Stosowanie zimnego okładu przy obrażeniach mięśni, kości i stawów to rozwiązanie, które praktycznie zawsze sprawdza się w pierwszych godzinach po urazie. Chłodzenie obszaru urazu powoduje zwężenie naczyń krwionośnych, przez co dochodzi do ograniczenia przecieku płynów do tkanek i zmniejszenia obrzęku. Takie podejście jest zgodne z zaleceniami większości podręczników ratownictwa medycznego i ortopedii – termoterapia zimnem (tzw. krioterapia) to standard w leczeniu świeżych urazów. Z mojego doświadczenia wynika, że nawet zwykła torebka mrożonego groszku owinięta ręcznikiem doskonale spełnia swoją funkcję, byleby tylko nie przykładać lodu bezpośrednio do skóry, żeby nie doprowadzić do odmrożenia. W praktyce szkolnej często uczymy, że zimny okład należy stosować przez 15-20 minut, a potem robić przerwy – i to faktycznie działa, jeśli zależy nam na szybkim ograniczeniu obrzęku i bólu. Warto pamiętać, że zimno nie tylko ogranicza obrzęk, ale i trochę „znieczula” miejsce urazu. Moim zdaniem, jeśli ktoś złapie kontuzję na WF-ie czy podczas pracy fizycznej, zawsze lepiej mieć w pobliżu jakiś żelowy kompres do schładzania. To naprawdę potrafi uratować sytuację i przyspieszyć powrót do sprawności.
W przypadku urazów mięśni, kości i stawów bardzo łatwo popełnić błąd i wybrać metodę, która z pozoru wydaje się logiczna, ale w praktyce może nawet zaszkodzić. Stosowanie ciepłego kompresu na świeży uraz to częsty błąd – ciepło powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych, co w efekcie zwiększa przepływ krwi i może pogłębić obrzęk oraz ból. To rozwiązanie można stosować dopiero na późniejszych etapach leczenia, kiedy zależy nam na rozluźnieniu mięśni lub poprawie krążenia, ale nie w fazie ostrej tuż po urazie. Podobnie polewanie wodą przez 10 minut to metoda typowo wykorzystywana głównie w przypadku oparzeń skóry, gdzie kluczowe jest szybkie schłodzenie tkanek. W przypadku urazów mięśniowo-szkieletowych, taka praktyka jest nie tylko nieskuteczna, ale wręcz niezalecana – nie zapewni odpowiednio skoncentrowanego chłodzenia, a do tego może prowadzić do wychłodzenia całego organizmu. Bandażowanie opatrunkiem elastycznym owszem, bywa bardzo pomocne, ale przede wszystkim w kontekście unieruchomienia i stabilizacji uszkodzonej części ciała, a nie jako główny sposób zmniejszania obrzęku. Opatrunek elastyczny czasem lekko ogranicza narastanie obrzęku przez ucisk, ale prawdziwy efekt terapeutyczny daje właśnie zimny okład. Typowym błędem myślowym jest skupienie się wyłącznie na ucisku lub cieple, bo wydaje się, że to „leczy”, a tymczasem należy pamiętać, że w pierwszych godzinach najważniejsze jest ograniczenie opuchlizny i krwawienia wewnątrz tkanek. Standardy pierwszej pomocy, jak protokół RICE (Rest, Ice, Compression, Elevation), jasno wskazują na pierwszeństwo zimna i odpoczynku. Z mojego punktu widzenia najwięcej problemów pojawia się właśnie wtedy, gdy ktoś użyje złej temperatury lub założy tylko bandaż, licząc na szybki efekt. Dlatego warto zawsze pamiętać o właściwej kolejności działań i nie ulegać pozorom – bo to, co wydaje się logiczne, nie zawsze jest skuteczne.