Mężczyzna aktywny zawodowo uległ wypadkowi, w wyniku którego stał się w dużej mierze zależny od osób opiekujących się nim. Często, gdy opiekun proponuje mu wykonanie określonych działań czy zabiegów, podopieczny odmawia twierdząc, że nie ma w tej chwili ochoty na daną czynność. Czasem próbuje ją wykonać samodzielnie, a przy niepowodzeniu złości się. Takie postępowanie wiąże się z niezaspokojoną potrzebą
Odpowiedź „autonomii” jest właściwa, bo w opisanej sytuacji najważniejszy problem nie dotyczy samego zabiegu czy czynności, tylko poczucia utraty kontroli nad własnym życiem. Mężczyzna przed wypadkiem był aktywny zawodowo, czyli prawdopodobnie sam decydował o rytmie dnia, obowiązkach, sposobie wykonywania różnych działań. Po wypadku stał się zależny od opiekunów, więc może odbierać pomoc jako ograniczenie wolności, nawet jeśli opiekun ma dobre intencje. Odmowa wykonania czynności „bo nie ma ochoty” może być sposobem zaznaczenia: to ja decyduję. Próby samodzielnego działania i złość przy niepowodzeniu też pasują do niezaspokojonej potrzeby autonomii, czyli samostanowienia, sprawczości i wpływu na własne ciało oraz codzienność. W praktyce opiekun powinien stosować zasadę wspierania, a nie wyręczania. Dobrą praktyką jest pytanie: „Woli pan umyć twarz teraz czy po śniadaniu?”, „Którą koszulę pan wybiera?”, „Czy chce pan spróbować sam, a ja pomogę tylko przy trudniejszym etapie?”. To jest zgodne z podejściem podmiotowym, prawami pacjenta i standardami opieki skoncentrowanej na osobie. Moim zdaniem to jedna z ważniejszych rzeczy w pracy opiekuna: czasem technicznie szybciej byłoby zrobić coś za podopiecznego, ale terapeutycznie lepiej jest zostawić mu możliwie dużo samodzielności. Nawet małe decyzje budują poczucie godności i zmniejszają opór.
W tej sytuacji łatwo pomylić kilka potrzeb, bo zachowanie podopiecznego jest emocjonalne i może wyglądać jak zwykły sprzeciw albo upór. Jednak sedno problemu tkwi w utracie niezależności po wypadku. Potrzeba bezpieczeństwa fizycznego dotyczyłaby przede wszystkim ochrony przed urazem, bólem, upadkiem, zakażeniem czy innym zagrożeniem dla zdrowia. Gdyby mężczyzna odmawiał zabiegów, bo bałby się bólu, nie ufał sprzętowi albo obawiał się upadku podczas pionizacji, wtedy można by mocniej rozważać bezpieczeństwo. Tutaj jednak akcent jest inny: on chce decydować, kiedy coś zrobi, i próbuje robić rzeczy samodzielnie. To bardziej wskazuje na potrzebę autonomii. Rozwój zainteresowań też nie pasuje, ponieważ opis nie mówi o nudzie, braku zajęć, pasji czy organizacji czasu wolnego. Oczywiście aktywizacja jest ważna, szczególnie u osób po nagłej niepełnosprawności, ale nie ona tłumaczy złość przy niepowodzeniu czynności samoobsługowych. Mylenie autonomii z dominacją to dość częsty błąd. Dominacja oznaczałaby potrzebę podporządkowania sobie innych, narzucania im swojej woli i kontroli nad opiekunem jako osobą. W opisie nie chodzi o „rządzenie” personelem, tylko o odzyskanie wpływu na własne czynności dnia codziennego. Z mojego doświadczenia, jeśli opiekun uzna takie zachowanie za złośliwość albo chęć dominacji, zaczyna niepotrzebnie walczyć z pacjentem. Lepsze jest spokojne ustalanie granic, proponowanie wyboru, wzmacnianie samodzielności i cierpliwe asekurowanie. To pomaga zachować godność podopiecznego i jednocześnie zapewnia bezpieczną opiekę.