Proces korozji cynku, czyli to, co zachodzi na powierzchni blachy ocynkowanej, jest dość charakterystyczny, bo zamiast typowej czerwonej lub rudawej rdzy, jak w przypadku żelaza, pojawia się nalot biały. W praktyce można spotkać się z określeniem „biała rdza” – to właśnie ten proszkowy osad, który tworzy się, gdy cynk reaguje z wilgocią i tlenem z powietrza, najczęściej przy ograniczonym dostępie powietrza lub w warunkach podwyższonej wilgotności. Z punktu widzenia ochrony antykorozyjnej, to ważny sygnał, bo biała rdza wskazuje na zużywanie się powłoki cynkowej, która chroni stal właściwą przed agresywnym działaniem środowiska. Moim zdaniem warto pamiętać, że te naloty nie zawsze są groźne, bo często powstają powierzchownie i nie prowadzą od razu do utraty właściwości ochronnych. Standardy branżowe, np. PN-EN ISO 9223 czy wytyczne dotyczące zabezpieczeń antykorozyjnych, jasno wskazują, że kontrola stanu powłoki cynkowej to podstawa eksploatacji konstrukcji stalowych. W praktyce przemysłowej biała rdza pojawia się dość często na świeżo ocynkowanych elementach, które były przechowywane w złych warunkach, np. pod folią albo w miejscach bez dobrej wentylacji. Trzeba umieć to rozpoznać, żeby nie pomylić jej ze znacznie groźniejszą rdzą żelazistą. No i warto pamiętać, że po jakimś czasie na powierzchni cynku tworzy się stabilniejsza warstwa tlenków i węglanów cynku, która już chroni metal dużo skuteczniej – to taki naturalny mechanizm samoobrony cynku.
Wiele osób kojarzy rdzę przede wszystkim z czerwonym lub rdzawym nalotem na żelazie, co jest dość zrozumiałe, bo to najbardziej powszechny widok w codziennej praktyce, ale w przypadku cynku sytuacja wygląda inaczej. Czerwony i rudy kolor rdzy pojawia się wtedy, gdy koroduje żelazo lub stal – to tak zwana rdza żelazista, czyli głównie tlenki i wodorotlenki żelaza. Cynk natomiast, poddany działaniu wilgoci i tlenu, tworzy zupełnie inne produkty korozji, przede wszystkim wodorotlenek cynku, który daje charakterystyczny biały, pylący nalot. Czasem można pomylić czarny nalot (który powstaje na niektórych metalach, np. siarczkach na srebrze czy miedzi) z korozją cynku, ale to zupełnie inna reakcja chemiczna. Błąd polega często na utożsamianiu wszystkich rodzajów korozji z tym, co znamy z korozji żelaza – a jednak każdy metal koroduje trochę inaczej, tworząc inne produkty i barwy. Typowym nieporozumieniem jest przekonanie, że rdza zawsze musi być czerwona, co wynika głównie z obserwacji korodujących barier, płotów czy rur stalowych. Praktyka przemysłowa jednak uczy, że każdy materiał zabezpiecza się i diagnozuje osobno, według jego własnych mechanizmów korozji. W przypadku ocynkowanych blach najważniejsze to właśnie umiejętność rozróżnienia białej rdzy od innych nalotów – bo tylko wtedy można prawidłowo ocenić stopień zużycia powłoki i wdrożyć odpowiednie działania konserwacyjne. Z mojego doświadczenia wynika, że ignorowanie białych nalotów lub mylenie ich z błahą zabrudzeniem może prowadzić do przedwczesnego zużycia zabezpieczenia antykorozyjnego, zwłaszcza tam, gdzie środowisko jest wilgotne lub kwaśne. Dlatego taka wiedza to naprawdę podstawa w branży metalowej.