Na rysunku przedstawiono lokalizację usterki w obwodzie oświetlenia polegającej na wystąpieniu

A. zwarcia w włączniku.
B. przerwy między bezpiecznikiem a wyłącznikiem.
C. zwarcia między bezpiecznikiem a wyłącznikiem.
D. przerwy w wyłączniku.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2020 (arkusz MG.23-SG-20.06).
Na rysunku dobrze widać, że zasilanie dochodzi do strony wejściowej wyłącznika, bo miernik po lewej pokazuje około 12,2 V względem masy. To znaczy, że akumulator, przewód zasilający oraz bezpiecznik są sprawne przynajmniej do tego punktu. Po stronie wyjściowej wyłącznika miernik pokazuje 0 V, więc napięcie nie przechodzi dalej do obwodu lamp. Taki objaw jest typowy dla przerwy w wyłączniku, czyli uszkodzenia jego styków, mechanizmu albo połączenia wewnętrznego. W praktyce warsztatowej sprawdza się to multimetrem lub próbówką, mierząc napięcie przed i za wyłącznikiem przy ustawieniu w pozycji załączonej. Moim zdaniem to jeden z najprostszych, ale bardzo ważnych testów diagnostycznych w instalacji oświetlenia. Dobra praktyka jest taka: najpierw sprawdzamy zasilanie, potem element sterujący, a dopiero później odbiorniki i masę. Dzięki temu nie wymieniamy lampy albo bezpiecznika na ślepo, tylko lokalizujemy rzeczywistą przerwę w obwodzie.
W tym przypadku łatwo pomylić przerwę ze zwarciem, bo oba uszkodzenia powodują, że oświetlenie nie działa, ale ich objawy elektryczne są zupełnie inne. Zwarcie w wyłączniku oznaczałoby niekontrolowane połączenie styków, czyli prąd mógłby płynąć mimo niewłaściwego położenia przełącznika. W wielu układach skutkiem byłoby świecenie lamp bez sterowania albo przepalenie bezpiecznika, jeżeli zwarcie obejmuje zasilanie do masy. Na rysunku nie ma takiego objawu: napięcie jest obecne przed wyłącznikiem, a za nim wynosi 0 V, co wskazuje raczej na brak ciągłości styków. Zwarcie między bezpiecznikiem a wyłącznikiem też nie pasuje do sytuacji, bo przy zwarciu do masy bezpiecznik powinien zadziałać, a napięcie w tym odcinku mogłoby spaść lub pojawiłby się duży pobór prądu. Gdyby natomiast była przerwa między bezpiecznikiem a wyłącznikiem, miernik podłączony po stronie wejściowej wyłącznika nie pokazałby 12,2 V. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś widzi niedziałającą lampę i od razu zakłada uszkodzenie przewodu albo bezpiecznika. W diagnostyce elektrycznej lepiej iść punkt po punkcie: akumulator, zabezpieczenie, wejście wyłącznika, wyjście wyłącznika, odbiornik i masa. Z mojego doświadczenia takie proste porównanie napięcia przed i za elementem sterującym najszybciej pokazuje, czy winny jest sam wyłącznik, czy dalsza część instalacji.