Podnośnik nosidłowy to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie dla osoby z tetraplegią, kiedy trzeba ją przemieścić z łóżka na wózek inwalidzki. Osoby z tetraplegią nie mają praktycznie żadnej kontroli nad kończynami, a ich mobilność jest bardzo ograniczona, często wręcz zerowa. W takich przypadkach bezpieczeństwo – zarówno podopiecznego, jak i opiekuna – jest absolutnym priorytetem. Podnośnik mechaniczny stabilizuje ciało, minimalizuje ryzyko urazu i pozwala uniknąć przeciążeń kręgosłupa czy stawów. W praktyce, kiedy pracowałem na oddziale opieki długoterminowej, widziałem, jak podnośnik nosidłowy naprawdę ratuje sytuację – zwłaszcza przy większych osobach lub tych, które zupełnie nie współpracują z powodu braku siły czy problemów neurologicznych. Standardy opieki, zarówno polskie jak i europejskie, zalecają stosowanie profesjonalnych urządzeń dźwigowych w takich sytuacjach. Dobre praktyki pokazują, że nie warto ryzykować ręcznych transferów przy tetraplegii, bo skutki mogą być opłakane – od urazów skóry, przez upadki, aż po bardzo niebezpieczne uszkodzenia kręgosłupa. Czasem ktoś powie, że to przesada, ale z mojego doświadczenia wynika, że lepiej zrobić to porządnie – podnośnik to pewność, stabilność i wygoda dla wszystkich.
Wybór takich narzędzi jak drabinka łóżkowa, krążek obrotowy czy poręcz łóżkowa przy transferze osoby z tetraplegią to, moim zdaniem, częsty błąd wynikający z niezrozumienia specyfiki tej niepełnosprawności. Drabinka łóżkowa, choć bywa bardzo pomocna dla osób z częściowo zachowaną sprawnością rąk, nic nie daje tam, gdzie podopieczny nie jest w stanie samodzielnie chwycić i pociągnąć się, a tak właśnie jest w przypadku tetraplegii. Krążek obrotowy natomiast służy raczej do ułatwienia obrotu podczas wstawania, ale wymaga, żeby osoba choć w minimalnym stopniu mogła stanąć na nogach i utrzymać równowagę – przy tetraplegii to po prostu nierealne. Podobnie poręcz łóżkowa – fajna sprawa dla tych, którzy mają choć trochę siły w rękach czy nogach, żeby się podciągnąć albo przytrzymać. Niestety u pacjentów z porażeniem czterokończynowym to całkowicie niewystarczające i wręcz niebezpieczne. Opieranie się na takich przyrządach może skończyć się upadkiem, urazem lub przeciążeniem opiekuna, bo cała praca spada na niego. Moim zdaniem to taki typowy schemat myślowy: skoro coś pomaga osobom sprawniejszym, to może pomoże zawsze. A tu trzeba patrzeć na stopień i rodzaj niepełnosprawności. Dobre praktyki branżowe i wytyczne jasno wskazują: przy braku możliwości współpracy ze strony podopiecznego należy używać profesjonalnych podnośników – to nie tylko wygoda, ale przede wszystkim bezpieczeństwo obu stron. Wielu początkujących opiekunów myśli, że poręcz czy drabinka wystarczy, ale to niestety droga na skróty i spore ryzyko poważnych komplikacji.