Jeśli opiekun nie stosuje się do zaleceń dotyczących czasu wykonania okładu zimnego i przerw między okładami z lodu to takie postępowanie sprzyja
Niestosowanie zaleconego czasu trwania zimnego okładu i przerw między przykładaniem lodu sprzyja głównie miejscowemu odmrożeniu, nadmiernemu wychłodzeniu tkanek oraz podrażnieniu skóry. Zimno powoduje skurcz naczyń krwionośnych, zmniejsza przepływ krwi, obniża temperaturę skóry i tkanek podskórnych. To jest pożądane przy obrzęku, bólu czy świeżym urazie, ale tylko wtedy, gdy zabieg jest wykonany z głową. Jeśli lód leży zbyt długo albo jest przykładany bez przerw, tkanki mogą zostać uszkodzone podobnie jak przy oparzeniu, tylko że zimnem. W praktyce dobrym standardem jest stosowanie okładu przez czas określony w procedurze placówki lub zleceniu, najczęściej kilkanaście minut, z zabezpieczeniem skóry cienką tkaniną i regularną kontrolą jej wyglądu. Trzeba obserwować zblednięcie, sinienie, drętwienie, pieczenie, ból i nadmierne zaczerwienienie po zdjęciu okładu. Moim zdaniem to jedna z tych prostych czynności, które wyglądają niewinnie, a przy niedbalstwie mogą zrobić pacjentowi realną krzywdę. Opiekun powinien pilnować czasu, nie przykładać lodu bezpośrednio na skórę i zawsze reagować, gdy podopieczny zgłasza mrowienie lub silny dyskomfort.
Przy zimnych okładach najważniejszy problem wynika z nadmiernego działania niskiej temperatury na skórę i tkanki podskórne. Błędne jest więc skupianie się głównie na maceracji naskórka, stanach zapalnych stawów, martwicy skóry czy wybroczynach jako typowych skutkach nieprzestrzegania czasu i przerw. Maceracja kojarzy się bardziej z długotrwałym zawilgoceniem skóry, na przykład przy mokrych opatrunkach, pieluchomajtkach, nadmiernym poceniu lub braku właściwej pielęgnacji. Sam zimny okład z lodu, wykonany nieprawidłowo, nie prowadzi typowo do zapalenia sąsiednich stawów. To jest raczej pomieszanie pojęć: stan zapalny stawu ma inne przyczyny i nie jest podstawowym powikłaniem zbyt długiego chłodzenia. Martwica skóry może wystąpić w skrajnych sytuacjach ciężkiego uszkodzenia tkanek, ale w pytaniu chodzi o najbardziej typowe i bezpośrednie zagrożenie, czyli odmrożenie miejscowe, wychłodzenie oraz podrażnienie skóry. Podobnie wybroczyny i krwawienia częściej wiążą się z kruchością naczyń, zaburzeniami krzepnięcia, urazem mechanicznym albo leczeniem przeciwzakrzepowym, a nie z prawidłowo rozumianym efektem zimna. Zimno zasadniczo zwęża naczynia, więc nie jest logiczne wskazywanie krwawień jako głównego skutku. Typowy błąd myślowy polega tutaj na tym, że ktoś kojarzy każdy nieprawidłowy zabieg miejscowy z dowolnym uszkodzeniem skóry. W opiece trzeba jednak myśleć mechanizmem działania: niska temperatura plus zbyt długi czas równa się ryzyko uszkodzenia przez zimno.