W przypadku zalegania u podopiecznego wydzieliny w drogach oskrzelowych oklepywanie pleców należy wykonać
Oklepywanie pleców przy zaleganiu wydzieliny w drogach oskrzelowych wykonuje się od dolnych żeber do szczytu płuc, dłonią ułożoną w „łódkę”. Taki kierunek pomaga przesuwać wydzielinę z niższych, obwodowych części drzewa oskrzelowego ku większym oskrzelom, skąd podopieczny może ją łatwiej odkrztusić albo można ją skuteczniej ewakuować zgodnie z zaleceniami personelu medycznego. Dłoń nie powinna być płaska i sztywna, bo wtedy uderzenie jest bolesne i mało efektywne. Ułożenie dłoni w „łódkę” tworzy poduszkę powietrzną, daje charakterystyczny głuchy odgłos i zmniejsza ryzyko urazu skóry czy tkanek. W praktyce oklepuje się rytmicznie, ale delikatnie, omijając kręgosłup, łopatki, okolice nerek i wystające elementy kostne. Moim zdaniem to jedna z tych czynności, gdzie technika naprawdę robi różnicę. Dobrą praktyką jest wykonanie zabiegu przed posiłkiem albo minimum około 1–2 godziny po jedzeniu, obserwacja oddechu, koloru skóry, zmęczenia chorego i ewentualnego bólu. Przy duszności, krwiopluciu, świeżych urazach klatki piersiowej, osteoporozie czy niestabilnym stanie ogólnym trzeba zachować szczególną ostrożność i stosować się do zaleceń pielęgniarki lub fizjoterapeuty.
Przy oklepywaniu klatki piersiowej łatwo pomylić dwa elementy: kierunek przesuwania wydzieliny i sposób ułożenia dłoni. Samo myślenie „trzeba stukać po plecach, żeby coś się odkleiło” jest za mało precyzyjne. Wydzielina zalega zwykle w niższych i bardziej obwodowych partiach drzewa oskrzelowego, dlatego technika powinna wspierać jej przesuwanie ku większym oskrzelom i dalej do odkrztuszenia. Oklepywanie w dół drzewa oskrzelowego działałoby odwrotnie do celu zabiegu, bo zamiast ułatwiać ewakuację, mogłoby sprzyjać dalszemu zaleganiu wydzieliny. Z mojego doświadczenia takie błędne skojarzenie bierze się czasem z tego, że ktoś wyobraża sobie oskrzela jak rurkę, którą „strząsa się” w dół, ale fizjologicznie chodzi o pomoc w oczyszczaniu dróg oddechowych w kierunku odkrztuszania. Nieprawidłowe jest też używanie dłoni z wyprostowanymi palcami. Płaska dłoń daje twardsze, bardziej bolesne uderzenie, może podrażnić tkanki i nie daje tego efektu sprężystego oklepywania, jaki powstaje przy dłoni ułożonej w „łódkę”. Zakres oklepywania od górnych żeber aż do wysokości nerek także jest ryzykowny, bo okolice nerek nie powinny być oklepywane. Omija się również kręgosłup, łopatki i miejsca bardzo kostne. Dobra technika to ruch od dolnych żeber ku szczytom płuc, rytmiczny, kontrolowany, bez przesadnej siły. Ważna jest obserwacja podopiecznego: czy nie pojawia się duszność, sinica, ból, zawroty głowy albo nadmierne zmęczenie. To nie jest zwykłe „klepanie po plecach”, tylko element pielęgnacji i wspomagania drenażu drzewa oskrzelowego, więc musi być wykonany zgodnie z zasadami bezpieczeństwa.