprojektowana właśnie po to, żeby uzyskać jak najwyższą rozdzielczość przestrzenną obrazu, szczególnie w obrębie miąższu płuc. W praktyce oznacza to, że na obrazach HRCT bardzo dobrze widać drobne struktury anatomiczne, jak przegrody międzyzrazikowe, małe oskrzeliki, drobne zmiany śródmiąższowe. Stosuje się cienkie warstwy (zwykle 0,5–1,5 mm), wysokoczęstotliwościowe filtry rekonstrukcyjne (tzw. filtr „kostny” lub „wysokiej rozdzielczości”) i odpowiednio dobrane parametry ekspozycji. Moim zdaniem warto kojarzyć, że HRCT to nie jest inny typ aparatu, tylko specyficzny protokół badania i rekonstrukcji danych w standardowym tomografie. W zaleceniach towarzystw radiologicznych (np. Fleischner Society, ERS/ESTS) HRCT jest metodą z wyboru w diagnostyce chorób śródmiąższowych płuc, rozedmy, rozstrzeni oskrzeli, oceny zmian po COVID‑19 czy pylic. W codziennej pracy technika elektroradiologii bardzo ważne jest prawidłowe dobranie grubości warstwy, kolimacji, sposobu oddychania pacjenta (zwykle wdech, niekiedy też wydech), a także unikanie zbędnych serii, żeby niepotrzebnie nie zwiększać dawki. Standardem jest rekonstrukcja obrazów w płaszczyznach MPR (np. czołowej i strzałkowej), co jeszcze bardziej wykorzystuje wysoką rozdzielczość danych. Dobrą praktyką jest też dokładne opisanie w protokole badania, że wykonano HRCT klatki piersiowej, bo to od razu kieruje lekarza opisującego na właściwą interpretację obrazu, z uwzględnieniem bardzo drobnych zmian strukturalnych.

Pytanie 25

Na ilustracji przedstawiono przygotowanie pacjenta do badania

Ilustracja do pytania
A. EMG
B. ERG
C. EEG
D. KTG
Na zdjęciu widać bardzo typowe przygotowanie do badania EMG – dokładniej do elektroneurografii, czyli stymulacyjnej części badania przewodnictwa nerwowego. Mamy tutaj kończynę z założonym mankietem uziemiającym/odprowadzającym (zielony element) oraz dwie elektrody powierzchowne przyklejone nad mięśniem, do którego dochodzi badany nerw. Dodatkowo z boku widoczna jest elektroda stymulująca (igłowa lub pierścieniowa), którą podaje się krótkie impulsy prądowe. To klasyczny układ: elektroda aktywna i referencyjna nad brzuścem mięśnia oraz elektroda stymulująca w przebiegu nerwu. W EMG rejestruje się potencjały czynnościowe mięśni wywołane pobudzeniem nerwów obwodowych albo spontaniczną aktywność mięśnia. W praktyce technik musi zadbać o kilka rzeczy: dokładne odtłuszczenie skóry, prawidłowe rozmieszczenie elektrod w osi mięśnia, dobrą przyczepność żelowych elektrod i stabilne ułożenie kończyny, żeby artefakty ruchowe nie zniszczyły zapisu. Z mojego doświadczenia wiele problemów z jakością sygnału w EMG wynika z pośpiechu przy przygotowaniu skóry. W badaniach przewodnictwa nerwowego mierzy się latencję, amplitudę i prędkość przewodzenia, co jest kluczowe np. w diagnostyce zespołu cieśni nadgarstka, neuropatii cukrzycowych, uszkodzeń korzeni nerwowych czy urazów nerwów po złamaniach. Standardy pracowni neurofizjologii klinicznej zalecają też kontrolę temperatury kończyny, bo zbyt zimna ręka spowalnia przewodzenie i fałszuje wyniki. Właśnie ten układ elektrod na kończynie, bez udziału głowy, brzucha czy aparatury kardiotokograficznej, jednoznacznie wskazuje na EMG, a nie na EEG, ERG czy KTG.

Pytanie 26

Które badanie zostało zarejestrowane na przedstawionym radiogramie?

Ilustracja do pytania
A. Płuc wykonane metodą Przybylskiego.
B. Jamy brzusznej wykonane poziomą wiązką promieniowania.
C. Dróg żółciowych metodą cholangiografii śródoperacyjnej.
D. Układu moczowego z użyciem środka kontrastującego.
Prawidłowo rozpoznano, że na radiogramie przedstawiono badanie jamy brzusznej wykonane poziomą wiązką promieniowania, w pozycji leżącej na boku (projekcja pozioma – tzw. boczna z poziomą wiązką). Świadczy o tym charakterystyczny układ pętli jelitowych i obecność poziomów powietrze–płyn, które bardzo dobrze uwidaczniają się właśnie przy poziomej (horyzontalnej) wiązce promieniowania. W takiej technice promień centralny biegnie równolegle do podłoża, dzięki czemu różnice gęstości pomiędzy gazem a płynem układają się w wyraźne poziomy, co jest kluczowe np. przy podejrzeniu niedrożności jelit czy perforacji przewodu pokarmowego.
Moim zdaniem to jedno z bardziej praktycznych badań w stanach ostrych brzucha. W standardach radiologii doraźnej (tzw. „acute abdomen series”) zaleca się wykonanie zdjęcia jamy brzusznej na stojąco, a jeśli pacjent nie może wstać – właśnie w projekcji bocznej z poziomą wiązką. Dzięki temu można ocenić obecność wolnego powietrza pod przeponą, ilość gazu w przewodzie pokarmowym, rozdęcie pętli jelitowych czy poziomy płynów w jelitach. W codziennej pracy technika RTG musi umieć prawidłowo ułożyć pacjenta (najczęściej leżenie na lewym boku, LLD – left lateral decubitus), dobrać odpowiednie parametry ekspozycji oraz zadbać, żeby wiązka była rzeczywiście pozioma względem podłoża, bo od tego zależy jakość diagnostyczna obrazu.
W praktyce klinicznej takie zdjęcie często wykonuje się u pacjentów z silnymi bólami brzucha, wzdęciem, zatrzymaniem gazów i stolca, podejrzeniem niedrożności mechanicznej albo po zabiegach operacyjnych w obrębie jamy brzusznej. Dobre rozpoznanie projekcji i techniki jest tu bardzo ważne, bo pozwala odróżnić klasyczne zdjęcie przeglądowe od bardziej ukierunkowanego badania na wykrycie powietrza wolnego lub poziomów płynowych. To jest dokładnie ten przypadek.

Pytanie 27

Którą strukturę anatomiczną uwidoczniono na zamieszczonym obrazie USG?

Ilustracja do pytania
A. Ciężarną macicę z czterema płodami.
B. Pęcherz moczowy z kamieniami.
C. Pęcherzyk żółciowy z kamieniami.
D. Nerkę lewą ze złogami.
Na obrazie USG widoczny jest typowy pęcherzyk żółciowy z kamieniami (cholecystolithiasis). Charakterystyczny jest wydłużony, gruszkowaty kształt bezechowej (czarnej) struktury, otoczonej cienką, wyraźną ścianą. W świetle pęcherzyka widoczne są silnie hiperechogeniczne ogniska z wyraźnym cieniem akustycznym za nimi – to klasyczny obraz złogów żółciowych. Zgodnie z zasadami opisu USG jamy brzusznej, zawsze zwracamy uwagę na: kształt pęcherzyka, grubość ściany, zawartość światła oraz obecność cienia akustycznego. Kamienie są jasne, dobrze odgraniczone i „rzucają cień” w głąb obrazu, co jest jednym z najważniejszych kryteriów różnicujących je od np. polipów. W praktyce klinicznej taki obraz, szczególnie przy dolegliwościach bólowych w prawym podżebrzu, jest podstawą do rozpoznania kamicy pęcherzyka żółciowego i dalszego postępowania – zwykle obserwacja albo kwalifikacja do cholecystektomii laparoskopowej, zgodnie z aktualnymi zaleceniami. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk, żeby przy każdym badaniu USG jamy brzusznej bardzo dokładnie oceniać pęcherzyk w pozycji leżącej i w razie wątpliwości także w pozycji stojącej lub na lewym boku – kamienie często zmieniają położenie pod wpływem grawitacji, co dodatkowo potwierdza rozpoznanie. Dobra praktyka to też dokumentowanie przynajmniej dwóch przekrojów (podłużny i poprzeczny) oraz opisywanie wielkości największego złogu, bo ma to znaczenie przy planowaniu zabiegu i dalszej obserwacji pacjenta.

Pytanie 28

Przy ułożeniu do zdjęcia AP czaszki płaszczyzna

A. oczodołowo-uszna środkowa jest prostopadła do kasety.
B. czołowa jest prostopadła do kasety.
C. strzałkowa jest równoległa do kasety.
D. oczodołowo-uszna dolna jest równoległa do kasety.
W projekcji AP czaszki kluczowe jest takie ułożenie głowy, żeby płaszczyzna oczodołowo-uszna środkowa (tzw. OML – orbitomeatal line, linia oczodołowo-uszna środkowa) była prostopadła do kasety/detektora. Właśnie dlatego odpowiedź z tą płaszczyzną jest prawidłowa. Dzięki temu ustawieniu promień centralny pada z przodu na potylicę w sposób symetryczny, a struktury kostne czaszki – szczególnie kości czołowe, sklepienie czaszki, łuki jarzmowe – są odwzorowane bez zniekształceń geometrycznych i skrótów. W praktyce wygląda to tak, że pacjent leży lub stoi przodem do lampy, potylica przylega do kasety, a technik ustawia głowę tak, żeby linia łącząca środek oczodołu z punktem przy przewodzie słuchowym zewnętrznym była dokładnie pod kątem 90° do powierzchni kasety. Moim zdaniem warto sobie wyrobić nawyk patrzenia jednocześnie na położenie oczodołów i małżowin usznych, bo to bardzo pomaga w szybkim ocenieniu, czy OML faktycznie jest prostopadła. Z dobrych praktyk – zawsze kontroluje się też płaszczyznę strzałkową pośrodkową, czyli czy głowa nie jest obrócona w prawo/lewo, bo nawet przy dobrze ustawionej OML rotacja popsuje symetrię zdjęcia. W wielu pracowniach stosuje się też delikatne podłożenie gąbki pod potylicę, żeby pacjentowi było wygodniej utrzymać właściwą pozycję, szczególnie przy dłuższej ekspozycji. Warto pamiętać, że inne projekcje czaszki używają innych płaszczyzn (np. linia IOML), ale w klasycznym AP czaszki to właśnie oczodołowo-uszna środkowa ma być prostopadła do kasety – to jest taki podstawowy standard pozycjonowania w radiografii czaszki.

Pytanie 29

Odprowadzenie II rejestruje różnicę potencjałów między

A. prawą ręką i lewą nogą.
B. lewą ręką i lewą nogą.
C. prawą ręką i prawą nogą.
D. lewą i prawą ręką.
Prawidłowo – odprowadzenie II w standardowym 12-odprowadzeniowym EKG rejestruje różnicę potencjałów między prawą ręką (elektroda ujemna) a lewą nogą (elektroda dodatnia). Tak jest zdefiniowane w klasycznej trójkątnej konfiguracji Einthovena i obowiązuje w praktycznie wszystkich aparatach EKG, zgodnie z normami opisanymi w podręcznikach kardiologii i zaleceniach towarzystw naukowych. Moim zdaniem warto to mieć „w palcu”, bo odprowadzenie II jest jednym z najczęściej oglądanych – to właśnie w nim zwykle oceniamy rytm zatokowy, załamki P, odstęp PQ i ogólne przewodzenie przedsionkowo–komorowe. W praktyce technika wygląda tak, że elektrody kończynowe zakładamy najczęściej na przeguby: prawa ręka – elektroda prawa, lewa ręka – elektroda lewa, lewa noga – elektroda referencyjna dodatnia, prawa noga – elektroda uziemiająca (neutralna, nie bierze udziału w tworzeniu odprowadzeń I, II, III). Aparat następnie „matematycznie” zestawia między sobą potencjały z tych punktów i tworzy trzy odprowadzenia kończynowe: I (lewa ręka – prawa ręka), II (lewa noga – prawa ręka) oraz III (lewa noga – lewa ręka). W odprowadzeniu II oś elektryczna serca często wypada najbardziej fizjologicznie, dlatego zapis jest „czytelny”: wysokie dodatnie załamki P i R, łatwo ocenić regularność rytmu i obecność zaburzeń przewodzenia. W wielu systemach monitorowania kardiologicznego (oddziały intensywnej terapii, sale pooperacyjne) jako monitoring ciągły wybiera się właśnie odprowadzenie II, bo najlepiej pokazuje depolaryzację przedsionków i pozwala szybko wychwycić np. migotanie przedsionków czy częstoskurcze nadkomorowe. Z mojego doświadczenia, jeśli ktoś dobrze rozumie, jak jest zbudowany trójkąt Einthovena i które kończyny tworzą dane odprowadzenie, dużo łatwiej mu potem ogarnąć bardziej złożone układy jak odprowadzenia wzmocnione (aVR, aVL, aVF) czy analizę osi elektrycznej serca. To jest taka podstawa, na której buduje się całą dalszą interpretację EKG.

Pytanie 30

Strzałką na schemacie oznaczono

Ilustracja do pytania
A. węzeł przedsionkowo-komorowy.
B. węzeł zatokowo-przedsionkowy.
C. lewą odnogę pęczka Hisa.
D. prawą odnogę pęczka Hisa.
Strzałka na schemacie pokazuje strukturę położoną w ścianie prawego przedsionka, przy ujściu żyły głównej górnej – to klasyczna lokalizacja węzła zatokowo‑przedsionkowego (SA). Ten węzeł to fizjologiczny rozrusznik serca: generuje impulsy elektryczne, które następnie szerzą się przez mięsień przedsionków i dalej trafiają do węzła przedsionkowo‑komorowego. Moim zdaniem warto to sobie skojarzyć tak: wszystko „zaczyna się” w prawym przedsionku, wysoko, przy żyle głównej górnej. W praktyce diagnostyki elektromedycznej znajomość położenia SA ma znaczenie np. przy interpretacji EKG – rytm zatokowy oznacza, że bodźce powstają właśnie w tym węźle. Na zapisie widzimy wtedy prawidłowe załamki P dodatnie w odprowadzeniach kończynowych (np. II, aVF), z równym odstępem między kolejnymi załamkami R. W badaniach obrazowych (echo serca, TK, MR) węzła nie widać tak ładnie jak na schemacie, ale orientacja anatomiczna jest ta sama: górna część prawego przedsionka, grzebień graniczny. W praktyce klinicznej zaburzenia funkcji węzła zatokowo‑przedsionkowego prowadzą do tzw. choroby węzła zatokowego, bradykardii zatokowej czy naprzemiennych okresów tachy‑ i bradykardii. Wtedy często konieczne jest wszczepienie stymulatora serca, który przejmuje rolę naturalnego rozrusznika. W technice EKG i przy analizie zabiegów elektroterapii (ablacje, implantacje stymulatorów) rozumienie, skąd fizjologicznie startuje impuls, jest absolutną podstawą i pomaga unikać błędów interpretacyjnych. Dlatego dobrze, że kojarzysz ten mały „guzek” przy żyle głównej górnej właśnie z węzłem zatokowo‑przedsionkowym.

Pytanie 31

Emisja fali elektromagnetycznej występuje w procesie rozpadu promieniotwórczego

A. beta plus.
B. gamma.
C. beta minus.
D. alfa.
Prawidłowo wskazana została emisja promieniowania gamma. W fizyce jądrowej mówimy, że rozpad gamma to proces, w którym jądro atomowe przechodzi ze stanu wzbudzonego do stanu o niższej energii, nie zmieniając ani liczby protonów, ani neutronów. Czyli skład jądra zostaje ten sam, ale pozbywa się ono nadmiaru energii właśnie w postaci fali elektromagnetycznej o bardzo wysokiej energii – fotonu gamma. To jest klucz: gamma to nie cząstka materialna jak elektron czy alfa, tylko kwant promieniowania elektromagnetycznego. W medycynie nuklearnej ta właściwość jest wykorzystywana non stop. W badaniach scyntygraficznych czy PET dobiera się takie radioizotopy, które emitują głównie promieniowanie gamma (lub w PET: parę fotonów 511 keV po anihilacji), bo fale elektromagnetyczne gamma dobrze przechodzą przez tkanki i można je zarejestrować gammakamerą lub detektorami PET. Standardem jest np. technet-99m, który po przejściu do stanu podstawowego emituje foton gamma, a aparat rejestruje jego tor i tworzy obraz rozmieszczenia radiofarmaceutyku. Z mojego doświadczenia, dobra praktyka w pracowni medycyny nuklearnej to zawsze myślenie o tym, jakie dokładnie promieniowanie emituje dany izotop: czy jest to czyste gamma, beta plus, beta minus, czy mieszane. Ma to znaczenie dla ochrony radiologicznej, jakości obrazu i dawki dla pacjenta. Warto też pamiętać, że po rozpadzie alfa lub beta jądro potomne często jest w stanie wzbudzonym i dopiero potem „dorzuca” rozpad gamma – więc w dokumentacji fizycznej często widzimy kaskadę: najpierw zmiana składu jądra, a potem emisja fali elektromagnetycznej gamma jako etap „dooczyszczający” energię.

Pytanie 32

Na którym z zapisów EKG została uwidoczniona fala Pardee'go?

A. Zapis 3
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Zapis 4
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Zapis 2
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Zapis 1
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłowo wskazany jest zapis 3, ponieważ właśnie tam widać klasyczną falę Pardee’go, czyli uniesienie odcinka ST z zachowaną, wyraźnie wysmukloną falą T, tworzącą taki jakby jednolity „kopiec” nad linią izoelektryczną. W ostrym zawale STEMI, zgodnie z wytycznymi ESC i PTK, szukamy uniesienia ST ≥1–2 mm w dwóch sąsiednich odprowadzeniach, o charakterystycznym kształcie: odcinek ST przechodzi płynnie z załamka R, bez wyraźnego punktu J, a całość przypomina właśnie falę Pardee’go. Na zapisie 3 dokładnie to widać – segment ST jest wyniesiony, wypukły do góry, a załamek T jest dodatni i niejako „przyklejony” do ST. To jest obraz świeżego, rozległego uszkodzenia mięśnia sercowego w fazie ostrej. W praktyce klinicznej rozpoznanie takiego uniesienia ST wymaga natychmiastowej reakcji: kwalifikacji do pierwotnej angioplastyki wieńcowej (PCI) lub, gdy to niemożliwe, do trombolizy. W pracowni, na SOR-ze czy nawet w ZRM, technik i ratownik powinni automatycznie kojarzyć falę Pardee’go z ostrym zawałem z uniesieniem ST. Moim zdaniem warto sobie wpoić prostą zasadę: jeśli widzisz ładny, gładki „garb” ST-T ponad izolinią w odpowiednich odprowadzeniach, u pacjenta z bólem w klatce, to traktujesz to jak STEMI, dopóki koronarografia nie udowodni czegoś innego. Ten wzorzec trzeba umieć odróżnić od wczesnej repolaryzacji, przerostu komór czy zmian w przebiegu zapalenia osierdzia, gdzie kształt i kontekst kliniczny są inne. Im częściej oglądasz takie EKG, tym szybciej i pewniej rozpoznasz falę Pardee’go w realnej sytuacji na dyżurze.

Pytanie 33

W radiografii mianem SID określa się

A. odległość między obiektem badanym a detektorem obrazu.
B. system automatycznej kontroli ekspozycji.
C. odległość między źródłem promieniowania a detektorem obrazu.
D. system automatycznej regulacji jasności.
Prawidłowo – SID (Source to Image Distance) w radiografii to odległość między źródłem promieniowania rentgenowskiego a detektorem obrazu (kasetą, przetwornikiem DR, płytą CR). To jest bardzo podstawowy, ale kluczowy parametr geometryczny badania RTG. Od SID zależy powiększenie obrazu, ostrość krawędzi (nieostrość geometryczna), a także rozkład dawki i ekspozycja detektora. W praktyce w klasycznej radiografii przyjmuje się standardowe wartości, np. 100–115 cm dla większości projekcji przyłóżkowych i stołowych, 150–180 cm dla zdjęć klatki piersiowej przy stojaku. Dzięki stałemu, znanemu SID można porównywać badania w czasie i utrzymywać powtarzalność jakości obrazu – to jest jedna z podstaw dobrych praktyk w radiologii. Moim zdaniem wielu uczniów trochę lekceważy geometrię, a to właśnie ona często decyduje, czy lekarz będzie mógł dobrze ocenić zmianę na zdjęciu. Zwiększenie SID zmniejsza powiększenie i nieostrość geometryczną, ale jednocześnie promieniowanie bardziej się rozprasza w przestrzeni, więc do uzyskania tej samej ekspozycji na detektorze trzeba zwykle podnieść mAs. W protokołach pracowni RTG bardzo często jest wpisane: projekcja AP, SID 100 cm; projekcja PA klatki, SID 180 cm itd. Technik powinien SID znać, ustawiać i kontrolować, bo zmiana SID bez korekty parametrów ekspozycji może prowadzić albo do prześwietlenia, albo do niedoświetlenia obrazu. W radiologii zabiegowej i fluoroskopii też operuje się pojęciem odległości źródło–detektor, choć czasem bardziej zwraca się uwagę na odległość źródło–pacjent, ale zasada geometryczna jest ta sama. Utrzymywanie odpowiedniego SID jest też elementem optymalizacji dawki zgodnie z zasadą ALARA, bo pozwala uzyskać dobrą jakość przy rozsądnym obciążeniu pacjenta promieniowaniem.

Pytanie 34

W leczeniu izotopowym tarczycy podaje się

A. doustnie emiter promieniowania β
B. doustnie emiter promieniowania α
C. dożylnie emiter promieniowania β
D. dożylnie emiter promieniowania α
Prawidłowo: w leczeniu izotopowym nadczynności tarczycy stosuje się doustnie preparaty zawierające jod promieniotwórczy, najczęściej jod-131, który jest emiterem promieniowania β. Tarczyca fizjologicznie wychwytuje jod z krwi, więc po połknięciu kapsułki lub płynu radiojod trafia do gruczołu tak jak zwykły jod, a następnie emituje promieniowanie beta bezpośrednio w tkance. Dzięki temu mamy efekt tzw. terapii celowanej: dawka promieniowania jest skoncentrowana głównie w tarczycy, a narządy sąsiednie dostają relatywnie małą dawkę. To jest bardzo zgodne z zasadą ALARA i ze standardami medycyny nuklearnej.
Promieniowanie β (elektrony) ma stosunkowo mały zasięg w tkankach – rzędu kilku milimetrów. To oznacza, że niszczy głównie komórki tarczycy gromadzące jod, bez głębokiego uszkadzania dalszych struktur. W praktyce klinicznej używa się specjalnie przygotowanych radiofarmaceutyków, zwykle w postaci kapsułek, które pacjent połyka jednorazowo pod kontrolą personelu medycyny nuklearnej. Nie ma tutaj żadnej iniekcji dożylnej, bo nie ma takiej potrzeby – fizjologia tarczycy sama „dowiezie” radiojod tam, gdzie trzeba.
W procedurach opisanych w wytycznych (np. EANM, Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej) podkreśla się, że podanie doustne jest standardem, a dawka jest dobierana indywidualnie w zależności od masy tarczycy, stopnia nadczynności, czasem także wieku pacjenta. Moim zdaniem warto zapamiętać taki prosty schemat: leczenie nadczynności tarczycy = doustny jod-131 = emiter β. W praktyce technika jest dość prosta organizacyjnie, ale wymaga ścisłego przestrzegania zasad ochrony radiologicznej, np. odizolowania pacjenta przez pewien czas, ograniczenia kontaktu z dziećmi i kobietami w ciąży oraz dokładnej dokumentacji podanej aktywności. To jest typowy, klasyczny przykład terapeutycznego zastosowania medycyny nuklearnej, odróżniający ją od radioterapii zewnętrznej.

Pytanie 35

W trakcie obrazowania metodą rezonansu magnetycznego wykorzystywane jest zjawisko wysyłania sygnału emitowanego przez

A. elektrony atomów tlenu.
B. elektrony atomów wodoru.
C. protony atomów wodoru.
D. protony atomów tlenu.
Prawidłowo wskazane zostały protony atomów wodoru, czyli dokładnie to, na czym opiera się klasyczna metoda rezonansu magnetycznego wykorzystywana w medycynie. W obrazowaniu MR wykorzystuje się zjawisko jądrowego rezonansu magnetycznego (NMR). W praktyce oznacza to, że w silnym polu magnetycznym jądra wodoru (protony) ustawiają się zgodnie lub przeciwnie do kierunku pola. Następnie aparat wysyła fale radiowe (impuls RF), które wybijają te protony z ich równowagi. Gdy impuls się kończy, protony wracają do stanu wyjściowego i w tym procesie emitują sygnał, który jest rejestrowany przez cewki odbiorcze. To właśnie ten sygnał jest potem przeliczany komputerowo na obraz przekrojowy ciała. W tkankach ludzkiego organizmu jest bardzo dużo wody i tłuszczu, a więc bardzo dużo atomów wodoru – dlatego MR jest tak czuły na różnice w nawodnieniu i składzie tkanek. W praktyce klinicznej wykorzystuje się to np. do oceny zmian w mózgu (udar, stwardnienie rozsiane), stawach, kręgosłupie, narządach jamy brzusznej. Różne sekwencje (T1, T2, PD, FLAIR, DWI itd.) bazują cały czas na tym samym zjawisku: relaksacji protonów wodoru i różnicach w czasach relaksacji T1 i T2 w różnych tkankach. Z mojego doświadczenia, jak raz się zrozumie, że MR „słucha” protonów wodoru w polu magnetycznym, to dużo łatwiej ogarnąć, dlaczego metal w ciele pacjenta jest problemem, czemu ważne jest jednorodne pole magnetyczne i czemu obecność wody w tkankach tak mocno wpływa na kontrast obrazu. To jest absolutna podstawa fizyki rezonansu, którą warto mieć dobrze poukładaną, bo przewija się wszędzie w diagnostyce obrazowej.

Pytanie 36

Podczas badania EEG w systemie „10-20” literą A oznacza się elektrody

A. pośrodkowe.
B. móżdżkowe.
C. skroniowe.
D. uszne.
W systemie „10–20” stosowanym w EEG litera A pochodzi od angielskiego słowa „auricular”, czyli uszny, odnoszący się do wyrostka sutkowatego i okolicy małżowiny usznej. Elektrody oznaczone jako A1 i A2 umieszcza się odpowiednio przy lewym i prawym uchu. W praktyce klinicznej często nazywa się je także elektrodami referencyjnymi usznymi, bo bardzo często służą jako elektrody odniesienia w klasycznym montażu EEG. Moim zdaniem warto to mieć „w głowie”, bo w opisach zapisów EEG ciągle się pojawiają skróty typu A1–T3, A2–T4 itp. System 10–20 polega na rozmieszczeniu elektrod na powierzchni czaszki w ściśle określonych odległościach procentowych między punktami anatomicznymi (nasion, inion, wyrostki sutkowate). Litery opisują region mózgu: F – czołowe (frontal), T – skroniowe (temporal), C – centralne (central), P – ciemieniowe (parietal), O – potyliczne (occipital), Fp – bieguny czołowe (frontopolar), a A – właśnie uszne. Dodatkowo liczby nieparzyste oznaczają stronę lewą, parzyste – prawą, a litera Z elektrody pośrodkowe (midline). W praktyce technika EEG poprawne rozpoznanie tych oznaczeń jest kluczowe przy zakładaniu czepka, ustawianiu montażu i potem przy interpretacji, np. lokalizacji napadów padaczkowych czy ognisk zwolnienia czynności bioelektrycznej. Prawidłowe rozumienie, że A to uszy, ułatwia od razu zorientowanie się, gdzie przebiega linia odniesienia i jak może wpływać na wygląd zapisu w różnych montażach odniesieniowych i bipolarach, co jest standardem w pracowniach EEG.

Pytanie 37

Wyniosłość międzykłykciowa znajduje się na nasadzie

A. dalszej kości ramiennej.
B. dalszej kości udowej.
C. bliższej kości łokciowej.
D. bliższej kości piszczelowej.
Wyniosłość międzykłykciowa leży na nasadzie bliższej kości piszczelowej, dokładnie pomiędzy kłykciem przyśrodkowym i bocznym. To taki charakterystyczny „grzbiecik” kostny widoczny szczególnie dobrze na zdjęciu RTG kolana w projekcji AP. Anatomicznie tworzą ją guzki międzykłykciowe oraz pole międzykłykciowe przednie i tylne. To miejsce przyczepu bardzo ważnych struktur: więzadła krzyżowego przedniego (ACL) i tylnego (PCL), a także części włókien łąkotek. Z mojego doświadczenia, jeśli ktoś dobrze kojarzy tę wyniosłość, dużo łatwiej mu później ogarniać patologie więzadeł na obrazach. W praktyce radiologicznej i ortopedycznej wyniosłość międzykłykciowa jest punktem orientacyjnym przy ocenie ustawienia kości piszczelowej względem kości udowej, szczególnie w urazach kolana. Na TK czy MR kolana często opisuje się przemieszczenia fragmentów tej wyniosłości przy awulsyjnych uszkodzeniach ACL, tzw. złamanie eminencji międzykłykciowej. Dobra znajomość tej struktury jest też kluczowa przy planowaniu rekonstrukcji więzadeł krzyżowych, bo tunele kostne w kości piszczelowej lokalizuje się właśnie w okolicy tej wyniosłości. W standardach opisu badań obrazowych kolana (RTG, MR) zaleca się zwracanie uwagi na ciągłość zarysu wyniosłości międzykłykciowej, jej wysokość, obecność odłamów i ewentualne zwapnienia. Moim zdaniem warto też zapamiętać, że na zdjęciu RTG kolana wyniosłość międzykłykciowa powinna „wpasowywać się” mniej więcej w dół międzykłykciowy kości udowej – zaburzenie tej relacji może sugerować podwichnięcie albo inne nieprawidłowości ustawienia stawu.

Pytanie 38

Zamieszczony rentgenogram został zarejestrowany podczas wykonania

Ilustracja do pytania
A. urografii.
B. angiografii nerkowej TK.
C. angiografii nerkowej.
D. urografii TK.
Na obrazie widać klasyczny wynik urografii – czyli badania RTG z dożylnym podaniem jodowego środka cieniującego, który jest wydalany przez nerki i wypełnia układ kielichowo‑miedniczkowy, moczowody oraz pęcherz. Charakterystyczne jest to, że widoczne są obustronnie miedniczki nerkowe i kielichy, zarys moczowodów oraz dobrze wypełniony pęcherz moczowy w projekcji AP. Nie ma tu żadnych przekrojów warstwowych ani typowych artefaktów rekonstrukcji znanych z tomografii komputerowej, tylko pojedynczy obraz płaski, jak klasyczne zdjęcie rentgenowskie. To dokładnie odpowiada urografii dożylnej (IVU, IVP). Moim zdaniem warto zapamiętać, że w urografii obraz jest „konturowy”: widzimy kontrast w drogach moczowych na tle kośćca, bez możliwości oceny przekrojowej miąższu nerki. W praktyce technik radiologii musi pamiętać o sekwencji zdjęć: przeglądowe jamy brzusznej, a następnie zdjęcia po określonym czasie od podania kontrastu (np. 5, 10, 15 minut), czasem dodatkowe projekcje skośne albo zdjęcia późne. Standardy pracowni radiologicznych zalecają też odpowiednie przygotowanie pacjenta – opróżnienie przewodu pokarmowego, nawodnienie, wykluczenie przeciwwskazań do jodowego kontrastu. W odróżnieniu od badań TK tutaj pracujemy z niższą dawką i prostszą aparaturą, ale za to z większym znaczeniem prawidłowego pozycjonowania i kontroli czasu ekspozycji, żeby uchwycić właściwą fazę wydzielniczą nerek. W codziennej praktyce urografia klasyczna jest dziś rzadsza, wypierana przez TK, ale nadal bywa wykonywana, zwłaszcza tam, gdzie dostęp do tomografii jest ograniczony lub gdy chcemy prostą ocenę drożności moczowodów.

Pytanie 39

Na wykresie EKG zaznaczono

Ilustracja do pytania
A. odcinek ST
B. odcinek PQ
C. odstęp PQ
D. odstęp QT
Na zaznaczonym fragmencie EKG widoczny jest klasyczny odstęp QT – czyli czas od początku zespołu QRS (pierwsze wychylenie zespołu komorowego, zwykle załamek Q lub R) do końca załamka T. Ten odcinek obejmuje pełny czas depolaryzacji i repolaryzacji komór serca. W praktyce mówi się, że QT to „elektryczne życie komór”, bo opisuje, jak długo komory są pobudzone i jak się potem wyciszają. To właśnie ten zakres jest oznaczony na schemacie: start na początku ostrego, wysokiego wychylenia (zespół QRS) i koniec na opadającym ramieniu załamka T. Moim zdaniem to jeden z kluczowych parametrów w EKG, który technik czy ratownik musi rozpoznawać niemal odruchowo. W codziennej pracy odstęp QT zawsze oceniamy z korekcją do częstości rytmu serca (QTc, np. wg wzoru Bazzetta). Normy QTc to orientacyjnie do ok. 440 ms u mężczyzn i 460 ms u kobiet, ale trzeba też patrzeć na zalecenia aktualnych wytycznych ESC i Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Wydłużony QT może świadczyć o ryzyku groźnych komorowych zaburzeń rytmu, np. torsade de pointes, i często jest związany z lekami (neuroleptyki, niektóre antyarytmiki, antybiotyki makrolidowe), zaburzeniami elektrolitowymi (hipokaliemia, hipomagnezemia), wrodzonym zespołem długiego QT. Skrócony QT może pojawiać się np. w hiperkalcemii. W pracowni EKG dobrą praktyką jest mierzenie QT w kilku odprowadzeniach (najczęściej II, V5, V6) i wybór najlepiej widocznego końca załamka T, unikając odprowadzeń z wyraźną załamkowością U. Z mojego doświadczenia warto zawsze powiększyć zapis na ekranie aparatu, żeby dokładnie uchwycić koniec T, bo to tam najczęściej popełnia się błędy pomiarowe. Prawidłowe rozpoznanie odstępu QT, tak jak w tym pytaniu, to podstawa bezpiecznej interpretacji EKG.

Pytanie 40

Obszary napromieniania w technice IMRT w trakcie wykonywania zabiegu radioterapeutycznego wyznacza

A. system komputerowy.
B. lekarz radioterapeuta.
C. fizyk medyczny.
D. technik elektroradiolog.
Prawidłowa odpowiedź wskazuje na kluczową cechę techniki IMRT: obszary napromieniania w trakcie wykonywania zabiegu są wyznaczane i realizowane przez system komputerowy, zgodnie z wcześniej przygotowanym planem leczenia. W praktyce wygląda to tak, że lekarz radioterapeuta i fizyk medyczny wspólnie ustalają cele kliniczne, marginesy bezpieczeństwa, dawki dla guza i narządów krytycznych, a następnie fizyk (albo planista) tworzy plan w specjalistycznym systemie TPS (Treatment Planning System). Ten plan zawiera bardzo szczegółowe informacje: kształt pól, modulację intensywności, przebieg łuków, segmenty MLC, liczbę monitor units itd. Jednak w samej fazie wykonywania zabiegu, w czasie faktycznego napromieniania, to już nie człowiek „rysuje” pola, tylko system komputerowy steruje aparatem zgodnie z zapisanym planem. System na bieżąco ustawia listki kolimatora MLC, kontroluje dawkę, kąt obrotu głowicy, czas ekspozycji i inne parametry. Technik elektroradiolog ma wtedy przede wszystkim zadanie poprawnie ułożyć pacjenta, zweryfikować pozycję (często przy pomocy obrazowania portalowego lub CBCT), załadować właściwy plan leczenia i nadzorować przebieg seansu, ale nie zmienia ręcznie kształtu obszarów napromieniania. Moim zdaniem to bardzo ważne, żeby kojarzyć IMRT właśnie z automatyzacją i dużym zaufaniem do algorytmów optymalizacyjnych i systemów sterowania. Z punktu widzenia bezpieczeństwa i jakości leczenia ostateczne „wyznaczanie” obszaru w danej sekundzie napromieniania jest realizowane przez oprogramowanie, które precyzyjnie przesuwa listki MLC i reguluje dawkę zgodnie z planem zaakceptowanym wcześniej przez lekarza i fizyka. Tak działają nowoczesne standardy radioterapii – człowiek definiuje cele i weryfikuje poprawność, a system komputerowy wykonuje skomplikowaną, powtarzalną pracę techniczną z dokładnością co do milimetra.