W celu określenia ryzyka wystąpienia odleżyn u podopiecznego należy wykorzystać skalę
Do oceny ryzyka wystąpienia odleżyn stosuje się skale Norton lub Douglas, bo są to narzędzia ukierunkowane właśnie na czynniki sprzyjające uszkodzeniu skóry i tkanek głębiej położonych. W praktyce chodzi o to, żeby nie czekać, aż pojawi się zaczerwienienie, tylko wcześniej wyłapać pacjenta zagrożonego. Skala Norton ocenia m.in. stan fizyczny, stan psychiczny, aktywność, zdolność poruszania się oraz nietrzymanie moczu lub stolca. Im gorszy wynik, tym większe ryzyko odleżyn i tym szybciej trzeba wdrożyć profilaktykę. Skala Douglas również służy do rozpoznawania zagrożenia odleżynami, uwzględniając stan chorego i czynniki opiekuńcze ważne przy długotrwałym unieruchomieniu. Moim zdaniem to jedna z tych rzeczy, które naprawdę mają sens w codziennej pracy, bo wynik skali przekłada się na konkretne działania: regularną zmianę pozycji, obserwację skóry nad kością krzyżową, piętami, łopatkami i łokciami, stosowanie materaca przeciwodleżynowego, dbanie o suchą pościel, higienę skóry oraz prawidłowe odżywienie i nawodnienie. Dobra praktyka jest taka, żeby ocenę powtarzać, zwłaszcza po pogorszeniu stanu pacjenta, po zabiegu, przy gorączce, niedożywieniu albo większym unieruchomieniu. Sama jednorazowa ocena to trochę za mało, trzeba ją połączyć z dokumentacją i realnym planem opieki.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo wszystkie podane nazwy brzmią jak profesjonalne skale medyczne i faktycznie są używane w ocenie pacjenta. Problem polega na tym, że nie każda skala służy do tego samego celu. Skala Glasgow, czyli GCS, ocenia poziom świadomości chorego na podstawie reakcji otwierania oczu, odpowiedzi słownej i reakcji ruchowej. Jest bardzo ważna np. po urazach głowy, w neurologii, w stanach nagłych, ale sama nie określa ryzyka odleżyn. Pacjent z niską punktacją w Glasgow może oczywiście być bardziej narażony, bo jest unieruchomiony i nie współpracuje, ale to jest wniosek pośredni, a nie właściwa ocena odleżynowa. Skala Barthel też bywa mylona z oceną odleżyn, ponieważ dotyczy samodzielności w czynnościach dnia codziennego: jedzenia, przemieszczania się, higieny, korzystania z toalety czy chodzenia. Niski wynik Barthel mówi, że pacjent wymaga większej pomocy, ale nie zastępuje skali Norton ani Douglas. Z mojego doświadczenia uczniowie często wybierają Barthel, bo kojarzą ją z pacjentem leżącym i niesamodzielnym. To skojarzenie jest logiczne, ale na egzaminie trzeba trzymać się przeznaczenia narzędzia. Do profilaktyki odleżyn potrzebna jest skala, która analizuje czynniki bezpośrednio związane z uciskiem, wilgocią, ograniczeniem ruchomości, stanem ogólnym i zdolnością do zmiany pozycji. Dlatego poprawne są Norton lub Douglas. Wynik takiej skali powinien prowadzić do konkretnych działań: częstszej zmiany ułożenia, kontroli skóry, ochrony miejsc narażonych na ucisk, użycia materaca przeciwodleżynowego i dokładnej dokumentacji obserwacji.