To jest właśnie ten sposób, który najczęściej sprawdza się w praktyce opieki nad osobami z zaawansowaną chorobą Parkinsona. Kiedy podopieczny nadal potrafi chodzić, ale ma już spore trudności z koordynacją, równowagą albo siłą mięśniową, prysznic na taborecie pod nadzorem opiekuna daje najwięcej bezpieczeństwa i komfortu. W polskich domach opieki czy na oddziałach neurologicznych to niemal standardowa procedura. Taboret pod prysznicem zmniejsza ryzyko upadku – a przecież wiadomo, że u pacjentów z Parkinsonem upadki to poważny problem, częściej niż gdzie indziej kończą się złamaniami. Pomoc opiekuna w takich warunkach pozwala nie tylko zadbać o higienę, ale też zachować resztki samodzielności i poczucie godności. Z mojego doświadczenia wynika, że dobrym uzupełnieniem jest zamontowanie uchwytów i mat antypoślizgowych. Takie rozwiązanie uwzględnia nie tylko potrzeby fizyczne, ale i psychiczne chorego. Osoba ma szansę poczuć, że jeszcze coś może, a opiekun czuwa i w razie czego zareaguje. To po prostu dobre połączenie teorii z praktyką, które daje realne efekty.
W przypadku zaawansowanej choroby Parkinsona, przyjęcie podejścia polegającego na całkowitej samodzielności podczas higieny – na przykład pod prysznicem na stojąco lub samodzielnie w wannie – jest mocno ryzykowne. Osoby z tą chorobą często zmagają się z drżeniami, sztywnością mięśni, brakiem równowagi i nagłymi zablokowaniami ruchów (tzw. freezing). Próba samodzielnego wejścia czy wyjścia z wanny, nawet z uchwytami, to najczęstszy powód upadków – w praktyce często prowadzi to do niebezpiecznych urazów. Prysznic na stojąco jest również zdecydowanie zbyt wymagający fizycznie. Znam przypadki, gdzie nawet osoby umiarkowanie sprawne miały ogromny problem z utrzymaniem równowagi – wilgoć i poślizg dodatkowo zwiększają zagrożenie. Z drugiej strony, ograniczenie podopiecznego tylko do toalety w łóżku, wykonywanej przez opiekuna, choć bywa niezbędne u osób leżących, dla chodzącego chorego prowadzi do szybszej utraty sprawności fizycznej i poczucia samodzielności. To taki częsty błąd: zbyt szybko rezygnujemy z prób aktywizacji, gdy jeszcze można coś zrobić. Właściwą praktyką jest łączenie bezpieczeństwa z aktywizacją – czyli umożliwienie mycia pod opieką, na siedząco, z odpowiednimi zabezpieczeniami i pomocą, co jest zgodne z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego oraz wytycznymi praktyki pielęgniarskiej. Ważne, żeby dążyć do maksymalnego wykorzystania potencjału osoby chorej, ale zawsze w bezpiecznych warunkach.