Najbardziej sprzyjającym zestawem czynników rozwoju miażdżycy są: wysokie stężenie cholesterolu we krwi, nadciśnienie tętnicze oraz stres. Każdy z tych elementów ma dobrze udokumentowany wpływ na uszkodzenia ścian naczyń krwionośnych i przyspieszenie powstawania blaszek miażdżycowych. Wysoki poziom cholesterolu, zwłaszcza frakcji LDL, prowadzi do odkładania się tłuszczów w ścianach tętnic. Z czasem te złogi tworzą blaszki, które mogą zwężać światło naczyń i blokować przepływ krwi. Nadciśnienie dodatkowo uszkadza wyściółkę naczyń, co ułatwia przenikanie cholesterolu do ich ściany. Natomiast długotrwały stres powoduje podwyższone wydzielanie hormonów, takich jak adrenalina i kortyzol. One z kolei przyczyniają się m.in. do wzrostu ciśnienia, zaburzeń metabolizmu lipidów czy zwiększonej agregacji płytek krwi. Moim zdaniem, jeśli ktoś myśli o prewencji chorób sercowo-naczyniowych, absolutną podstawą jest regularne badanie poziomu cholesterolu, kontrolowanie ciśnienia oraz nauka radzenia sobie ze stresem. W praktyce lekarze i dietetycy powtarzają, że najlepsze efekty daje połączenie leczenia farmakologicznego ze zmianą stylu życia. Z mojego doświadczenia – osoby, które eliminują te ryzyka, faktycznie rzadziej trafiają do szpitala z zawałem czy udarem. Mówiąc wprost, nie ma tu drogi na skróty – bez ogarnięcia tych trzech czynników nie da się skutecznie zabezpieczyć przed miażdżycą, niezależnie od wieku. Warto o tym pamiętać na co dzień, bo lepiej zapobiegać niż potem leczyć powikłania.
Wielu ludzi nie do końca rozumie, które czynniki rzeczywiście mają największy wpływ na rozwój miażdżycy i często myli pojęcia związane z dietą, aktywnością fizyczną czy ciśnieniem tętniczym. Zwiększona aktywność fizyczna sama w sobie nie sprzyja powstawaniu miażdżycy – wręcz przeciwnie, uznaje się ją za jeden z najważniejszych elementów profilaktyki chorób układu krążenia. Ćwiczenia pomagają obniżyć poziom złego cholesterolu LDL, podnoszą HDL (czyli tzw. dobry cholesterol), regulują ciśnienie i wspierają prawidłową masę ciała. Z kolei dieta wysokowęglowodanowa, o ile nie jest nadmiernie bogata w cukry proste, nie jest bezpośrednim czynnikiem miażdżycorodnym w takim stopniu jak dieta bogata w tłuszcze nasycone czy cholesterol. W teorii dieta bogatobiałkowa też nie jest jednoznacznie związana z ryzykiem miażdżycy, a obniżone ciśnienie krwi z reguły chroni naczynia, a nie im szkodzi. Wiele osób błędnie sądzi, że sam stres nie ma znaczenia – tymczasem chroniczne napięcie przyspiesza rozwój zmian w naczyniach, bo zaburza gospodarkę hormonalną i przyczynia się do wzrostu ciśnienia. Najczęstszy błąd myślowy polega na przecenianiu pojedynczego czynnika (np. diety czy stresu), podczas gdy miażdżyca jest schorzeniem wieloczynnikowym – dopiero współwystępowanie wysokiego poziomu cholesterolu, nadciśnienia oraz niehigienicznego stylu życia, w tym stresu, wywołuje realne zagrożenie. Standardy postępowania, np. Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, jasno wskazują na konieczność łącznej kontroli tych parametrów. Stąd, prawidłowe zrozumienie patofizjologii choroby jest kluczowe, a uproszczone podejście zwykle prowadzi do błędów w codziennych wyborach zdrowotnych. Najlepiej patrzeć na profilaktykę całościowo i nie szukać jednego winnego czy magicznej diety – kluczowe są regularne badania, zmiana nawyków i kontrola stresu.