Wyniki egzaminu

Informacje o egzaminie:
  • Zawód: Technik elektroradiolog
  • Kwalifikacja: MED.08 - Świadczenie usług medycznych w zakresie diagnostyki obrazowej, elektromedycznej i radioterapii
  • Data rozpoczęcia: 10 czerwca 2026 12:32
  • Data zakończenia: 10 czerwca 2026 12:44

Egzamin zdany!

Wynik: 30/40 punktów (75,0%)

Wymagane minimum: 20 punktów (50%)

Nowe
Analiza przebiegu egzaminu- sprawdź jak rozwiązywałeś pytania
Pochwal się swoim wynikiem!
Szczegółowe wyniki:
Pytanie 1

Na elektrokardiogramie zarejestrowano

Ilustracja do pytania
A. zawał mięśnia sercowego.
B. migotanie przedsionków.
C. blok odnogi pęczka Hisa.
D. migotanie komór.
Na przedstawionym zapisie EKG widać zmiany typowe dla zawału mięśnia sercowego, dlatego odpowiedź „zawał mięśnia sercowego” jest prawidłowa. Kluczowe jest tu zwrócenie uwagi na kształt zespołów QRS i odcinka ST. W świeżym zawale, szczególnie STEMI, widzimy uniesienie odcinka ST ponad linię izoelektryczną w sąsiadujących ze sobą odprowadzeniach, często z towarzyszącą patologicznie głęboką falą Q lub jej tworzeniem się. Na takim schematycznym zapisie, jak w pytaniu testowym, zwykle pokazuje się wyraźne „kopułkowate” lub „prostokątne” uniesienie ST – właśnie coś takiego można tutaj dostrzec. Moim zdaniem to jest klasyczny rysunek z podręczników do EKG, który ma nauczyć kojarzenia obrazu z ostrym niedokrwieniem. W praktyce technika EKG powinna zawsze oceniać, czy zapis nie sugeruje ostrego zespołu wieńcowego. Jeśli widzimy typowe uniesienia ST, szczególnie w odprowadzeniach przedsercowych V1–V6 lub w odprowadzeniach kończynowych, zgodnie z zaleceniami ESC i PTK trzeba jak najszybciej zgłosić to lekarzowi, bo liczy się czas do reperfuzji (PCI lub fibrynoliza). W odróżnieniu od zaburzeń rytmu, w zawale rytm może być zupełnie regularny, z zachowanymi załamkami P, natomiast zmienia się właśnie morfologia ST i QRS. Warto też pamiętać, że w późniejszych fazach zawału odcinek ST może wracać do linii izoelektrycznej, a pojawia się głęboka, poszerzona fala Q oraz odwrócenie załamka T – to tzw. zmiany ewolucyjne. W testach często pokazuje się różne etapy, ale tutaj chodziło o skojarzenie: charakterystyczne uniesienie ST = świeży zawał. Dobrą praktyką jest zawsze analizowanie EKG według schematu: częstość, rytm, załamki P, odstęp PQ, QRS, odcinek ST, załamek T – wtedy łatwiej wychwycić takie ostre zmiany.

Pytanie 2

Pomiaru impedancji akustycznej ucha środkowego dokonuje się podczas badania

A. audiometrii impedancyjnej.
B. otoemisji akustycznych.
C. tympanometrycznego.
D. potencjałów wywołanych.
Pomieszanie pojęć przy tym pytaniu jest dość typowe, bo wszystkie wymienione badania dotyczą narządu słuchu, ale tylko jedno służy do bezpośredniego pomiaru impedancji akustycznej ucha środkowego. Tympanometria jest częścią audiometrii impedancyjnej i to właśnie w tym badaniu mierzymy, jak układ ucha środkowego reaguje na zmiany ciśnienia i dźwięk testowy. Pozostałe metody badają coś zupełnie innego, chociaż czasem w praktyce klinicznej są wykonywane w tym samym cyklu badań, co może wprowadzać w błąd. Otoemisje akustyczne oceniają funkcję ślimaka, a dokładniej komórek rzęsatych zewnętrznych. Mierzymy bardzo ciche dźwięki generowane przez ucho wewnętrzne w odpowiedzi na bodziec akustyczny. To świetne narzędzie do przesiewowych badań słuchu u noworodków i do oceny uszkodzeń ślimakowych, ale nie daje informacji o impedancji ucha środkowego. Co więcej, nieprawidłowości w uchu środkowym mogą wręcz „maskować” otoemisje, dlatego przed interpretacją wyniku dobrze jest znać stan ucha środkowego z tympanometrii. Potencjały wywołane (słuchowe potencjały wywołane pnia mózgu – ABR/BERA) badają przewodzenie bodźca akustycznego wzdłuż drogi słuchowej do pnia mózgu. Analizujemy zapis elektrycznej aktywności nerwu słuchowego i struktur ośrodkowego układu nerwowego w odpowiedzi na dźwięk. To badanie jest bardziej neurologiczne niż „mechaniczne” i w żaden sposób nie służy do wyznaczania impedancji akustycznej. Kolejne źródło nieporozumień to określenie „audiometria impedancyjna”. W teorii obejmuje ono właśnie tympanometrię i pomiar odruchów z mięśnia strzemiączkowego, ale w praktyce, gdy mówimy o samym pomiarze impedancji ucha środkowego, kluczowy jest termin „badanie tympanometryczne”. Jeśli w pytaniu pojawia się sformułowanie o pomiarze impedancji akustycznej, chodzi konkretnie o procedurę tympanometrii, a nie o inne testy słuchowe czy ogólne nazwy grup badań. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro wszystkie te badania są „od uszu”, to każde może mierzyć wszystko – a tak niestety nie jest. Każda metoda ma swój zakres: tympanometria – ucho środkowe i impedancja, otoemisje – ślimak, potencjały wywołane – droga nerwowa.

Pytanie 3

Na schemacie oznaczono

Ilustracja do pytania
A. zespół QRS
B. zespół QS
C. odstęp RR
D. odstęp PP
Na schemacie strzałka obejmuje odległość między wierzchołkami dwóch kolejnych załamków R, czyli właśnie odstęp RR. W zapisie EKG to podstawowy parametr służący do oceny częstości i regularności rytmu serca. Mierzymy go od szczytu jednego załamka R do szczytu następnego załamka R w tym samym odprowadzeniu. Na standardowym papierze EKG (prędkość 25 mm/s) 1 mała kratka to 0,04 s, a 1 duża kratka 0,20 s. Dzięki temu z odstępu RR można bardzo szybko wyliczyć częstość pracy serca: 300 podzielone przez liczbę dużych kratek między załamkami R daje orientacyjną wartość tętna w uderzeniach na minutę. W praktyce, w pracowni diagnostyki elektromedycznej, technik bardzo często patrzy właśnie na regularność odstępów RR, żeby odróżnić rytm zatokowy od arytmii, np. migotania przedsionków, gdzie odstępy RR są wyraźnie nieregularne. Moim zdaniem to jedna z pierwszych rzeczy, które warto sobie „wyrobić w oku” przy oglądaniu EKG – równiutkie, powtarzalne odstępy RR zwykle sugerują uporządkowany rytm. W monitorach kardiologicznych, holterach czy defibrylatorach automatycznych algorytmy komputerowe też bazują w dużej mierze na analizie kolejnych odstępów RR, żeby wykrywać tachykardię, bradykardię czy pauzy. Dobre nawyki: zawsze mierz RR na kilku cyklach, w różnych fragmentach zapisu, bo lokalne artefakty albo pojedyncze pobudzenia dodatkowe mogą łatwo zafałszować ocenę, jeśli spojrzy się tylko na jedno miejsce.

Pytanie 4

Odprowadzenie II rejestruje różnicę potencjałów między

A. lewą ręką i lewą nogą.
B. lewą i prawą ręką.
C. prawą ręką i lewą nogą.
D. prawą ręką i prawą nogą.
Prawidłowo – odprowadzenie II w standardowym 12-odprowadzeniowym EKG rejestruje różnicę potencjałów między prawą ręką (elektroda ujemna) a lewą nogą (elektroda dodatnia). Tak jest zdefiniowane w klasycznej trójkątnej konfiguracji Einthovena i obowiązuje w praktycznie wszystkich aparatach EKG, zgodnie z normami opisanymi w podręcznikach kardiologii i zaleceniach towarzystw naukowych. Moim zdaniem warto to mieć „w palcu”, bo odprowadzenie II jest jednym z najczęściej oglądanych – to właśnie w nim zwykle oceniamy rytm zatokowy, załamki P, odstęp PQ i ogólne przewodzenie przedsionkowo–komorowe. W praktyce technika wygląda tak, że elektrody kończynowe zakładamy najczęściej na przeguby: prawa ręka – elektroda prawa, lewa ręka – elektroda lewa, lewa noga – elektroda referencyjna dodatnia, prawa noga – elektroda uziemiająca (neutralna, nie bierze udziału w tworzeniu odprowadzeń I, II, III). Aparat następnie „matematycznie” zestawia między sobą potencjały z tych punktów i tworzy trzy odprowadzenia kończynowe: I (lewa ręka – prawa ręka), II (lewa noga – prawa ręka) oraz III (lewa noga – lewa ręka). W odprowadzeniu II oś elektryczna serca często wypada najbardziej fizjologicznie, dlatego zapis jest „czytelny”: wysokie dodatnie załamki P i R, łatwo ocenić regularność rytmu i obecność zaburzeń przewodzenia. W wielu systemach monitorowania kardiologicznego (oddziały intensywnej terapii, sale pooperacyjne) jako monitoring ciągły wybiera się właśnie odprowadzenie II, bo najlepiej pokazuje depolaryzację przedsionków i pozwala szybko wychwycić np. migotanie przedsionków czy częstoskurcze nadkomorowe. Z mojego doświadczenia, jeśli ktoś dobrze rozumie, jak jest zbudowany trójkąt Einthovena i które kończyny tworzą dane odprowadzenie, dużo łatwiej mu potem ogarnąć bardziej złożone układy jak odprowadzenia wzmocnione (aVR, aVL, aVF) czy analizę osi elektrycznej serca. To jest taka podstawa, na której buduje się całą dalszą interpretację EKG.

Pytanie 5

Fala głosowa rozchodzi się

A. w gazach i próżni.
B. w cieczach i próżni.
C. w gazach i cieczach.
D. w gazach, cieczach i próżni.
Fala głosowa, czyli klasyczny dźwięk, jest falą mechaniczną podłużną. To oznacza, że do jej rozchodzenia się konieczna jest obecność ośrodka materialnego: cząsteczek, które mogą drgać i przekazywać sobie energię. W gazach drgają cząsteczki powietrza, w cieczach – cząsteczki cieczy, w ciałach stałych – atomy w sieci krystalicznej. Jeżeli ktoś zakłada, że fala dźwiękowa może rozchodzić się w próżni, to zwykle myli pojęcia związane z falami mechanicznymi i falami elektromagnetycznymi. W próżni nie ma praktycznie żadnych cząsteczek, więc nie ma ośrodka sprężystego, który mógłby przenosić zaburzenie ciśnienia. W efekcie fala głosowa tam zanika – po prostu nie może się utworzyć. Tymczasem fale elektromagnetyczne, takie jak promieniowanie rentgenowskie, gamma czy fale radiowe, nie potrzebują ośrodka, więc bez problemu rozchodzą się w próżni. Kto przyzwyczaił się do filmowego obrazu „głośnych eksplozji w kosmosie”, łatwo przenosi ten obraz na fizykę, co prowadzi do błędnych wniosków. Czasami pojawia się też mylne założenie, że skoro ultradźwięki wykorzystuje się w medycynie i są „falą”, to muszą zachowywać się jak fale elektromagnetyczne. Tymczasem ultradźwięki to nadal fale mechaniczne, tylko o wyższej częstotliwości niż słyszalna dla człowieka. Dlatego w ultrasonografii konieczny jest żel między głowicą a skórą – powietrze (gaz) słabo przenosi ultradźwięki, a w próżni nie przeszłyby w ogóle. Z mojego doświadczenia typowy błąd myślowy polega na wrzuceniu wszystkich „fal” do jednego worka i nieodróżnianiu, które wymagają ośrodka, a które nie. W poprawnym rozumieniu akustyki trzeba jasno oddzielić fale mechaniczne (dźwięk, ultradźwięki) od elektromagnetycznych (światło, RTG), bo od tego zależy sposób ich wykorzystania w diagnostyce i technice medycznej.

Pytanie 6

Podczas wykonywania badania EEG elektrodę P4 umieszcza się w okolicy

A. ciemieniowej po stronie lewej.
B. czołowej po stronie lewej.
C. ciemieniowej po stronie prawej.
D. czołowej po stronie prawej.
Prawidłowo – elektroda P4 w standardowym systemie 10–20 do badania EEG jest umieszczana w okolicy ciemieniowej po stronie prawej. Litera „P” pochodzi od angielskiego słowa „parietal”, czyli płat ciemieniowy, a cyfra „4” oznacza prawą półkulę. Parzyste liczby (2,4,6,8) zawsze odnoszą się do strony prawej, a nieparzyste (1,3,5,7) do lewej. To jest taki podstawowy kod, który w praktyce bardzo ułatwia szybkie orientowanie się w rozmieszczeniu elektrod na skórze głowy. W systemie 10–20 istotne jest, że pozycje elektrod wyznacza się w oparciu o konkretne punkty anatomiczne: nasadę nosa (nasion), guzowatość potyliczną z tyłu głowy (inion) oraz punkty przeduszne po obu stronach. Odległości między elektrodami stanowią 10% lub 20% całkowitej długości tych wymiarów czaszkowych. Elektroda P4 leży mniej więcej nad korą ciemieniową prawej półkuli, w rejonie reprezentującym czucie somatyczne i integrację bodźców czuciowych. Z praktycznego punktu widzenia prawidłowe położenie P4 ma znaczenie np. przy ocenie napadów padaczkowych pochodzących z okolicy ciemieniowej, przy analizie fal wolnych w uszkodzeniach ogniskowych oraz przy mapowaniu czynności bioelektrycznej mózgu w badaniach neurofizjologicznych. W pracowniach EEG standardem jest dokładne trzymanie się systemu 10–20 (a coraz częściej 10–10 w badaniach rozszerzonych), bo tylko wtedy zapis jest porównywalny między różnymi pracowniami i lekarz może wiarygodnie porównać kolejne badania tego samego pacjenta. Moim zdaniem warto sobie wręcz „na pamięć” opanować powiązanie liter z płatami mózgowymi: F – czołowy, C – centralny, P – ciemieniowy, T – skroniowy, O – potyliczny, a dalej już tylko pamiętać, że P4 to ciemieniowa prawa, dokładnie tak jak w kluczu.

Pytanie 7

W zapisie EKG prawidłowego rytmu zatokowego wszystkie załamki P są

A. ujemne w odprowadzeniach I, II i dodatnie w odprowadzeniu aVR.
B. dodatnie w odprowadzeniach I, II i ujemne w odprowadzeniu aVR.
C. dodatnie w odprowadzeniach I, aVR i ujemne w odprowadzeniach II, III.
D. ujemne w odprowadzeniach I, aVR i dodatnie w odprowadzeniach II, III.
Prawidłowo – w rytmie zatokowym załamek P musi być dodatni w odprowadzeniach I oraz II i jednocześnie ujemny w odprowadzeniu aVR. Wynika to bezpośrednio z kierunku przewodzenia pobudzenia z węzła zatokowo-przedsionkowego: impuls biegnie z prawego górnego odcinka przedsionków w dół i w lewo, czyli zasadniczo w stronę elektrody odprowadzenia II oraz I, a od elektrody aVR. Dlatego w standardowych kryteriach EKG przyjmuje się, że taki układ biegunowości załamka P jest jednym z kluczowych wyznaczników prawidłowego rytmu zatokowego. Jeżeli w praktyce klinicznej widzisz załamki P dodatnie w I i II oraz wyraźnie ujemne w aVR, a do tego każdy załamek P poprzedza zespół QRS w stałym odstępie PQ, to z dużym spokojem możesz wpisać w opisie „rytmu zatokowy”. To jest absolutny fundament interpretacji EKG, stosowany w każdej pracowni diagnostyki, od izby przyjęć po oddziały intensywnej terapii. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk: zanim zaczniesz doszukiwać się zawałów, bloków czy przerostów, zawsze najpierw oceń załamek P i jego biegunowość w I, II i aVR. W codziennej pracy technika EKG czy ratownika medycznego to naprawdę oszczędza czas i ogranicza pomyłki. Dodatkowo, odchylenie od tego schematu (np. ujemny P w II) od razu sugeruje rytm pozazatokowy – np. ektopowy przedsionkowy, rytm z węzła AV lub nawet rytm z komór, co ma bezpośrednie przełożenie na dalszą diagnostykę i decyzje lekarskie. W standardach interpretacji EKG podkreśla się, że prawidłowy rytm zatokowy to nie tylko częstość 60–100/min, ale właśnie obecność typowych załamków P w odpowiednich odprowadzeniach, co tutaj bardzo ładnie zostało uchwycone.

Pytanie 8

W jaki sposób należy oprzeć stroik w audiometrycznym badaniu przewodnictwa kostnego?

A. Podstawą na powierzchni wyrostka sutkowatego.
B. Ramionami na guzowatości potylicznej zewnętrznej.
C. Podstawą na guzowatości potylicznej zewnętrznej.
D. Ramionami na powierzchni wyrostka sutkowatego.
W audiometrycznym badaniu przewodnictwa kostnego kluczowe są dwie rzeczy: **miejsce przyłożenia** stroika i **sposób, w jaki część drgająca styka się z kością**. Wszystkie odpowiedzi oparte na guzowatości potylicznej zewnętrznej albo na ramionach stroika wynikają zwykle z intuicji, ale niestety są sprzeczne z przyjętymi standardami badań słuchu. Guzowatość potyliczna zewnętrzna leży z tyłu czaszki, dość daleko od struktur ucha wewnętrznego. Owszem, kość też przewodzi dźwięk, ale droga przewodzenia jest dłuższa i mniej specyficzna dla drogi do ślimaka. Może dochodzić do silniejszego pobudzenia obu uszu jednocześnie, co utrudnia ocenę, które ucho realnie słyszy bodziec. W konsekwencji wyniki prób takich jak Rinne czy Weber stają się mniej wiarygodne, a różnicowanie niedosłuchu przewodzeniowego i odbiorczego jest po prostu gorszej jakości. Drugi typ błędu to przykładanie **ramion** stroika zamiast jego podstawy. Ramiona służą do trzymania i pobudzania stroika, natomiast to podstawa jest elementem zaprojektowanym do przekazywania drgań na kość. Ramiona mają inną geometrię, często są cieńsze, mogą tłumić i rozpraszać drgania, więc część energii akustycznej po prostu się gubi. Z mojego doświadczenia to częsty błąd u osób zaczynających pracę z próbami stroikowymi – chwytają stroik „jak leci” i dociskają tym, co akurat dotknie skóry. Efekt jest taki, że pacjent słyszy dźwięk krócej lub słabiej, niż by wynikało z jego rzeczywistego stanu słuchu. Dobre praktyki w audiometrii i otolaryngologii mówią jasno: stroik przykładamy **podstawą do wyrostka sutkowatego**, czyli tej kostnej wyniosłości za małżowiną uszną. To miejsce jest optymalne, bo blisko ucha wewnętrznego i jednocześnie łatwo dostępne. Dzięki temu przewodnictwo kostne jest oceniane w sposób powtarzalny, porównywalny między pacjentami oraz zgodny z procedurami opisanymi w podręcznikach diagnostyki słuchu. Warto więc świadomie unikać zarówno guzowatości potylicznej, jak i przykładania ramion stroika, bo oba te nawyki prowadzą do systematycznych błędów pomiaru.

Pytanie 9

Przedstawiony zapis elektrokardiograficzny może wskazywać na

Ilustracja do pytania
A. zawał przedniej ściany serca.
B. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
C. zawał tylnej ściany serca.
D. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
Prawidłowo – zapis pokazuje obraz bloku prawej odnogi pęczka Hisa (RBBB). Kluczowe jest tu rozpoznanie typowego kształtu zespołów QRS w odprowadzeniach prawokomorowych, głównie V1–V2. Widzimy tam charakterystyczny obraz tzw. „króliczych uszu”, czyli zespół rsR’, czasem opisany jako RSR’, z wyraźnie poszerzonym kompleksem QRS powyżej 120 ms. To właśnie poszerzenie QRS jest jednym z podstawowych kryteriów pełnego bloku odnóg w standardach ESC i AHA. W odprowadzeniach lewokomorowych (V5–V6, I, aVL) zwykle obserwuje się szerokie, często nieco spłaszczone załamki S – i to też tutaj dobrze widać. Mechanizm jest prosty: impuls przewodzi się prawidłowo lewą odnogą, więc lewa komora depolaryzuje się w miarę normalnie, natomiast prawa komora pobudzana jest z opóźnieniem, „z komór”, co daje drugą składową R’ w V1. W praktyce technika zapisu ma znaczenie: prawidłowo przyklejone elektrody przedsercowe, odpowiednia filtracja (nie za mocna, żeby nie zniekształcić QRS) i poprawna kalibracja 10 mm/mV oraz standardowa prędkość 25 mm/s są konieczne, żeby w ogóle móc ocenić szerokość zespołu QRS. Moim zdaniem, to jedno z tych zaburzeń przewodzenia, które warto „mieć w oku”, bo często jest znajdowane przypadkowo i samo w sobie nie zawsze oznacza ostrą patologię, ale w połączeniu z objawami (np. duszność, ból w klatce, kołatania) może sugerować chorobę strukturalną serca lub nadciśnienie płucne. W codziennej pracy dobrze jest też pamiętać, że obecność typowego RBBB może maskować subtelne zmiany niedokrwienne, dlatego u pacjentów z bólem w klatce piersiowej nie wolno na tym poprzestawać – konieczna jest ocena kliniczna, enzymy sercowe oraz ewentualnie kolejne EKG do porównania.

Pytanie 10

Podczas badania EEG w systemie „10-20” literą A oznacza się elektrody

A. skroniowe.
B. uszne.
C. móżdżkowe.
D. pośrodkowe.
W systemie „10–20” stosowanym w EEG litera A pochodzi od angielskiego słowa „auricular”, czyli uszny, odnoszący się do wyrostka sutkowatego i okolicy małżowiny usznej. Elektrody oznaczone jako A1 i A2 umieszcza się odpowiednio przy lewym i prawym uchu. W praktyce klinicznej często nazywa się je także elektrodami referencyjnymi usznymi, bo bardzo często służą jako elektrody odniesienia w klasycznym montażu EEG. Moim zdaniem warto to mieć „w głowie”, bo w opisach zapisów EEG ciągle się pojawiają skróty typu A1–T3, A2–T4 itp. System 10–20 polega na rozmieszczeniu elektrod na powierzchni czaszki w ściśle określonych odległościach procentowych między punktami anatomicznymi (nasion, inion, wyrostki sutkowate). Litery opisują region mózgu: F – czołowe (frontal), T – skroniowe (temporal), C – centralne (central), P – ciemieniowe (parietal), O – potyliczne (occipital), Fp – bieguny czołowe (frontopolar), a A – właśnie uszne. Dodatkowo liczby nieparzyste oznaczają stronę lewą, parzyste – prawą, a litera Z elektrody pośrodkowe (midline). W praktyce technika EEG poprawne rozpoznanie tych oznaczeń jest kluczowe przy zakładaniu czepka, ustawianiu montażu i potem przy interpretacji, np. lokalizacji napadów padaczkowych czy ognisk zwolnienia czynności bioelektrycznej. Prawidłowe rozumienie, że A to uszy, ułatwia od razu zorientowanie się, gdzie przebiega linia odniesienia i jak może wpływać na wygląd zapisu w różnych montażach odniesieniowych i bipolarach, co jest standardem w pracowniach EEG.

Pytanie 11

W audiometrii badanie polegające na maskowaniu (zagłuszaniu) tonów szumem białym to próba

A. Webera.
B. Langenbecka.
C. Rinnego.
D. Fowlera.
Prawidłowa odpowiedź to próba Langenbecka, bo właśnie z nią wiąże się maskowanie tonów szumem białym w badaniach słuchu. W audiometrii maskowanie polega na tym, że do ucha „niemierzonego” podaje się szum (najczęściej biały albo wąskopasmowy), żeby odciąć jego udział w teście i uzyskać wiarygodny próg słyszenia ucha badanego. Próba Langenbecka to klasyczny test, w którym ocenia się zachowanie progu słyszenia przy jednoczesnym podawaniu szumu maskującego. W praktyce klinicznej jest to szczególnie ważne u pacjentów z asymetrycznym ubytkiem słuchu, jednostronnym niedosłuchem przewodzeniowym albo gdy podejrzewamy tzw. cross-hearing, czyli przewodzenie dźwięku na drugą stronę przez kości czaszki. Bez poprawnego maskowania wyniki audiogramu mogą być całkowicie mylące – np. wydaje się, że lepsze ucho słyszy gorzej, a w rzeczywistości przejmuje bodziec przeznaczony dla ucha gorszego. Standardy audiometrii tonalnej (zarówno w laryngologii, jak i w protetyce słuchu) zakładają obowiązkowe stosowanie maskowania w określonych sytuacjach, według ustalonych schematów (np. maskowanie przy różnicy przewodnictwa powietrznego powyżej 40 dB między uszami). Z mojego doświadczenia, kto raz dobrze zrozumie ideę próby Langenbecka i ogólnie maskowania, temu dużo łatwiej później interpretować skomplikowane audiogramy mieszane, szukać tzw. rezerwy ślimakowej i planować dobór aparatów słuchowych czy wskazania do leczenia operacyjnego (np. otoskleroza).

Pytanie 12

Audiogram przedstawia próbę

Ilustracja do pytania
A. SISI.
B. Fowlera.
C. Langenbecka.
D. Lüschera-Zwisłockiego.
Na ilustracji pokazano audiogram z wynikiem próby Fowlera, czyli badania wyrównywania głośności między uszami, a nie inne testy psychoakustyczne. Wiele osób myli te nazwy, bo wszystkie dotyczą audiometrii, ale ich cel i sposób zapisu są zupełnie inne. Próba Lüschera-Zwisłockiego dotyczy obiektywnego określania progu słyszenia metodą maskowania szumem i ma inny sposób prezentacji wyniku – nie rysuje się tam typowych, wielokrotnych linii łączących poziomy głośności między uszami w funkcji częstotliwości. Audiogram z pytania pokazuje właśnie takie powtarzane pomiary wyrównania głośności, opisane literami A, B, C, co pasuje do klasycznego schematu Fowlera. Nazwisko Langenbecka pojawia się w kontekście otologii i chirurgii, ale nie jest związane ze standardowym testem audiometrycznym oznaczanym na audiogramie w taki sposób. To dość typowy błąd, że jak pojawia się nazwisko niemieckie przy uchu i słuchu, to automatycznie kojarzy się z jakąś „próbą” audiometryczną – a tutaj tak po prostu nie jest. Z kolei SISI (Short Increment Sensitivity Index) to test czułości na małe przyrosty natężenia, wykonywany zazwyczaj przy jednej częstotliwości, a wynik podaje się w procentach poprawnych rozpoznań 1 dB przyrostu. Nie powstaje przy nim złożony wykres z wieloma krzywymi dla różnych poziomów, tylko raczej prosty zapis liczbowy. Typowym błędem myślowym jest utożsamianie każdego skomplikowanego audiogramu z testem SISI, bo studenci pamiętają, że on „wykrywa rekrutację”. Tymczasem w praktyce klinicznej rekrutację ocenia się zarówno testem SISI, jak i właśnie próbą Fowlera, ale ich zapis graficzny jest inny. W próbie Fowlera patrzymy na to, jak szybko ucho chore wyrównuje głośność z uchem zdrowym przy wzroście natężenia, co idealnie ilustruje ten wykres. Dlatego poprawne skojarzenie tutaj to próba Fowlera, a nie pozostałe wymienione testy.

Pytanie 13

W zapisie EKG zespół QRS odzwierciedla

A. wyłącznie repolaryzację mięśnia komór.
B. wyłącznie depolaryzację mięśnia komór.
C. repolaryzację mięśnia przedsionków i mięśnia komór.
D. depolaryzację mięśnia przedsionków i mięśnia komór.
W tym pytaniu bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że skoro zespół QRS jest taki „duży” i wyraźny, to musi zawierać w sobie różne procesy naraz: depolaryzację i repolaryzację, przedsionków i komór. To jednak nie tak działa. Z punktu widzenia elektrofizjologii serca zapis EKG jest sumą wektorów aktywności elektrycznej, ale poszczególne fragmenty krzywej przypisujemy do konkretnych zjawisk. Załamek P odpowiada depolaryzacji przedsionków, zespół QRS – depolaryzacji komór, a załamek T (plus odcinek ST) – repolaryzacji komór. Repolaryzacja mięśnia przedsionków rzeczywiście zachodzi, ale jest na tyle słaba i nakłada się w czasie na zespół QRS, że w standardowym 12-odprowadzeniowym EKG jej po prostu nie widać jako osobnego elementu. Założenie, że QRS odzwierciedla wyłącznie repolaryzację komór, odwraca kolejność zdarzeń. Repolaryzacja komór jest procesem wolniejszym, rozproszonym, dlatego w zapisie ma inną morfologię – to jest właśnie załamek T, czasem także załamek U. Zespół QRS jest szybki, stromy i stosunkowo wąski, co wynika z bardzo szybkiego przewodzenia pobudzenia przez układ bodźcoprzewodzący komór. W praktyce diagnostycznej, gdy oceniamy zaburzenia repolaryzacji (np. w niedokrwieniu, zaburzeniach elektrolitowych, wydłużonym QT), analizujemy głównie odcinek ST i załamek T, a nie QRS. Równie mylące jest kojarzenie zespołu QRS z jednoczesną depolaryzacją przedsionków i komór albo z łączoną repolaryzacją przedsionków i komór. Przedsionki „pracują elektrycznie” wcześniej: ich depolaryzacja to załamek P, a repolaryzacja zachodzi w czasie, gdy w zapisie pojawia się QRS, więc zlewa się z nim i jest niewidoczna. Standardowe podręczniki EKG i wytyczne kardiologiczne bardzo jasno to rozgraniczają, bo ma to znaczenie praktyczne. Jeśli ktoś myśli, że QRS zawiera także depolaryzację przedsionków, może potem błędnie interpretować brak załamka P, nie rozpoznając np. migotania przedsionków czy rytmów z węzła AV. Typowym błędem poznawczym jest też utożsamianie „dużego” wychylenia z większą ilością procesów biologicznych. Tymczasem wysoka amplituda QRS wynika głównie z większej masy mięśnia komór w porównaniu z przedsionkami i bardzo szybkiego, zsynchronizowanego pobudzenia. Dlatego w diagnostyce elektromedycznej przy interpretacji EKG zawsze uczymy się schematu: P – depolaryzacja przedsionków, QRS – depolaryzacja komór, T – repolaryzacja komór. To prosty model, ale bardzo użyteczny w codziennej praktyce, pozwalający logicznie analizować rytm, przewodzenie i zmiany niedokrwienne bez wpadania w takie właśnie nieporozumienia.

Pytanie 14

W przypadku migotania komór w zapisie EKG występuje

A. wysoki załamek T.
B. regularna fala sinusoidalna.
C. głęboki załamek Q.
D. nieregularna fala w kształcie sinusoidy.
W migotaniu komór serce przestaje wykonywać skoordynowane skurcze, a jego aktywność elektryczna staje się całkowicie chaotyczna. Na EKG nie szukamy wtedy pojedynczych załamków, tylko patrzymy na ogólny charakter linii. Częsty błąd polega na tym, że ktoś próbuje „dopasować” migotanie komór do znanych mu elementów, jak wysoki załamek T czy głęboki załamek Q, bo to są rzeczy dobrze kojarzone z zawałem, niedokrwieniem albo zaburzeniami elektrolitowymi. W migotaniu komór takich typowych, wyraźnych załamków po prostu nie ma – linia jest falista, nieregularna, bez wyraźnych zespołów QRS i bez powtarzalnego rytmu. Wysoki załamek T może pojawiać się na przykład w hiperkaliemii, w ostrych niedokrwieniach, czasem w zespole wczesnej repolaryzacji, ale to są sytuacje, gdzie nadal widzimy zorganizowaną czynność serca i zachowane zespoły QRS. Głęboki załamek Q kojarzymy raczej z przebytym zawałem mięśnia sercowego albo z ostrym zawałem, gdzie tworzy się tzw. patologiczny Q. To też dalej jest rytm, który ma pewną strukturę, a nie chaotyczny wzór jak w migotaniu komór. Z kolei regularna fala sinusoidalna przypomina bardziej niektóre artefakty, rzadko pewne zaawansowane zaburzenia przewodzenia czy ciężkie zaburzenia elektrolitowe, ale nie VF. W migotaniu komór kluczowa jest właśnie nieregularność: różna amplituda, różne odstępy, brak powtarzalnego schematu. Typowym błędem myślowym jest założenie, że „jak coś wygląda jak sinusoida, to musi być ładne i regularne”, a VF opisuje się jako sinusoidę tylko w sensie falistego kształtu, nie w sensie matematycznej regularności. W dobrych praktykach interpretacji EKG zawsze zaczyna się od oceny: czy jest rytm, czy są zespoły QRS, jaka jest regularność. Jeśli cokolwiek jest wyraźnie regularne, to już powątpiewamy w migotanie komór. Dlatego odpowiedzi odwołujące się do pojedynczych załamków albo do regularnej fali nie pasują do obrazu VF i prowadzą na manowce diagnostyczne, co w realnej sytuacji klinicznej mogłoby opóźnić defibrylację i narazić pacjenta na utratę szansy na przeżycie.

Pytanie 15

Jednym z kryteriów poprawnie wykonanego badania spirometrycznego jest czas trwania natężonego wydechu, który powinien wynosić u osób powyżej 10 roku życia co najmniej

A. 3 sekundy.
B. 4 sekundy.
C. 6 sekund.
D. 2 sekundy.
Prawidłowo: jednym z kluczowych kryteriów poprawnie wykonanego badania spirometrycznego u osób powyżej 10. roku życia jest minimalny czas trwania natężonego wydechu (tzw. FVC manewr), który powinien wynosić co najmniej 6 sekund. Ten wymóg wynika z międzynarodowych standardów, m.in. wytycznych ATS/ERS, które określają warunki akceptowalności i powtarzalności spirometrii. Chodzi o to, żeby pacjent zdążył faktycznie „opróżnić” płuca, a krzywa wydechu osiągnęła wyraźny plateau, czyli wypłaszczenie przepływu, świadczące o zakończeniu wydechu. Jeśli wydech trwa zbyt krótko, to objętość wymuszona (FVC) jest zaniżona, a wtedy wskaźniki takie jak FEV1/FVC czy interpretacja obturacji i restrykcji robią się po prostu niewiarygodne. W codziennej praktyce, przy badaniu osób dorosłych i młodzieży, technik powinien pilnować nie tylko samego czasu 6 sekund, ale też kształtu krzywej i zachowania pacjenta. Często trzeba mocno dopingować: „jeszcze, jeszcze, nie przerywać”, bo pacjenci mają tendencję do kończenia wydechu za wcześnie, jak tylko poczują dyskomfort. Moim zdaniem dobra kontrola tego parametru to połowa sukcesu w spirometrii, bo bez pełnego wydechu możemy przeoczyć np. obturację w małych oskrzelach. Warto też pamiętać, że u niektórych osób, np. z ciężką obturacją, wydech spontanicznie trwa nawet dłużej niż 6 sekund i to też jest cenna informacja kliniczna. W pracowni spirometrycznej dobrą praktyką jest dokumentowanie, czy kryterium 6 sekund i plateau zostało spełnione, bo ma to wpływ na to, czy opis badania będzie uznany za wiarygodny przez lekarza pulmonologa.

Pytanie 16

W badaniu EKG elektrodę przedsercową V4 należy umocować

A. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowo-przedniej lewej.
B. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii środkowo-obojczykowej lewej.
C. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka.
D. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka.
Prawidłowe umieszczenie elektrody V4 to 5-ta przestrzeń międzyżebrowa w linii środkowo-obojczykowej lewej. Tak właśnie opisują to standardy 12‑odprowadzeniowego EKG (np. wytyczne ESC/ACC i typowe procedury szpitalne). V4 jest odprowadzeniem przedsercowym, które ma „patrzeć” mniej więcej na przednią ścianę lewej komory, w okolicy koniuszka serca. Żeby to osiągnąć, trzeba połączyć dwie rzeczy: właściwą przestrzeń międzyżebrową oraz odpowiednią linię pionową na klatce piersiowej. 5-ta przestrzeń międzyżebrowa znajduje się zwykle nieco poniżej brodawki sutkowej (ale nie wolno kierować się tylko brodawką, bo u różnych osób jest w innym miejscu), a linia środkowo-obojczykowa to pionowa linia poprowadzona przez środek obojczyka. W praktyce najpierw lokalizuje się mostek, liczy przestrzenie międzyżebrowe od góry (od drugiej, przy kącie mostka) i schodzi do piątej. Dopiero potem odmierza się linię środkowo-obojczykową i tam przykleja V4. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk: najpierw V1 i V2 przy mostku, potem V4 w tym dokładnym punkcie, a dopiero później V3 pomiędzy V2 i V4, oraz V5 i V6 bardziej bocznie. Dobre pozycjonowanie V4 ma duże znaczenie w rozpoznawaniu zawału przedniej i bocznej ściany serca, przerostu lewej komory czy zmian w repolaryzacji. Błędne położenie potrafi całkowicie zniekształcić zapis – na przykład zaniżyć amplitudę załamków R albo stworzyć fałszywy obraz niedokrwienia. W praktyce klinicznej technik EKG jest oceniany m.in. po tym, jak dokładnie potrafi znaleźć te punkty anatomiczne, więc ta wiedza jest mocno praktyczna, nie tylko „testowa”.

Pytanie 17

Obiektywną metodą badania słuchu jest audiometria

A. mowy.
B. impedancyjna.
C. wysokoczęstotliwościowa.
D. tonalna.
W diagnostyce słuchu bardzo łatwo pomylić badania subiektywne z obiektywnymi, bo wszystkie wyglądają na „pomiary aparatem”. Różnica jest jednak zasadnicza: w metodach subiektywnych wynik zależy od odpowiedzi pacjenta, czyli od tego, co on zgłosi, natomiast w metodach obiektywnych aparat rejestruje reakcje układu słuchowego niezależnie od jego woli. Audiometria tonalna jest klasycznym przykładem badania subiektywnego. Pacjent siedzi w kabinie, słyszy tony o różnych częstotliwościach i natężeniach i musi sygnalizować, że je słyszy, zwykle przyciskiem lub podniesieniem ręki. Jeżeli pacjent nie współpracuje, symuluje, jest zmęczony albo po prostu nie rozumie poleceń, wynik będzie zafałszowany. Technicznie pomiar wygląda profesjonalnie, ale nadal jest to ocena progów słyszenia na podstawie subiektywnego odczucia. Podobnie jest z audiometrią mowy. Tutaj bada się rozumienie mowy, rozpoznawanie słów przy różnych poziomach głośności, czasem w szumie. To bardzo przydatne klinicznie, bo mówi, jak pacjent funkcjonuje w realnych warunkach komunikacji, ale dalej wymaga aktywnej odpowiedzi – pacjent musi powtarzać słowa lub wskazywać obrazki. Z tego powodu nie można jej traktować jako obiektywnej metody oceny słuchu. Czasem spotyka się jeszcze określenie „audiometria wysokoczęstotliwościowa” – to wciąż audiometria tonalna, tylko w zakresie wyższych częstotliwości, przydatna np. w wczesnym wykrywaniu uszkodzeń po lekach ototoksycznych czy hałasie. Nadal jednak jest to metoda subiektywna, bo opiera się na zgłaszaniu przez pacjenta, że słyszy dźwięk. Typowym błędem myślowym jest założenie, że skoro coś jest mierzone specjalistycznym sprzętem, to od razu jest „obiektywne”. W audiologii tak nie jest – kluczowe jest to, czy aparat mierzy fizyczną reakcję układu słuchowego (jak w audiometrii impedancyjnej, otoemisjach, potencjałach wywołanych), czy tylko rejestruje deklaracje pacjenta. Dlatego w tym pytaniu jedynie audiometria impedancyjna spełnia kryteria obiektywnej metody badania słuchu.

Pytanie 18

Na elektrokardiogramie uwidoczniono

Ilustracja do pytania
A. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
B. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
C. migotanie przedsionków.
D. migotanie komór.
Na przedstawionym zapisie EKG widać typowy obraz migotania przedsionków. Kluczowa cecha, na którą zawsze warto patrzeć, to brak wyraźnych, regularnych załamków P przed zespołami QRS. Zamiast nich linia izoelektryczna jest lekko „pofalowana” – widoczne są drobne, nieregularne fale przedsionkowe (tzw. fale f). Do tego dochodzi całkowicie niemiarowa, „chaotyczna” częstość zespołów QRS, czyli tzw. rytm całkowicie niemiarowy. W praktyce mówi się często: brak P, nieregularne R–R, obecne drobne fale – myślimy o migotaniu przedsionków. W codziennej pracy technika czy pielęgniarki EKG ważne jest, żeby przy każdym opisie rytmu świadomie przejść prosty schemat: najpierw ocena regularności odstępów R–R, potem szukanie załamków P, następnie ocena szerokości QRS. W migotaniu przedsionków QRS-y są zwykle wąskie (jeśli nie ma jednocześnie bloku odnóg), co też widać w tym przykładzie. Taki zapis oznacza, że skurcze przedsionków są całkowicie chaotyczne, a węzeł przedsionkowo‑komorowy przepuszcza impulsy w sposób nieregularny. Z praktycznego punktu widzenia rozpoznanie AF na EKG ma ogromne znaczenie kliniczne: pacjent z takim zapisem wymaga oceny ryzyka zatorowości (skala CHA₂DS₂‑VASc), często wdrożenia leczenia przeciwkrzepliwego i kontroli częstości rytmu komór. W standardach postępowania (m.in. wytyczne ESC) podkreśla się, że pojedynczy 12‑odprowadzeniowy zapis EKG z typowym obrazem, jak tutaj, wystarcza do potwierdzenia rozpoznania. Moim zdaniem warto sobie takie klasyczne przykłady „wdrukować w pamięć”, bo potem na dyżurze, gdy trzeba szybko ocenić monitor czy wydruk z aparatu, decyzja jest znacznie prostsza i pewniejsza. Ten rodzaj zadania dobrze uczy patrzenia na rytm całościowo, a nie tylko na pojedynczy odprowadzenie.

Pytanie 19

Które odprowadzenie w badaniu EKG rejestruje różnice potencjałów pomiędzy lewym a prawym przedramieniem?

A. III
B. aVR
C. I
D. aVL
Prawidłowe jest odprowadzenie I, bo właśnie ono rejestruje różnicę potencjałów pomiędzy prawym a lewym przedramieniem. W standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG mamy trzy odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe: I, II i III. Odprowadzenie I ma elektrodę dodatnią na lewym przedramieniu (lewa ręka – LA) i elektrodę ujemną na prawym przedramieniu (prawa ręka – RA). Czyli zapis pokazuje, jak impuls elektryczny serca „widzi” różnicę napięcia między tymi dwoma kończynami. To jest absolutna podstawa osi elektrycznej serca i ogólnej interpretacji EKG. W praktyce, jeśli np. elektrodę z prawej ręki założysz w złym miejscu albo odwrotnie podłączysz przewody, odprowadzenie I od razu będzie wyglądało dziwnie: załamki P, zespół QRS czy T mogą się odwrócić. Dlatego technicy EKG i pielęgniarki są uczeni, żeby bardzo pilnować prawidłowego rozmieszczenia elektrod kończynowych – bo odprowadzenia I, II, III są bazą do wyliczania osi serca, a także do tworzenia odprowadzeń aVR, aVL i aVF. Moim zdaniem, jeśli ktoś dobrze rozumie dokładnie to jedno odprowadzenie, to dużo łatwiej ogarnia resztę. W dobrych praktykach przyjmuje się, że elektrody kończynowe można zakładać nie tylko na nadgarstkach, ale też wyżej na przedramionach czy nawet na ramionach, byle zachować układ RA–LA–LL (prawa ręka, lewa ręka, lewa noga). Niezależnie od tego, czy elektroda jest trochę wyżej czy niżej, odprowadzenie I zawsze opisuje różnicę potencjałów między prawą a lewą kończyną górną. To też tłumaczy, dlaczego w odprowadzeniu I przy prawidłowym zapisie QRS jest najczęściej dodatni – fala depolaryzacji komór przebiega ogólnie z prawej strony klatki w lewo, więc wektor elektryczny jest skierowany mniej więcej w stronę elektrody dodatniej na lewej ręce. Dobrze jest sobie to wyobrazić na tzw. trójkącie Einthovena: wierzchołki to prawa ręka, lewa ręka, lewa noga, a odprowadzenie I to „górna krawędź” między RA i LA. To nie jest sucha teoria – w codziennej pracy przy EKG pomaga szybko wychwycić np. odwrotne podłączenie elektrod kończynowych, bo wtedy odprowadzenie I będzie kompletnie nielogiczne w stosunku do II i III.

Pytanie 20

W zapisie EKG linia izoelektryczna obrazuje

A. depolaryzację komór.
B. repolaryzację przedsionków.
C. polaryzację.
D. depolaryzację przedsionków.
Lina izoelektryczna w zapisie EKG to odcinek, w którym nie rejestruje się żadnej aktywności elektrycznej przekraczającej próg czułości aparatu – serce jest wtedy w stanie spoczynkowej polaryzacji błon komórkowych. Mówiąc prościej: wszystkie włókna mięśnia sercowego są mniej więcej w tym samym, „wyjściowym” stanie elektrycznym, więc na papierze widzimy prostą linię. Nie zachodzi ani depolaryzacja, ani repolaryzacja, tylko utrzymywanie potencjału spoczynkowego. To właśnie jest polaryzacja. W praktyce dobrze to widać np. w odcinku TP między zespołami QRS – ten fragment przyjmuje się często jako linię izoelektryczną odniesienia do oceny uniesień lub obniżeń odcinka ST. W diagnostyce klinicznej linia izoelektryczna jest kluczowym punktem odniesienia: porównuje się do niej wysokość załamków, ocenia się obniżenia i uniesienia ST, czy odcinek PQ jest izoelektryczny. Z mojego doświadczenia, przy interpretacji EKG zawsze warto najpierw „złapać” sobie tę linię, np. w odprowadzeniach kończynowych, i dopiero na tym tle analizować resztę. W wytycznych kardiologicznych, w tym ESC, przy ocenie zawału z uniesieniem ST (STEMI) wyraźnie podkreśla się, że uniesienie ST ocenia się względem prawidłowej linii izoelektrycznej. Dlatego zrozumienie, że jest to obraz polaryzacji, a nie jakiegoś ukrytego załamka, jest bardzo praktyczne: pomaga uniknąć nadinterpretacji drobnych odchyleń i lepiej ustawić bazową linię w głowie podczas każdej analizy EKG.

Pytanie 21

Gdzie znajduje się węzeł zatokowo-przedsionkowy wywołujący rytmiczne skurcze mięśnia serca?

A. W prawej komorze.
B. W prawym przedsionku.
C. W lewej komorze.
D. W lewym przedsionku.
Węzeł zatokowo-przedsionkowy (SA, sinoatrial node) rzeczywiście znajduje się w prawym przedsionku serca, w okolicy ujścia żyły głównej górnej. To jest tzw. naturalny rozrusznik serca. Komórki w tym węźle mają zdolność samoistnej depolaryzacji – czyli same generują impuls elektryczny, bez potrzeby zewnętrznego bodźca. Ten impuls rozchodzi się najpierw przez mięsień obu przedsionków, a potem przez węzeł przedsionkowo-komorowy do komór, wywołując ich skurcz w odpowiedniej kolejności. Dzięki temu serce pracuje rytmicznie i w prawidłowej sekwencji: najpierw przedsionki, potem komory. Z praktycznego punktu widzenia lokalizacja w prawym przedsionku ma duże znaczenie np. przy interpretacji EKG – za prawidłowy rytm zatokowy uznaje się taki, w którym impuls pochodzi właśnie z węzła zatokowo-przedsionkowego, co w EKG widać jako prawidłowe załamki P dodatnie w odprowadzeniach I, II, aVF i ujemne w aVR. W badaniach obrazowych, szczególnie w kardiologii interwencyjnej i elektrofizjologii, trzeba kojarzyć, że manipulacje w okolicy prawego przedsionka (np. podczas ablacji czy wszczepiania elektrod stymulatora) mogą wpływać na pracę tego węzła. Moim zdaniem taka podstawowa orientacja anatomiczno-fizjologiczna bardzo ułatwia potem zrozumienie, dlaczego np. niektóre leki (beta-blokery, glikozydy naparstnicy) mogą zwalniać rytm serca, bo wpływają na przewodnictwo i automatyzm właśnie w tej okolicy układu bodźcoprzewodzącego. W praktyce technika EKG czy osoby pracującej przy diagnostyce elektromedycznej, świadomość skąd startuje impuls, pomaga lepiej odróżniać rytm zatokowy od arytmii przedsionkowych czy rytmów ektopowych.

Pytanie 22

W którym miejscu, zgodnie z zasadami wykonywania badania EKG, należy umocować żółtą elektrodę przedsercową V2?

A. W IV przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka.
B. W IV przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka.
C. W V przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowej środkowej.
D. W V przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowej przedniej.
Prawidłowe umocowanie żółtej elektrody przedsercowej V2 to IV przestrzeń międzyżebrowa przy lewym brzegu mostka. Tak opisują to klasyczne standardy wykonywania 12‑odprowadzeniowego EKG (np. wytyczne kardiologiczne AHA/ESC). Odprowadzenia przedsercowe mają bardzo precyzyjnie określone miejsca, bo ich przesunięcie choćby o jedno żebro w górę lub w dół potrafi całkowicie zmienić obraz zapisu. V2 razem z V1 tworzą tzw. odprowadzenia przy mostku (parasternalne) i są kluczowe do oceny przegrody międzykomorowej. V1 zakładamy w IV przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka, a V2 – lustrzanie, po lewej stronie mostka, też w IV przestrzeni. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk liczenia żeber od góry: najpierw lokalizujemy obojczyk, potem rękojeść mostka, następnie II żebro i dopiero potem schodzimy do IV przestrzeni międzyżebrowej. W praktyce klinicznej poprawne położenie V2 jest ważne np. przy rozpoznawaniu zawału ściany przedniej i przegrodowej, zaburzeń przewodzenia w obrębie pęczka Hisa czy przy ocenie przerostu komór. Gdy V2 jest za wysoko, może sztucznie nasilać załamki R lub zmieniać obraz odcinka ST, co wprowadza lekarza w błąd. Dlatego dobrą praktyką jest: najpierw dokładne oznaczenie wszystkich przestrzeni międzyżebrowych, potem dopiero przyklejanie elektrod zgodnie z kolejnością V1–V6, bez „na oko”. W wielu pracowniach i na oddziałach ratunkowych przywiązuje się do tego sporą wagę, bo jakość EKG zaczyna się właśnie od poprawnego pozycjonowania elektrod, nie od aparatu.

Pytanie 23

Pojawienie się w zapisie EKG patologicznego załamka Q lub QS może wskazywać na

A. blok prawej odnogi pęczka Hisa.
B. bliznę po zawale podwsierdziowym.
C. blok lewej odnogi pęczka Hisa.
D. bliznę po zawale pełnościennym.
Patologiczny załamek Q lub zespół QS w EKG jest klasycznym elektrokardiograficznym śladem przebytego zawału pełnościennego (transmuralnego). W takim zawale dochodzi do martwicy całej grubości ściany mięśnia sercowego w danym segmencie. Martwica zmienia przewodzenie i rozkład sił elektrycznych, przez co w projekcji na dane odprowadzenia pojawia się utrwalony, głęboki, poszerzony załamek Q albo wręcz kompleks QS, bez załamka R. W praktyce mówi się o „zawale z załamkiem Q”. Typowe kryteria to załamek Q o czasie trwania ≥ 0,04 s i głębokości ≥ 25% amplitudy następującego po nim załamka R w co najmniej dwóch sąsiednich odprowadzeniach. Moim zdaniem warto zapamiętać, że takie Q lub QS w odpowiednich odprowadzeniach odzwierciedlają lokalizację blizny: np. w II, III, aVF – blizna dolna, w V1–V4 – przednia, w I, aVL, V5–V6 – boczna. W codziennej pracy technika czy ratownika medycznego ma to duże znaczenie: w zapisie pacjenta z bólem w klatce piersiowej można odróżnić świeży zawał bez załamków Q (STEMI/NSTEMI w fazie ostrej) od starej, utrwalonej blizny pozawałowej, która daje stabilny obraz patologicznych Q. Zgodnie z wytycznymi ESC i standardami interpretacji EKG, takie utrwalone załamki Q po kilku tygodniach od incydentu są traktowane jako dowód przebytego zawału pełnościennego. W praktyce klinicznej często koreluje się je z badaniami obrazowymi, np. echokardiografią (hipokineza/akineza segmentu) czy rezonansem serca z podaniem kontrastu. Ale samo EKG, prawidłowo zinterpretowane, już daje bardzo mocną przesłankę, że w tym segmencie jest blizna po zawale transmuralnym, a nie tylko przejściowe niedokrwienie.

Pytanie 24

Bezwzględnym przeciwwskazaniem do badania spirometrycznego jest

A. zapalenie oskrzeli.
B. zaburzenie rytmu serca.
C. astma oskrzelowa.
D. świeży udar mózgu.
Prawidłowa odpowiedź to świeży udar mózgu, bo jest to klasyczne, bezwzględne przeciwwskazanie do wykonywania spirometrii w aktualnych zaleceniach pulmonologicznych. Badanie spirometryczne wymaga od pacjenta bardzo forsownych, powtarzalnych manewrów oddechowych: głębokiego wdechu do całkowitej pojemności płuc i gwałtownego, maksymalnie silnego wydechu. To powoduje istotne wahania ciśnienia wewnątrz klatki piersiowej, ciśnienia tętniczego i ciśnienia śródczaszkowego. U osoby po świeżym udarze mózgu takie zmiany mogą pogorszyć stan neurologiczny, zwiększyć ryzyko krwawienia, obrzęku mózgu albo ponownego incydentu naczyniowego. Dlatego zgodnie z dobrymi praktykami, po ostrym udarze odracza się spirometrię, zwykle o kilka tygodni, aż stan krążeniowo‑oddechowy i neurologiczny się ustabilizuje. W pracowniach spirometrycznych przyjmuje się podobnie ostrożne podejście jak przy świeżym zawale serca, świeżej operacji kardiochirurgicznej, tętniaku aorty w fazie niestabilnej czy krwiopluciu – tam też wzrost ciśnień i wysiłek wydechowy są potencjalnie niebezpieczne. W praktyce technik lub pielęgniarka wykonująca badanie zawsze powinna zebrać krótki wywiad: czy pacjent nie miał ostatnio udaru, zawału, zabiegu w obrębie klatki piersiowej, czy nie ma nasilonych dolegliwości z OUN. Jeśli tak – badanie się odkłada i kontaktuje z lekarzem prowadzącym. Moim zdaniem to jeden z ważniejszych elementów bezpieczeństwa w diagnostyce czynnościowej układu oddechowego, bo sama spirometria wydaje się „niewinna”, a może jednak narobić szkody, jeśli zignorujemy przeciwwskazania.

Pytanie 25

Szczytowy przepływ wydechowy zarejestrowany w trakcie badania maksymalnie natężonego wydechu jest oznaczany skrótem

A. FRC
B. FVC
C. PIF
D. PEF
Szczytowy przepływ wydechowy zawsze oznacza się skrótem PEF, i tutaj kluczowe jest dobre rozróżnienie poszczególnych parametrów spirometrycznych. Wiele osób myli PEF z PIF, bo oba mają w nazwie „peak flow”, ale różnica jest zasadnicza. PIF to Peak Inspiratory Flow, czyli szczytowy przepływ wdechowy. Odnosi się do maksymalnej szybkości przepływu powietrza podczas gwałtownego wdechu, a nie wydechu. Z mojego doświadczenia to pomylenie wdechu z wydechem w oznaczeniach jest jednym z częstszych drobnych błędów, szczególnie na początku nauki spirometrii. W testach maksymalnie natężonego wydechu interesuje nas właśnie faza wydechowa, dlatego używamy skrótu PEF, nie PIF. Kolejne często mylone pojęcie to FVC, czyli Forced Vital Capacity. To nie jest żaden przepływ, tylko objętość – wymuszona pojemność życiowa. FVC oznacza ilość powietrza, jaką pacjent jest w stanie gwałtownie i całkowicie wydmuchać po maksymalnym wdechu. Mierzymy ją w litrach, a nie w litrach na sekundę jak przepływy. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro badanie jest „maksymalnie natężone”, to ktoś kojarzy wszystko, co wymuszone, z jednym parametrem, a tu jednak trzeba rozdzielać objętości (FVC) od przepływów (PEF, FEV1). FRC natomiast to Functional Residual Capacity, czyli czynnościowa pojemność zalegająca. Jest to ilość powietrza pozostająca w płucach po spokojnym, normalnym wydechu. Tego w ogóle nie oznaczamy w standardowej spirometrii forsowanej, tylko raczej w badaniach takich jak bodypletyzmografia. Łączenie FRC ze szczytowym przepływem to już kompletnie inne zagadnienie fizjologiczne – tu mówimy o objętości spoczynkowej, a nie o maksymalnym przepływie przy wysiłkowym wydechu. Dobra praktyka w diagnostyce czynnościowej układu oddechowego wymaga, żeby zawsze kojarzyć: PEF – szczytowy przepływ wydechowy, PIF – szczytowy przepływ wdechowy, FVC – objętość wymuszonego wydechu, FRC – objętość pozostająca w płucach po spokojnym wydechu. Dopiero takie uporządkowanie pojęć pozwala poprawnie interpretować wykresy i wyniki badań spirometrycznych i nie gubić się w skrótach.

Pytanie 26

Rytm alfa i beta rejestruje się podczas badania

A. USG
B. EEG
C. EKG
D. HSG
Rytm alfa i beta to pojęcia ściśle związane z elektroencefalografią, czyli badaniem EEG. Są to typy fal mózgowych, które rejestruje się za pomocą elektrod umieszczonych na skórze głowy. Rytm alfa zwykle pojawia się w okolicach potylicznych, gdy pacjent jest w stanie relaksu, z zamkniętymi oczami, ale przy zachowanej świadomości. Jego częstotliwość to mniej więcej 8–13 Hz. Rytm beta ma wyższą częstotliwość, około 13–30 Hz, i wiąże się z aktywnością psychiczną, koncentracją, czasem z niepokojem czy pobudzeniem. W praktyce technika EEG to właśnie te rytmy opisuje w opisie badania, razem z innymi (theta, delta), bo na ich podstawie lekarz ocenia czynność bioelektryczną mózgu. W dobrych pracowniach EEG standardem jest rejestracja w układzie 10–20, z zastosowaniem odpowiedniego filtra, kalibracji i opisu poszczególnych rytmów w spoczynku, podczas hiperwentylacji, fotostymulacji i ewentualnie snu. Moim zdaniem warto kojarzyć, że samo słowo „rytmy” w kontekście alfa/beta prawie zawsze oznacza EEG, a nie żadne inne badanie. W diagnostyce wykorzystuje się to np. w rozpoznawaniu padaczki, ocenie śpiączek, zaburzeń świadomości, a także w monitorowaniu głębokości sedacji. Rytm alfa zanikający przy otwarciu oczu czy rytm beta nasilony przy lekach uspokajających to typowe obserwacje. W praktyce technik medyczny, który dobrze rozumie, czym są te rytmy, łatwiej wychwyci artefakty, błędy elektrod czy nietypowy zapis i przekaże lekarzowi wiarygodny materiał do interpretacji.

Pytanie 27

W badaniu audiometrycznym rezerwa ślimakowa to odległość między krzywą

A. szumu a powietrzną.
B. kostną względną a bezwzględną.
C. kostną a krzywą szumu.
D. kostną a powietrzną.
Prawidłowo – rezerwa ślimakowa w klasycznym badaniu audiometrycznym to właśnie odległość (w dB) między krzywą przewodnictwa kostnego a krzywą przewodnictwa powietrznego. Innymi słowy: patrzymy na audiogram i mierzymy różnicę między progiem słyszenia dla tego samego ucha, ale badanym dwiema drogami – przez kość skroniową (kostnie) i przez słuchawki (powietrznie). Jeżeli przewodnictwo kostne jest lepsze (niższe progi, krzywa wyżej na wykresie) niż powietrzne, a między nimi jest odstęp, to właśnie ten odstęp nazywamy rezerwą ślimakową, często też po prostu luką powietrzno–kostną. Z praktycznego punktu widzenia ta różnica mówi nam, że ślimak i nerw słuchowy jeszcze działają przyzwoicie, a problem jest głównie w przewodzeniu dźwięku przez ucho zewnętrzne lub środkowe (np. wysięk w jamie bębenkowej, otoskleroza, perforacja błony bębenkowej). W badaniach audiometrycznych dobre praktyki mówią, żeby zawsze oceniać osobno: kształt krzywej powietrznej, kształt krzywej kostnej oraz wielkość rezerwy ślimakowej – bo to pozwala odróżnić niedosłuch przewodzeniowy od odbiorczego i mieszanego. Moim zdaniem to jedno z podstawowych pojęć, które technik audiologii musi mieć „w małym palcu”, bo od właściwej interpretacji tej różnicy zależy dalsze postępowanie: czy wystarczy leczenie laryngologiczne (np. drenaż, operacja kosteczek), czy trzeba od razu myśleć o aparacie słuchowym. W codziennej pracy, gdy widzimy rezerwę ślimakową rzędu 20–30 dB przy względnie dobrym przewodnictwie kostnym, od razu zapala się lampka, że ślimak jest jeszcze w miarę zachowany i rokowanie po leczeniu przewodzeniowym bywa całkiem dobre.

Pytanie 28

Który wynik badania tympanometrycznego potwierdza, że słuch badanego pacjenta jest w granicach normy?

A. Wynik badania 4
Ilustracja do odpowiedzi A
B. Wynik badania 1
Ilustracja do odpowiedzi B
C. Wynik badania 2
Ilustracja do odpowiedzi C
D. Wynik badania 3
Ilustracja do odpowiedzi D
Prawidłową krzywą tympanometryczną w kontekście prawidłowego słuchu pokazuje wynik badania 3, czyli klasyczny wykres typu A. W tym typie tympanogramu szczyt krzywej znajduje się w okolicy 0 daPa (zwykle między -100 a +50 daPa), co oznacza, że ciśnienie w uchu środkowym jest wyrównane z ciśnieniem atmosferycznym, a trąbka słuchowa działa prawidłowo. Dodatkowo wysokość szczytu (tzw. podatność, compliance) mieści się w normie – błona bębenkowa i łańcuch kosteczek są wystarczająco ruchome, ale nie nadmiernie wiotkie. W praktyce klinicznej właśnie taki tympanogram łączy się najczęściej z prawidłowymi progami w audiometrii tonalnej i brakiem przewodzeniowego ubytku słuchu. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: szczyt w okolicy zera = zdrowe ucho środkowe (oczywiście przy braku innych patologii). W gabinecie laryngologicznym taki wynik widzimy np. u dzieci po skutecznym leczeniu wysiękowego zapalenia ucha, kiedy płyn już się wchłonął, a wentylacja jamy bębenkowej wróciła do normy. Z mojego doświadczenia, przy ocenie tympanogramu zawsze trzeba popatrzeć jednocześnie na typ krzywej, jej wysokość oraz szerokość przy połowie amplitudy – zbyt szeroka krzywa albo bardzo niska podatność mogą już sugerować początki dysfunkcji ucha środkowego, nawet jeśli szczyt jest blisko 0 daPa. Jednak w typowych testach egzaminacyjnych za wzorzec prawidłowego ucha przyjmuje się właśnie taki kształt jak na wyniku 3: pojedynczy, wyraźny, wąski szczyt w okolicy ciśnienia atmosferycznego, bez spłaszczenia, bez przesunięcia w stronę ciśnień ujemnych czy dodatnich. To jest zgodne z podręcznikowymi kryteriami tympanogramu typu A.

Pytanie 29

Która składowa prawidłowej krzywej EKG odpowiada powolnej repolaryzacji komór mięśnia sercowego?

A. Załamek Q
B. Odcinek ST
C. Załamek P
D. Odcinek TP
Prawidłowo wskazany odcinek ST odpowiada fazie powolnej repolaryzacji komór, czyli tzw. fazie plateau potencjału czynnościowego kardiomiocytów. W klasycznej fizjologii błony komórkowej serca jest to głównie faza 2 potencjału czynnościowego komórek roboczych mięśnia komór. W tym czasie do wnętrza komór napływają wolne kanały wapniowe typu L (Ca2+), a jednocześnie część jonów potasu (K+) wypływa na zewnątrz. Bilans tych prądów powoduje, że napięcie błonowe utrzymuje się przez pewien czas na w miarę stałym poziomie – właśnie to plateau odzwierciedla się na EKG jako odcinek ST, który w warunkach prawidłowych jest izoelektryczny, czyli leży na linii izoelektrycznej. W praktyce technika EKG bardzo mocno opiera się na ocenie odcinka ST. W standardach interpretacji (np. zalecenia ESC/ACC) analiza uniesienia lub obniżenia ST jest kluczowa w rozpoznawaniu ostrego zespołu wieńcowego z uniesieniem odcinka ST (STEMI) albo niedokrwienia podwsierdziowego. Dla technika wykonującego badanie to oznacza, że trzeba bardzo pilnować jakości zapisu: dobra przyczepność elektrod, minimalizacja artefaktów mięśniowych, właściwa filtracja. Z mojego doświadczenia, jeśli odcinek ST „pływa” przez złe uziemienie czy ruch pacjenta, lekarz może mieć realny problem z oceną, czy to prawdziwe uniesienie, czy tylko artefakt. Warto też pamiętać, że odcinek ST analizujemy zawsze w kontekście całej krzywej – końcówki zespołu QRS i początku załamka T. Wzorzec jest taki: QRS odpowiada depolaryzacji komór, potem odcinek ST – faza powolnej repolaryzacji, a załamek T – szybsza, końcowa repolaryzacja komór. Umiejętność świadomego powiązania tych elementów z fizjologią błony komórkowej bardzo pomaga w praktycznej interpretacji zapisu i w szybkim wychwytywaniu patologii, szczególnie w dyżurach SOR czy w pracowniach diagnostyki nieinwazyjnej.

Pytanie 30

Audiometria impedancyjna polega na pomiarze

A. oporu akustycznego i ciśnienia w uchu środkowym.
B. przewodnictwa kostnego.
C. przewodnictwa powietrznego.
D. oporu akustycznego i ciśnienia w uchu zewnętrznym.
Audiometria impedancyjna, nazywana też tympanometrią, to badanie, które z definicji ocenia opór akustyczny (czyli impedancję) i warunki ciśnieniowe w uchu środkowym, a nie w przewodzie słuchowym zewnętrznym. Kluczowe jest to, że aparat zmienia ciśnienie w przewodzie zewnętrznym tylko po to, żeby „przetestować”, jak błona bębenkowa i układ kosteczek reagują w różnych warunkach ciśnienia. W praktyce mierzymy więc, jak dobrze układ przewodzący ucha środkowego przenosi drgania akustyczne przy różnych wartościach ciśnienia po stronie ucha środkowego. Moim zdaniem warto to sobie wyobrazić tak: urządzenie wysyła do ucha ton testowy (zwykle 226 Hz) i jednocześnie zmienia ciśnienie w przewodzie słuchowym zewnętrznym. Na podstawie odbitego dźwięku i zmian w sztywności układu ocenia impedancję błony bębenkowej i kosteczek słuchowych. Na wydruku dostajemy wykres tympanogramu, który pokazuje, przy jakim ciśnieniu w uchu środkowym przewodzenie jest najlepsze. Jeżeli szczyt krzywej wypada przy ciśnieniu około 0 daPa, to sugeruje prawidłowe wyrównanie ciśnień przez trąbkę słuchową. W codziennej pracy badanie to wykorzystuje się do wykrywania wysiękowego zapalenia ucha środkowego, niedrożności trąbki słuchowej, usztywnienia łańcucha kosteczek (otoskleroza) czy perforacji błony bębenkowej. Dobrą praktyką jest łączenie audiometrii impedancyjnej z klasyczną audiometrią tonalną, bo razem dają pełniejszy obraz – wiemy, czy niedosłuch ma charakter przewodzeniowy, odbiorczy czy mieszany oraz czy problem leży po stronie ucha środkowego. Standardowo w protokołach opisuje się typ tympanogramu (A, B, C), wartości ciśnienia szczytowego i podatności (compliance). To są parametry, które wprost odnoszą się do oporu akustycznego i ciśnienia w uchu środkowym, dokładnie tak jak podano w prawidłowej odpowiedzi.

Pytanie 31

Za wyrównanie ciśnienia między uchem środkowym a otoczeniem odpowiada

A. błona bębenkowa.
B. trąbka słuchowa.
C. narząd Cortiego.
D. przewód słuchowy.
W tym pytaniu łatwo się złapać na skojarzeniach z ogólną budową ucha i funkcją słyszenia, a umknąć temu, co jest naprawdę kluczowe: chodzi konkretnie o wyrównywanie ciśnienia między uchem środkowym a otoczeniem. Za to zadanie odpowiada wyłącznie trąbka słuchowa, czyli przewód łączący jamę bębenkową z nosową częścią gardła. Pozostałe struktury z odpowiedzi pełnią inne, też ważne funkcje, ale nie mają realnego wpływu na aktywne wyrównywanie ciśnienia. Narząd Cortiego znajduje się w ślimaku w uchu wewnętrznym i jest wyspecjalizowanym receptorem zmysłu słuchu. Zawiera komórki rzęsate, które przetwarzają drgania mechaniczne na impulsy nerwowe przewodzone nerwem ślimakowym do ośrodkowego układu nerwowego. Można powiedzieć, że to „serce” percepcji dźwięku, ale nie ma on kontaktu z jamą bębenkową ani z gardłem, więc nie uczestniczy w regulacji ciśnienia. Błona bębenkowa z kolei oddziela przewód słuchowy zewnętrzny od jamy bębenkowej i drga pod wpływem fal dźwiękowych. Jest elastyczna, ale sama z siebie nie wyrównuje ciśnienia – ona tylko reaguje na różnicę ciśnień, co objawia się bólem lub uczuciem rozpierania, gdy trąbka słuchowa nie działa prawidłowo. Przewód słuchowy zewnętrzny jest kanałem doprowadzającym fale dźwiękowe do błony bębenkowej i ma funkcję ochronną (małżowina, woskowina, zagięcie kanału), ale kończy się ślepo na błonie bębenkowej, więc nie ma żadnego połączenia z gardłem ani możliwością regulowania ciśnienia w uchu środkowym. Typowym błędem myślowym jest mylenie funkcji struktur „centralnych” w uchu zewnętrznym i środkowym: skoro błona bębenkowa jest na granicy i reaguje na ciśnienie, to bywa błędnie uznawana za element wyrównujący ciśnienie. W rzeczywistości to trąbka słuchowa doprowadza powietrze i wyrównuje gradient, a błona tylko pokazuje, że coś jest nie tak. W diagnostyce audiologicznej i badaniach typu tympanometria właśnie ocena ciśnienia w uchu środkowym i pośrednio drożności trąbki słuchowej jest jednym ze standardów postępowania, więc warto mieć to klarownie poukładane, bo potem przekłada się to na prawidłową interpretację wyników i współpracę z laryngologiem.

Pytanie 32

Kryterium rozpoznawczym dla fali δ (delta) w badaniu EKG jest

A. zażębienie na ramieniu zstępującym załamka R.
B. obniżenie odcinka ST.
C. zażębienie na ramieniu wstępującym załamka R.
D. uniesienie odcinka ST.
W tym pytaniu cała trudność polega na bardzo dokładnym skojarzeniu obrazu fali δ z jej położeniem w obrębie zespołu QRS. Fala delta to wczesna, powolna depolaryzacja części komory przez drogę dodatkową, dlatego zawsze modyfikuje początek zespołu QRS, a nie jego koniec ani odcinek ST. Typowym błędem jest mylenie „zażębienia” na ramieniu wstępującym z podobnymi nieregularnościami na ramieniu zstępującym załamka R. Zażębienie na ramieniu zstępującym R może się pojawiać przy różnych zaburzeniach przewodzenia śródkomorowego, np. przy blokach odnóg pęczka Hisa, przerostach komór czy zmianach bliznowatych po zawale. Nie jest to jednak fala delta, bo ta musi poprzedzać szybkie przewodzenie przez układ Hisa-Purkinjego i modyfikować właśnie początek QRS. Kolejna grupa pomyłek dotyczy odcinka ST. Uniesienie ST kojarzymy głównie z ostrym zespołem wieńcowym z uniesieniem ST (STEMI), zapaleniem osierdzia czy czasem wczesną repolaryzacją. To są zmiany fazy repolaryzacji komór, pojawiające się po zakończeniu depolaryzacji (czyli po zespole QRS), więc nie mają nic wspólnego z falą delta, która dotyczy wczesnej depolaryzacji. Podobnie obniżenie ST wskazuje najczęściej na niedokrwienie podwsierdziowe, przeciążenie, czasem działanie leków – znowu jest to zaburzenie repolaryzacji, a nie przewodzenia przedsionkowo-komorowego przez dodatkową drogę. Typowym błędem myślowym jest patrzenie na EKG zbyt ogólnie: „jak jest coś dziwnego przy R albo ST, to pewnie fala delta”. W dobrych praktykach interpretacji EKG podkreśla się konieczność analizy segment po segmencie: najpierw rytm i odstęp PQ/PR, potem dokładny kształt początku QRS, jego szerokość, a dopiero później odcinek ST i załamek T. Dopiero takie uporządkowane podejście pozwala poprawnie zidentyfikować preekscytację i odróżnić ją od zmian niedokrwiennych czy bloków przewodzenia.

Pytanie 33

Parametr spirometryczny czynnościowa pojemność zalegająca oznaczany jest skrótem

A. FRC
B. TLC
C. RV
D. TV
Prawidłowy skrót dla czynnościowej pojemności zalegającej to FRC, czyli z angielskiego functional residual capacity. Ten parametr opisuje objętość powietrza, która pozostaje w płucach po spokojnym, biernym wydechu – ani wymuszonym, ani maksymalnym, po prostu po zwykłym oddechu. Z technicznego punktu widzenia FRC = RV + ERV, czyli suma objętości zalegającej (residual volume) oraz zapasowej objętości wydechowej (expiratory reserve volume). W spirometrii klasycznej FRC nie jest mierzona bezpośrednio, bo spirometr nie „widzi” powietrza, którego nie można wydmuchać. Do oceny FRC stosuje się więc metody takie jak pletyzmografia całego ciała, metoda rozcieńczenia helu czy metoda wypłukiwania azotu. W praktyce FRC ma duże znaczenie kliniczne – w chorobach obturacyjnych (np. POChP, ciężka astma) FRC zwykle wzrasta z powodu pułapkowania powietrza, a w chorobach restrykcyjnych (np. zwłóknienie płuc, kifoza) spada, bo cała objętość płuc jest zmniejszona. W anestezjologii FRC jest ważna przy planowaniu wentylacji mechanicznej i w pozycjonowaniu pacjenta – np. u osób otyłych FRC mocno maleje w pozycji leżącej, co zwiększa ryzyko niedodmy. Moim zdaniem warto ten skrót naprawdę dobrze zapamiętać, bo FRC często pojawia się w opisach badań spirometrycznych, w interpretacji pletyzmografii i w standardach takich jak zalecenia ATS/ERS dotyczące badań czynnościowych układu oddechowego. Jeżeli rozumiesz, że FRC to „powietrze po zwykłym wydechu”, łatwiej jest później logicznie ogarnąć wszystkie pozostałe objętości i pojemności płucne.

Pytanie 34

Który załamek w zapisie EKG odpowiada zjawisku depolaryzacji przedsionków mięśnia sercowego?

A. R
B. P
C. T
D. Q
Załamek P w zapisie EKG odpowiada depolaryzacji przedsionków, czyli momentowi, kiedy bodziec elektryczny rozchodzi się przez mięsień przedsionków i przygotowuje je do skurczu. To jest tak naprawdę pierwszy element całego cyklu sercowego widocznego w standardowym zapisie 12-odprowadzeniowego EKG. W fizjologicznych warunkach załamek P jest dodatni w większości odprowadzeń kończynowych, szczególnie w II odprowadzeniu, które zwykle analizuje się jako wzorcowe. Moim zdaniem warto „nauczyć się na pamięć”, że P = przedsionki, bo to potem bardzo ułatwia interpretację różnych zaburzeń rytmu, np. migotania czy trzepotania przedsionków. W praktyce technika EKG i personel medyczny, zgodnie z wytycznymi kardiologicznymi, zawsze ocenia obecność, kształt i częstość załamków P. Brak prawidłowych załamków P albo ich nietypowy kształt może sugerować np. rytm z węzła AV, ektopowe pobudzenie przedsionkowe albo przerost przedsionków. W badaniach wysiłkowych czy holterowskich ciągłe śledzenie załamków P pomaga odróżnić tachykardię zatokową od nadkomorowych zaburzeń rytmu. Warto też pamiętać, że załamek P kończy się przed zespołem QRS – to czas, kiedy impuls po przejściu przez przedsionki dociera do węzła przedsionkowo‑komorowego. W dobrych praktykach diagnostyki elektromedycznej zawsze analizuje się P w kontekście całego odstępu PQ (PR), bo to daje informację nie tylko o depolaryzacji przedsionków, ale też o przewodzeniu przedsionkowo‑komorowym. Z mojego doświadczenia, jak ktoś dobrze rozumie załamek P, to dużo szybciej ogarnia resztę zapisu EKG, bo ma solidny punkt odniesienia do oceny rytmu i przewodnictwa.

Pytanie 35

W badaniu EKG elektrodę przedsercową V4 należy umocować

A. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy prawym brzegu mostka.
B. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii pachowo-przedniej lewej.
C. w 5-tej przestrzeni międzyżebrowej w linii środkowo-obojczykowej lewej.
D. w 4-tej przestrzeni międzyżebrowej przy lewym brzegu mostka.
Prawidłowe umiejscowienie elektrody przedsercowej V4 to 5-ta przestrzeń międzyżebrowa w linii środkowo-obojczykowej lewej. To jest dokładnie punkt odniesienia przyjęty w standardzie 12-odprowadzeniowego EKG, opisanym m.in. w wytycznych European Society of Cardiology oraz American Heart Association. Linia środkowo-obojczykowa to wyobrażona pionowa linia biegnąca przez środek obojczyka, a 5-ta przestrzeń międzyżebrowa to odstęp między 5. a 6. żebrem. W praktyce klinicznej najpierw lokalizuje się mostek, liczy żebra i odlicza przestrzenie międzyżebrowe, a dopiero potem przesuwa palce w bok do linii środkowo-obojczykowej. Dobrze jest skojarzyć, że V4 zwykle leży mniej więcej nad koniuszkiem serca. Z mojego doświadczenia pomaga najpierw prawidłowo założyć V1 i V2 przy mostku, potem V4, a dopiero na końcu dopasować V3 między V2 i V4 oraz V5 i V6 bardziej bocznie. Dzięki temu unika się przesuwania V4 za bardzo w bok, co jest częstym błędem. Takie dokładne pozycjonowanie ma duże znaczenie: przesunięcie elektrody nawet o jedno żebro może zmienić amplitudę załamków R i T, co może prowadzić do fałszywego podejrzenia zawału, przerostu czy niedokrwienia. W codziennej pracy technika EKG to jest trochę jak odruch – zawsze ta sama sekwencja: V1 w 4-tej przestrzeni przy prawym brzegu mostka, V2 przy lewym, potem V4 w 5-tej przestrzeni w linii środkowo-obojczykowej, a reszta względem tego. Właśnie dzięki temu zapis EKG jest powtarzalny i można go porównywać w czasie i między różnymi pracowniami.

Pytanie 36

W standardowym badaniu EEG elektrody P3, P4 i Pz umieszcza się na skórze głowy pacjenta nad płatami

A. potylicznymi.
B. skroniowymi.
C. czołowymi.
D. ciemieniowymi.
Prawidłowo – elektrody P3, P4 i Pz w standardowym badaniu EEG leżą nad płatami ciemieniowymi. Wynika to bezpośrednio z międzynarodowego systemu 10–20, który opisuje rozmieszczenie elektrod na skórze głowy. Litera „P” w nazwie elektrody oznacza właśnie obszar parietalny (ciemieniowy), cyfry 3 i 4 – odpowiednio lewą i prawą półkulę, a „z” – elektrodę położoną w linii pośrodkowej (zero line). W praktyce klinicznej takie oznaczenia są standardem, więc dobrze jest je mieć „w małym palcu”. Moim zdaniem znajomość tego schematu to absolutna podstawa przy pracy z EEG – zarówno przy zakładaniu elektrod, jak i późniejszej interpretacji zapisu. Prawidłowe położenie P3, P4 i Pz pozwala ocenić czynność bioelektryczną kory ciemieniowej, która odpowiada m.in. za czucie somatyczne, integrację bodźców, orientację przestrzenną. W napadach padaczkowych pochodzenia ciemieniowego zmiany napadowe mogą się właśnie tam najlepiej ujawniać, dlatego dokładne umiejscowienie tych elektrod ma realne znaczenie diagnostyczne. W dobrych pracowniach technik zawsze mierzy głowę (od glabeli do inionu oraz między wyrostkami sutkowatymi) i wyznacza punkty 10% i 20%, zamiast „na oko” kłaść elektrody. Dzięki temu P3, P4, Pz trafiają dokładnie tam, gdzie przewiduje standard międzynarodowy. W nowoczesnych systemach EEG często korzysta się też z czapek z zaznaczonymi pozycjami, ale zasada jest ta sama – P = płat ciemieniowy. Znajomość tej logiki pomaga też szybko skojarzyć inne elektrody: F – czołowe, T – skroniowe, O – potyliczne, C – centralne, co bardzo ułatwia analizę zapisu i komunikację z lekarzem opisującym badanie.

Pytanie 37

W badaniu EKG odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między

A. prawym przedramieniem a lewym podudziem.
B. prawym a lewym przedramieniem.
C. prawym a lewym podudziem.
D. prawym podudziem a lewym przedramieniem.
Prawidłowo – w standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG odprowadzenie I rejestruje różnicę potencjałów między prawym a lewym przedramieniem, czyli technicznie między elektrodą na prawym nadgarstku (RA – right arm) a elektrodą na lewym nadgarstku (LA – left arm). To jest tzw. odprowadzenie dwubiegunowe kończynowe wg Einthovena. Mówiąc prościej: aparat porównuje, jaki sygnał elektryczny dociera z prawej ręki, a jaki z lewej ręki i rysuje z tego linię w zapisie EKG. Z mojego doświadczenia to jedno z podstawowych pojęć, które warto mieć „w małym palcu”, bo potem łatwiej ogarnia się całą oś elektryczną serca. W praktyce klinicznej odprowadzenie I pokazuje aktywność elektryczną serca widzianą mniej więcej w płaszczyźnie czołowej, z kierunku lewej strony klatki piersiowej. To odprowadzenie jest szczególnie czułe np. na zmiany zlokalizowane bocznie w lewej komorze. Przy prawidłowym podłączeniu elektrod kompleks QRS w odprowadzeniu I jest zazwyczaj dodatni (większość wychyleń idzie do góry), bo fala depolaryzacji przemieszcza się generalnie w stronę lewej komory. Standardy (np. wytyczne ESC, AHA) bardzo mocno podkreślają prawidłowe rozmieszczenie elektrod: prawa ręka – prawa kończyna górna, lewa ręka – lewa kończyna górna, prawa i lewa noga – kończyny dolne, przy czym elektroda na prawej nodze pełni zwykle funkcję elektrody uziemiającej. W warunkach praktycznych w ambulatorium często nie zakłada się elektrod dokładnie na nadgarstkach, tylko wyżej na przedramionach, ale zasada pozostaje ta sama: odprowadzenie I to zawsze różnica potencjałów między prawą a lewą kończyną górną. Warto też pamiętać, że na podstawie odprowadzeń I, II i III można konstruować trójkąt Einthovena i analizować oś elektryczną serca – to już wyższy poziom interpretacji, ale bardzo przydatny w codziennej pracy.

Pytanie 38

Wynik badania słuchu metodą audiometrii tonalnej wskazuje na

Ilustracja do pytania
A. niedosłuch uwarunkowany genetycznie.
B. starzenie się narządu słuchu.
C. słuch w granicach normy.
D. uraz akustyczny.
Na przedstawionym audiogramie tonalnym widać bardzo charakterystyczny obraz: słuch w niskich i średnich częstotliwościach jest w zasadzie prawidłowy lub tylko lekko obniżony, natomiast w okolicy 4–6 kHz pojawia się wyraźny, głęboki dołek progów słyszenia. Ten tzw. „notch” w wysokich częstotliwościach jest klasycznym obrazem urazu akustycznego, czyli uszkodzenia narządu Cortiego spowodowanego hałasem o dużym natężeniu. Moim zdaniem, jak się raz to zobaczy na wykresie, to później już trudno pomylić z czymś innym. W praktyce zawodowej, szczególnie w medycynie pracy i w diagnostyce laryngologicznej, taki kształt audiogramu kojarzy się przede wszystkim z narażeniem na hałas impulsowy (wystrzał, petarda, prasa mimośrodowa) albo przewlekły hałas przemysłowy bez odpowiedniej ochrony słuchu. Standardy audiologiczne (zarówno krajowe, jak i np. zalecenia WHO czy OSHA) podkreślają, że pierwsze uszkodzenie od hałasu ujawnia się właśnie w zakresie 3–6 kHz, najczęściej z maksimum około 4 kHz, przy zachowanej w miarę dobrej słyszalności w częstotliwościach mowy (0,5–2 kHz). Dlatego pacjent może jeszcze całkiem nieźle rozumieć mowę w cichym otoczeniu, ale zaczyna mieć problemy w hałasie, skarży się na szumy uszne, dyskomfort przy głośnych dźwiękach. W dobrze prowadzonej praktyce diagnostycznej taki wynik zawsze trzeba połączyć z dokładnym wywiadem: praca w hałasie, strzelectwo, koncerty, słuchawki na uszach, brak stosowania ochronników słuchu. W badaniach okresowych pracowników wynik z typowym dołkiem 4 kHz jest sygnałem, że trzeba pilnie zweryfikować warunki akustyczne stanowiska, stosowanie ochronników i ewentualnie zmodyfikować narażenie. Dobrą praktyką jest też kontrolne powtórzenie audiometrii po okresie unikania hałasu, ale prawdziwy uraz akustyczny niestety jest zmianą trwałą, co warto mieć w głowie przy omawianiu wyniku z pacjentem.

Pytanie 39

Jakie symbole mają odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe w badaniu EKG?

A. I, II, III
B. V1, V2, V3
C. aVR, aVL, aVF
D. V4, V5, V6
Prawidłowo – odprowadzenia kończynowe dwubiegunowe w standardowym 12‑odprowadzeniowym EKG mają symbole I, II, III. Nazywają się „dwubiegunowe”, bo rejestrują różnicę potencjałów pomiędzy dwiema elektrodami czynnościowymi założonymi na kończyny. W odprowadzeniu I aparat porównuje lewą rękę z prawą ręką (LA–RA), w odprowadzeniu II – lewą nogę z prawą ręką (LL–RA), a w odprowadzeniu III – lewą nogę z lewą ręką (LL–LA. W praktyce klinicznej właśnie te trzy odprowadzenia są podstawą tzw. trójkąta Einthovena, który opisuje elektryczną oś serca w płaszczyźnie czołowej. Z mojego doświadczenia, jeżeli ktoś dobrze ogarnia I, II, III, to dużo łatwiej rozumie potem interpretację osi serca, zmian niedokrwiennych czy przerostów komór. W zapisie monitorującym (np. na OIT czy w ratownictwie) najczęściej używa się właśnie odprowadzenia II, bo zwykle daje ono najwyższe, najbardziej czytelne załamki P i zespoły QRS. To jest taki „roboczy standard” w wielu oddziałach. Warto też pamiętać, że technik zakładający EKG musi poprawnie rozmieścić elektrody kończynowe (czerwony, żółty, zielony, czarny) – nawet jeśli w praktyce klinicznej często daje się je na przedramiona i podudzia, a nie na nadgarstki i kostki. Dla jakości zapisu i poprawnej interpretacji odprowadzeń I, II, III ważne jest jeszcze ograniczenie artefaktów ruchowych, dobra przyczepność elektrod i powtarzalny schemat podłączenia, zgodny z wytycznymi producenta aparatu i standardami pracowni EKG.

Pytanie 40

Fotostymulacja wykonywana jest podczas badania

A. KTG
B. ENG
C. EMG
D. EEG
Prawidłowo – fotostymulacja jest elementem badania EEG. W standardowym zapisie elektroencefalograficznym, oprócz spoczynkowego EEG z otwartymi i zamkniętymi oczami, wykonuje się tzw. próby czynnościowe. Jedną z najważniejszych jest właśnie fotostymulacja, czyli naświetlanie pacjenta błyskami światła o zmiennej częstotliwości, zwykle z użyciem specjalnej lampy stroboskopowej ustawionej przed oczami badanego. Celem tej próby jest wywołanie tzw. odpowiedzi zależnej od częstotliwości (photic driving), a także ewentualne prowokowanie napadów padaczkowych lub zmian napadowych w EEG u osób z padaczką fotosensytywną. Z praktycznego punktu widzenia technik EEG powinien znać typowy protokół: zaczyna się od niskich częstotliwości błysków (np. 1–3 Hz), stopniowo zwiększa do kilkunastu, a nawet ponad 20 Hz, a potem znów zmniejsza. Ważne jest też bezpieczeństwo – u pacjentów z wywiadem padaczkowym, zwłaszcza z udokumentowaną fotosensytywnością, trzeba być szczególnie czujnym, zgodnie z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Neurofizjologii Klinicznej i podobnych wytycznych. Moim zdaniem warto zapamiętać, że fotostymulacja nie ma nic wspólnego z badaniami mięśni czy serca – to typowo „mózgowa” próba funkcjonalna. W dobrych pracowniach EEG zawsze opisuje się, czy fotostymulacja wywołała odpowiedź rytmiczną, czy pojawiły się wyładowania iglicowe lub zespoły iglica-fala. W praktyce klinicznej pomaga to nie tylko w diagnostyce padaczki, ale też w ocenie dojrzałości bioelektrycznej mózgu u dzieci i w różnicowaniu różnych typów zaburzeń napadowych. W technikum medycznym naprawdę opłaca się skojarzyć: EEG = elektrody na głowie + fotostymulacja + hiperwentylacja jako typowe próby obciążeniowe.