W tej sytuacji mamy do czynienia z II stopniem odleżyny według klasyfikacji Torrance’a. To ważna sprawa, bo prawidłowe rozpoznanie stopnia odleżyny decyduje o dalszym postępowaniu opiekuńczym i leczeniu. Tutaj mamy już nie tylko utrzymujące się zaczerwienienie po zniesieniu ucisku (co jest typowe dla I stopnia), ale też pęcherze wypełnione płynem surowiczym. To właśnie one są charakterystyczne dla II stopnia – wtedy dochodzi do uszkodzenia naskórka i części skóry właściwej, ale bez głębszego zajęcia tkanek podskórnych. W praktyce podczas opieki nad pacjentami zauważenie takich objawów powinno od razu uruchomić alarm – to już nie jest stan początkowy i wymaga intensyfikacji działań. Zaleca się w takim przypadku m.in. odciążenie miejsca, stosowanie odpowiednich opatrunków nieprzylegających, utrzymanie czystości i wilgotności rany, a także bardzo dokładną obserwację. Moim zdaniem bardzo łatwo pomylić II stopień z III, bo czasem pęcherze wyglądają naprawdę groźnie, ale III stopień to już wyraźna utrata ciągłości skóry, widoczne tkanki podskórne, czasem nawet mięśnie. Warto pamiętać, że według najnowszych standardów i wytycznych, szybka reakcja na II stopień odleżyny może zapobiec poważnym powikłaniom, a nawet sepsie. Z mojego doświadczenia wynika, że zwracanie uwagi na pierwsze pęcherze naprawdę procentuje w dalszej opiece i ogranicza cierpienie pacjenta.
Wybór innego stopnia odleżyny niż II według klasyfikacji Torrance’a najczęściej wynika z błędnej interpretacji objawów skórnych. Zaczerwienienie utrzymujące się po zniesieniu ucisku, bez dodatkowych zmian, rzeczywiście odpowiada I stopniowi – tu jeszcze nie ma uszkodzenia skóry, mówimy o tzw. rumieniu niezblednącym. W opisanym przypadku jednak pojawiły się pęcherze wypełnione płynem surowiczym, co jednoznacznie wskazuje na naruszenie ciągłości naskórka. Jeśli ktoś uznał, że to I stopień, to pewnie skupił się tylko na zaczerwienieniu, pomijając obecność pęcherzy. Z drugiej strony, III i IV stopień to już znacznie poważniejsze stadia – w III stopniu występuje głębokie uszkodzenie tkanki, odsłonięcie warstw głębszych, czasem mięśni, a nawet martwica. Czwarty stopień to już destrukcja struktur takich jak kość, ścięgna czy stawy, często z obecnością czarnej martwicy czy zgorzeli. Częstym błędem jest przecenianie obrazu wizualnego pęcherzy – wyglądają groźnie, ale nie oznaczają jeszcze utraty głębokich tkanek. Branżowe standardy, takie jak wytyczne Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran czy zalecenia EPUAP, jasno rozróżniają te stopnie i wyraźnie podkreślają konieczność rozpoznania pęcherzy jako II stopnia. W praktyce błędne rozpoznanie prowadzi często do nieadekwatnego postępowania – zbyt łagodne traktowanie opóźnia leczenie, a zbyt agresywne może powodować niepotrzebny stres u pacjenta i narażać na dodatkowe powikłania. Moim zdaniem warto zawsze dokładnie oglądać zmiany na skórze i nie działać pochopnie, bo właściwa klasyfikacja jest kluczowa dla bezpieczeństwa i szybkiego powrotu do zdrowia.