Podczas lonżowania nadmiar lonży należy trzymać w dłoni
A. owinięty wokół dłoni, żeby się nie wysunął.
B. przypięty do paska spodni lonżującego.
C. puszczony luźno po ziemi za lonżującym.
D. złożony w pętle (harmonijkę), nigdy nie owinięty wokół dłoni.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2021 (arkusz RL.06-SG-21.06).
Nadmiar lonży powinien być złożony w równe pętle, czyli taką harmonijkę, trzymaną w dłoni lonżującego. To jest dobra praktyka, bo pozwala szybko wydłużyć albo skrócić lonżę, a jednocześnie nie blokuje ręki, gdy koń nagle szarpnie, odskoczy albo przyspieszy na kole. Najważniejsza sprawa: lonży nigdy nie owija się wokół dłoni, nadgarstka ani palców. Przy silnym pociągnięciu może dojść do zmiażdżenia palców, skręcenia nadgarstka, oparzenia skóry albo nawet przewrócenia człowieka. Koń waży kilkaset kilogramów i naprawdę nie trzeba dużej paniki, żeby siła była ogromna. W praktyce pętle powinny być ułożone luźno, jedna przy drugiej, tak aby lonża mogła się wysuwać kontrolowanie, bez plątania. Ręka prowadząca utrzymuje kontakt z pyskiem przez kawecan albo ogłowie, a druga ręka zwykle pracuje z batem do lonżowania. Moim zdaniem to jedna z tych zasad, które wyglądają banalnie, ale w stajni robią dużą różnicę dla bezpieczeństwa. Dobre szkolenie lonżującego obejmuje właśnie takie detale: porządek w lonży, stabilną pozycję ciała, trójkąt lonżujący-koń-bat i brak niepotrzebnego luzu na ziemi.
Przy lonżowaniu najłatwiej pomylić wygodę z bezpieczeństwem. Owinięcie lonży wokół dłoni może się wydawać sprytne, bo przecież wtedy nie wypadnie z ręki. W rzeczywistości jest to bardzo niebezpieczny nawyk. Jeśli koń nagle uskoczy, poderwie głowę albo ruszy galopem, lonża zaciska się jak pętla i człowiek nie ma czasu jej puścić. Skutkiem mogą być urazy palców, przeciążenie stawów, bolesne otarcia, a czasem wciągnięcie lonżującego w stronę konia. To nie jest przesada, takie rzeczy się zdarzają, zwłaszcza przy młodych albo pobudzonych koniach. Przypinanie nadmiaru lonży do paska spodni też jest złym pomysłem, bo łączy lonżującego z koniem praktycznie na stałe. W sytuacji awaryjnej ciało człowieka staje się punktem zaczepienia, a nie elastycznym elementem pracy. Puszczenie lonży luźno po ziemi również nie rozwiązuje problemu. Lina może wejść pod buty, zaplątać się o bat, o nogi lonżującego albo nawet o kończyny konia. Wtedy tracimy kontrolę i robi się bałagan, a koń często reaguje jeszcze większym napięciem. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś patrzy tylko na to, żeby nadmiar gdzieś zniknął. A chodzi o to, żeby był gotowy do użycia i jednocześnie bezpieczny. Dlatego w standardowej pracy szkoleniowej lonżę składa się w pętle, harmonijkowo, bez owijania. Tak robią osoby pracujące poprawnie technicznie, bo pozwala to zachować kontakt, kontrolę dystansu i możliwość natychmiastowego wypuszczenia lonży, gdy koń potrzebuje więcej miejsca na kole.