Pacjent po zawale mięśnia sercowego jest osłabiony, ma trudności z siadaniem. W celu umożliwienia pacjentowi przyjęcia pozycji siedzącej na łóżku z opuszczonymi nogami opiekun medyczny powinien
W tej sytuacji najlepsze jest podłożenie jednej ręki pod plecy pacjenta, a drugiej pod kolana i spokojne posadzenie go na łóżku z opuszczonymi nogami. Pacjent po zawale mięśnia sercowego jest osłabiony, może mieć duszność, zawroty głowy, spadek ciśnienia albo lęk przed ruchem. Dlatego opiekun medyczny nie powinien oczekiwać, że pacjent sam wykona duży wysiłek. Technika z podparciem pleców i kolan daje kontrolę nad tułowiem oraz kończynami dolnymi, zmniejsza ryzyko nagłego osunięcia się, przeciążenia mięśni i niepotrzebnego napięcia. To jest zgodne z dobrą praktyką bezpiecznej mobilizacji pacjenta: najpierw informujemy chorego, co będziemy robić, oceniamy jego stan, zabezpieczamy łóżko, ustawiamy się stabilnie i wykonujemy ruch płynnie, bez szarpania. Moim zdaniem najważniejsze jest tu myślenie spokojne: pacjent kardiologiczny nie może być traktowany jak osoba w pełni sprawna, nawet jeśli chwilowo mówi, że da radę. Po posadzeniu warto chwilę obserwować kolor skóry, oddech, zgłaszany ból w klatce piersiowej, osłabienie i zawroty głowy. Jeśli pojawią się niepokojące objawy, należy przerwać czynność i poinformować pielęgniarkę lub lekarza.
Przy pacjencie po zawale mięśnia sercowego trzeba unikać rozwiązań, które przerzucają zbyt dużą część wysiłku na chorego albo dają opiekunowi zbyt małą kontrolę nad jego ciałem. Podanie drabinek i polecenie, aby pacjent sam usiadł, może wyglądać praktycznie, bo drabinki często pomagają osobom leżącym w zmianie pozycji. Jednak u osoby świeżo po zawale jest to ryzykowne. Samodzielne podciąganie się wymaga pracy mięśni brzucha, kończyn górnych i obręczy barkowej, a to może zwiększać zapotrzebowanie serca na tlen. W praktyce może skończyć się dusznością, bólem zamostkowym, zawrotem głowy albo nagłym osłabnięciem. Podłożenie ręki pod plecy i jednoczesne przytrzymywanie kołdry nie rozwiązuje problemu, bo kołdra nie stabilizuje nóg i nie pomaga w bezpiecznym przeniesieniu kończyn poza brzeg łóżka. Pacjent może zsunąć się, skręcić tułów albo zostać w niewygodnej pozycji półsiedzącej. Podanie rąk i polecenie siadania także jest złudnie dobre. Częsty błąd myślowy polega na tym, że skoro pacjent chwyta opiekuna za ręce, to znaczy, że jest bezpiecznie. A nie zawsze tak jest. Wtedy chory ciągnie się do przodu, opiekun może stracić równowagę, a pacjent nie ma zabezpieczonych kolan ani miednicy. Dobra technika polega na aktywnej asekuracji: opiekun podpiera plecy i kończyny dolne, prowadzi ruch całego ciała i cały czas obserwuje reakcję pacjenta. Z mojego doświadczenia, lepiej wykonać tę czynność wolniej, ale pewnie, niż szybko i potem ratować sytuację, gdy pacjent robi się blady albo osuwa się na bok.