Prawidłowo wskazana została rola inspektora nadzoru. W robotach związanych z regulacją cieków naturalnych – czyli przy umacnianiu brzegów, dnie rzek, stosowaniu faszyny, darni, piasku czy pospółki – kluczowe jest nie tylko samo wykonanie, ale też kontrola jakości użytych materiałów. Inspektor nadzoru działa w imieniu inwestora i to on formalnie zatwierdza, czy materiały miejscowe spełniają wymagania dokumentacji projektowej, specyfikacji technicznych (SST) oraz norm branżowych. Moim zdaniem to ma duży sens, bo inspektor nie jest bezpośrednio zaangażowany w wykonawstwo, więc patrzy na sprawę bardziej „z boku” i pilnuje interesu inwestora i zgodności z projektem. W praktyce wygląda to tak, że wykonawca proponuje wykorzystanie lokalnego surowca, np. piasku z pobliskiego wyrobiska czy darni z pasa robót. Inspektor nadzoru sprawdza uziarnienie, zanieczyszczenia, nośność, przydatność do umocnień biologicznych albo do podsypek i dopiero po pozytywnej ocenie dopuszcza ich użycie. W wielu specyfikacjach technicznych wprost zapisuje się, że „materiały pochodzenia miejscowego mogą być zastosowane po akceptacji inspektora nadzoru”. Jest to standardowa praktyka w robotach hydrotechnicznych i regulacyjnych, bo lokalny materiał bywa tańszy, ale jego parametry są bardzo zróżnicowane. Inspektor sprawdza też, czy materiał nie narusza przepisów ochrony środowiska, np. czy darń nie jest pobierana z obszarów chronionych, a piasek nie pochodzi z nielegalnej eksploatacji. Dzięki temu procesowi akceptacji ogranicza się ryzyko, że umocnienia z faszyny lub darni rozpadną się po pierwszej większej wodzie albo że skarpy będą się osuwać przez zbyt słabą pospółkę. W dobrych praktykach budowy i utrzymania cieków przyjmuje się, że inspektor nadzoru jest ostatecznym „filtrem jakości” dla materiałów, zwłaszcza tych nieprzewidzianych pierwotnie w projekcie lub pochodzących z miejscowych źródeł.
W robotach regulacyjnych na ciekach naturalnych bardzo łatwo pomylić role poszczególnych uczestników procesu budowlanego. Wydaje się na pierwszy rzut oka, że skoro inwestor płaci, to on powinien akceptować materiały, albo że projektant, jako autor dokumentacji, musi wyrazić zgodę na każdy piasek, darń czy faszynę. Z mojego doświadczenia na budowach hydrotechnicznych wynika jednak, że takie myślenie prowadzi do nieporozumień i opóźnień. Inwestor określa wymagania ogólne, finansuje zadanie i zatwierdza dokumentację, ale na co dzień nie zajmuje się oceną jakości konkretnej partii piasku czy pospółki przywiezionej na budowę. To nie jest jego rola operacyjna. Podobnie projektant – on definiuje w projekcie parametry materiałów, np. frakcję kruszywa, grubość warstw, rodzaj faszyny czy sposób darniowania. Projektant nie stoi jednak na budowie i nie bada, czy dana darń z pobliskiej łąki ma odpowiednią miąższość i system korzeniowy. Jego zadaniem jest raczej nadzór autorski, czyli pilnowanie zgodności rozwiązań z przyjętą koncepcją, a nie bieżąca akceptacja każdej dostawy materiału miejscowego. Częsty błąd polega też na przecenianiu roli kierownika budowy. Kierownik organizuje roboty, dobiera technologię wykonania, nadzoruje brygady, odpowiada za BHP i terminowość, a także za zgodność wykonania z projektem. Naturalnie, kierownik w pierwszej kolejności weryfikuje, czy materiał w ogóle nadaje się do wbudowania, ale jego decyzja nie zastępuje formalnej akceptacji wymaganej przez przepisy i specyfikacje techniczne. W dokumentach kontraktowych i SST bardzo często zapisuje się wprost, że materiały z miejscowego surowca mogą być użyte po zatwierdzeniu przez inspektora nadzoru. Inspektor działa w imieniu inwestora, ma uprawnienia kontrolne i to on odpowiada za odbiór jakościowy robót i materiałów. Jeżeli tę funkcję „przerzuci się” na inwestora, projektanta albo samego kierownika budowy, traci się niezależny nadzór, który jest kluczowy szczególnie przy regulacji cieków, gdzie jakość faszyny, darni czy pospółki przekłada się wprost na trwałość umocnień i bezpieczeństwo przeciwpowodziowe. Dlatego poprawne zrozumienie podziału ról jest tutaj naprawdę ważne.