Kończąc jazdę terenową, ostatni kilometr w kierunku do stajni zastęp 10 koni powinien pokonać
Końcówkę jazdy terenowej, zwłaszcza ostatni kilometr w stronę stajni, zastęp powinien pokonać stępem za czołowym, czyli spokojnie w uporządkowanym szyku za koniem prowadzącym. To jest bardzo ważna zasada bezpieczeństwa i dobrej praktyki jeździeckiej. Konie wracające do stajni często robią się bardziej pobudzone, bo wiedzą, że zbliża się odpoczynek, pasza i znane otoczenie. Jeśli wtedy pozwoli się im przyspieszać, łatwo o wyrywanie do przodu, wyprzedzanie, kopnięcia albo utratę kontroli nad całym zastępem. Stęp pozwala koniom stopniowo obniżyć tętno i oddech po pracy w terenie, rozluźnić mięśnie oraz spokojnie dojść do stajni bez nadmiernego nakręcania. Przy 10 koniach szczególnie ważna jest dyscyplina szyku: prowadzący nadaje tempo, reszta utrzymuje odstępy i nie wyprzedza. Moim zdaniem to jedna z tych zasad, które wyglądają prosto, ale w praktyce bardzo ratują sytuację, szczególnie z końmi młodymi albo żywymi.
Przy kończeniu jazdy terenowej nie chodzi o to, żeby jak najszybciej wrócić do stajni albo wybrać chod wygodny dla jeźdźca. Kłus dwójkami może wyglądać porządnie, bo para obok pary kojarzy się z szykiem, ale na ostatnim odcinku jest to ryzykowne. Konie czują kierunek do domu i często same zwiększają tempo, a w parach łatwiej o ścisk, mijanie się łopatkami, potrącenie jeźdźca kolanem czy kopnięcie konia idącego zbyt blisko. Galop w szyku zwanym rojem jest jeszcze gorszym pomysłem w takiej sytuacji. Rój oznacza większe rozproszenie i swobodę ustawienia, a przy 10 koniach przed stajnią to proszenie się o chaos. Galop podnosi pobudzenie, zwiększa ryzyko poniesienia i utrwala bardzo zły nawyk: koń zaczyna kojarzyć powrót z wyścigiem do boksu. Również jazda dowolnym chodem za prowadzącym nie spełnia zasady bezpiecznego zakończenia pracy. Dowolność w zastępie jest pozorna, bo każdy koń reaguje na tempo innych, a słabszy jeździec może nie utrzymać równego odstępu. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro koń zna drogę do stajni, to można mu trochę odpuścić. W praktyce powinno być odwrotnie: im bliżej stajni, tym bardziej spokojnie, równo i pod kontrolą. Ostatni kilometr to czas na wyciszenie koni, uporządkowanie zastępu i bezpieczne zejście z wysiłku, a nie na zabawę tempem.