Podczas spaceru z pacjentem z niedowładem połowiczym prawostronnym opiekun powinien znajdować się
W tej sytuacji opiekun powinien iść po stronie niedowładnej, czyli po prawej stronie pacjenta, oraz lekko za nim. Przy niedowładzie połowiczym prawostronnym prawa kończyna dolna i prawa kończyna górna są słabsze, gorzej kontrolowane, czasem też pacjent ma zaburzone czucie i równowagę. Ustawienie się tuż za pacjentem po stronie osłabionej daje możliwość szybkiej asekuracji, np. podtrzymania za pas transferowy, biodro albo przedramię, gdy pacjent zachwieje się przy stawianiu prawej nogi. Moim zdaniem to jedna z tych zasad, które trzeba sobie dobrze wyobrazić praktycznie, a nie tylko zapamiętać. Opiekun nie ciągnie pacjenta do przodu, tylko idzie blisko, kontroluje tempo chodu, obserwuje ustawienie stopy, zmęczenie, oddech i reakcje pacjenta. Zgodnie z dobrą praktyką rehabilitacyjną i opiekuńczą asekurujemy stronę słabszą, bo tam ryzyko upadku jest największe. Jeżeli pacjent używa laski, zwykle trzyma ją po stronie sprawniejszej, a opiekun zabezpiecza stronę niedowładną. Ważne jest też usunięcie przeszkód z trasy, dobranie obuwia antypoślizgowego i przypominanie pacjentowi o spokojnym, równym kroku.
Przy asekuracji osoby z niedowładem połowiczym łatwo pomylić stronę ustawienia opiekuna, bo intuicyjnie komuś może się wydawać, że trzeba iść po stronie zdrowej albo z przodu, żeby jakby prowadzić pacjenta. W praktyce jest odwrotnie. Strona zdrowa zwykle lepiej kontroluje równowagę, ma większą siłę mięśniową i pacjent częściej potrafi się nią podeprzeć. Strona niedowładna, tutaj prawa, jest bardziej narażona na ugięcie kolana, potknięcie, zahaczenie stopą o podłoże albo nagłe przesunięcie środka ciężkości. Dlatego opiekun powinien być właśnie po prawej stronie i lekko z tyłu, a nie po lewej stronie pacjenta. Ustawienie po stronie lewej zostawia osłabioną stronę bez realnej asekuracji, szczególnie w momencie skrętu, zatrzymania lub przechodzenia przez próg. Chodzenie tuż przed pacjentem też nie jest dobrym rozwiązaniem, bo ogranicza obserwację całej sylwetki i utrudnia szybkie zareagowanie na upadek do boku lub do tyłu. Opiekun stojący przed pacjentem może nawet blokować tor chodu i prowokować niepewny krok, zwłaszcza gdy pacjent ma po udarze lęk przed upadkiem albo zaburzenia koordynacji. Z mojego doświadczenia wynika, że najczęstszy błąd myślowy polega na traktowaniu spaceru jak zwykłego prowadzenia za rękę. A to jest asekuracja chodu, czyli kontrolowane zabezpieczenie pacjenta w miejscu największego ryzyka. Dobra praktyka mówi: blisko pacjenta, po stronie słabszej, lekko za nim, z gotowością do podparcia tułowia lub użycia pasa asekuracyjnego. Oczywiście trzeba też dostosować tempo, obserwować zmęczenie i nie szarpać pacjenta, bo wtedy łatwo zaburzyć równowagę jeszcze bardziej.