W sytuacji, gdy ktoś spadł z wysokości, takiej jak drabina, i skarży się na ból szyi, pierwsza i najważniejsza rzecz to stabilizacja kręgów szyjnych. To całkiem logiczne, ale w ferworze akcji łatwo zapomnieć, że każdy, nawet drobny ruch, może pogorszyć ewentualne uszkodzenia rdzenia kręgowego. Praktyka pokazuje, że u osób po urazach wysokoenergetycznych, zwłaszcza jeżeli leżą i zgłaszają ból w obrębie kręgosłupa, podejrzewa się uraz tego kręgosłupa aż do czasu wykluczenia go przez lekarza. Ja zawsze podkreślam: nie wolno podnosić, przekładać, podsuwać poduszek czy próbować sadzać takiej osoby. Stabilizacja szyi, najlepiej rękami (tzw. ręczna stabilizacja bierna) do czasu przyjazdu ratowników, to często klucz do minimalizacji powikłań. W ratownictwie medycznym funkcjonuje zasada 'najpierw ochrona życia, potem zdrowia', a uszkodzenie rdzenia to niestety w praktyce czasem trwałe kalectwo. Z doświadczenia wiem, że już sama presja otoczenia skłania do działania, ale tu liczy się precyzja i chłodna głowa. Można wykorzystać np. ręce lub dostępne stabilizatory, ale najważniejsze to nie poruszać szyją i nie pozwolić, żeby poszkodowany to zrobił. W realnych akcjach taka postawa jest po prostu standardem – i dobrze, bo potem dużo mniej problemów. Mimo że wygląda to na bierne czekanie, to właśnie wtedy ratujemy komuś zdrowie, a może nawet życie.
W przypadku upadków z wysokości, zwłaszcza jeśli ktoś zgłasza ból szyi, podstawowe zasady udzielania pierwszej pomocy wyraźnie wskazują na konieczność unieruchomienia i stabilizacji kręgosłupa szyjnego. Ułożenie poszkodowanego w pozycji bezpiecznej może wydawać się intuicyjne, szczególnie jeśli obawiamy się utraty przytomności czy zachłyśnięcia, ale w takich przypadkach grozi to pogorszeniem ewentualnych urazów kręgosłupa – obracanie poszkodowanego bez wskazań i zabezpieczenia głowy bardzo często prowadzi do uszkodzeń rdzenia. Podobnie odciąganie poszkodowanego w inne miejsce bez wyraźnego zagrożenia, jak np. pożar czy zawalenie konstrukcji, jest nie tylko niezalecane, ale wręcz niebezpieczne. To kolejny mit, że trzeba kogoś natychmiast przenieść – praktyka ratownicza uczy, że bezpośrednie zagrożenie życia jest jedynym powodem do przesuwania osoby z podejrzeniem urazu kręgosłupa. Próba postawienia poszkodowanego na nogi to już sytuacja, która może prowadzić do tragicznych konsekwencji. Często wynika to z braku wiedzy lub pośpiechu, ale w rzeczywistości nawet nieznaczny ruch może skutkować trwałym paraliżem. Z mojego doświadczenia to właśnie działanie „na szybko” i intuicyjne pomaganie, bez zrozumienia mechaniki urazowej, prowadzi do największych błędów. Rekomendacje Polskiej Rady Resuscytacji oraz wytyczne Europejskiej Rady Resuscytacji jasno podkreślają: w każdym przypadku podejrzenia urazu kręgosłupa – absolutnie nie poruszać poszkodowanego, nie przemieszczać go i nie wprowadzać zbędnych zmian pozycji. Stabilizacja kręgosłupa szyjnego do czasu przyjazdu ratowników jest jedyną bezpieczną opcją w tej sytuacji. To trochę trudne, bo nasze odruchy często podpowiadają inaczej, ale tutaj technika i wiedza są ważniejsze niż instynkt.