Stan świadomości osoby z niepełnosprawnością ocenia się przede wszystkim na podstawie
Stan świadomości ocenia się przede wszystkim przez sprawdzenie, czy osoba jest zorientowana w czasie i miejscu, czyli czy wie, jaki jest dzień lub pora dnia, gdzie się znajduje, co się dzieje i często także kim jest. To jest bardzo praktyczny element obserwacji stanu ogólnego, bo zaburzenia orientacji mogą świadczyć o pogorszeniu neurologicznym, niedotlenieniu, hipoglikemii, odwodnieniu, infekcji, działaniu leków albo rozwijającym się majaczeniu. W dobrej praktyce opiekuńczej nie chodzi o odpytywanie jak w szkole, tylko spokojne zadanie prostych pytań i ocenę odpowiedzi w kontekście stanu podopiecznego. Moim zdaniem to jedna z tych umiejętności, które naprawdę przydają się na dyżurze, bo szybka zmiana zachowania bywa pierwszym sygnałem alarmowym. Opiekun medyczny obserwuje, dokumentuje i zgłasza niepokojące objawy pielęgniarce lub lekarzowi. Pamięć, mimika czy sposób poruszania mogą coś podpowiadać, ale nie są głównym kryterium oceny świadomości. W praktyce używa się też prostych skal i opisów, np. czy osoba reaguje na głos, ból, czy jest senna, splątana, logiczna w kontakcie. Najważniejsze jest porównanie z wcześniejszym funkcjonowaniem pacjenta, bo u osoby z otępieniem bazowy poziom orientacji może być już obniżony.
Przy ocenie świadomości łatwo pomylić ogólną obserwację wyglądu pacjenta z oceną funkcji poznawczych i neurologicznych. Pamięć odległa, na przykład wspominanie wydarzeń sprzed wielu lat, nie jest najlepszym wskaźnikiem aktualnego stanu świadomości. Osoba z otępieniem może świetnie pamiętać dzieciństwo, a jednocześnie nie wiedzieć, gdzie teraz jest. I odwrotnie, ktoś po stresie albo w bólu może słabo odpowiadać na pytania o przeszłość, mimo że jest przytomny i logiczny w kontakcie. Sposób chodzenia i siadania mówi raczej o sprawności ruchowej, równowadze, sile mięśniowej, bólu, niedowładach albo chorobie Parkinsona. To ważne w ocenie samodzielności i ryzyka upadku, ale nie rozstrzyga, czy świadomość jest prawidłowa. Wyraz twarzy też bywa mylący. Smutek, napięcie, grymas bólu, maskowata twarz w parkinsonizmie albo zmęczenie mogą wyglądać niepokojąco, ale same w sobie nie określają orientacji pacjenta. Typowy błąd polega na tym, że oceniamy człowieka po tym, jak wygląda lub jak się porusza, zamiast sprawdzić kontakt słowny i orientację. Dobra praktyka jest prostsza: spokojnie pytamy o miejsce, czas, sytuację, obserwujemy adekwatność odpowiedzi, tempo reakcji, senność, splątanie i nagłą zmianę zachowania. Z mojego doświadczenia, właśnie takie drobne pytania najczęściej pokazują, że coś zaczyna się dziać, nawet zanim pojawią się bardziej widoczne objawy.