Obserwacja uczestnicząca to absolutna podstawa w pracy opiekuna osób starszych, szczególnie u pacjentów z zaawansowaną chorobą Alzheimera i cukrzycą. Chodzi o to, żeby nie tylko patrzeć, jak podopieczny próbuje sam wykonać czynności higieniczne, ale też być przy nim, wspierać i na bieżąco reagować na to, z czym sobie radzi, a gdzie naprawdę potrzebuje pomocy. Moim zdaniem, to najpewniejszy sposób, żeby ocenić realny poziom samodzielności. Często dokumentacja medyczna, wywiady albo informacje z kart szpitalnych nie oddają tego, jak wygląda codzienność danej osoby. W praktyce, starsza osoba może w danym dniu czuć się zupełnie inaczej – raz lepiej, raz gorzej, czasem wystarczy zły dzień albo gorszy stan cukru, by już nie poradziła sobie z myciem czy zmianą ubrania. Dlatego obserwacja uczestnicząca, zgodnie z dobrą praktyką opieki długoterminowej i zaleceniami np. Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego, pozwala na indywidualne podejście. Z własnego doświadczenia wiem, że czasami tylko wtedy wychodzi, że podopieczny potrzebuje wsparcia w zupełnie nieoczywistych czynnościach, jak np. dokładne umycie rąk, mimo że resztą czynności radzi sobie sam. To właśnie dzięki takiemu podejściu można wdrażać bezpieczną i skuteczną opiekę, szanując resztki samodzielności, jakie zostały osobie starszej.
Wybierając inne źródła informacji niż obserwacja uczestnicząca, łatwo wpaść w pułapkę uproszczeń czy wręcz błędnych założeń dotyczących realnych możliwości osoby starszej z chorobą Alzheimera i cukrzycą. Wywiad z podopiecznym, choć czasem przydatny, w przypadku zaawansowanej demencji prawie nigdy nie daje wiarygodnych danych – osoby chore mogą nie pamiętać, nie rozumieć pytania albo przeceniać własne możliwości. Z mojego doświadczenia, nawet w początkowych fazach otępienia, samoocena bywa mocno zniekształcona. Z kolei korzystanie z karty informacyjnej leczenia szpitalnego albo dokumentów z zakładów opiekuńczych to już zupełnie inny poziom błędu. Te dokumenty są ważne z punktu widzenia wiedzy o stanie zdrowia, przebytych zabiegach czy stosowanych lekach, ale nie dają aktualnej, praktycznej wiedzy o codziennych umiejętnościach podopiecznego. Często są bardzo ogólne albo sporządzone przez personel, który widział chorego tylko w warunkach szpitalnych, które – jak wiadomo – różnią się diametralnie od środowiska domowego. Przenoszenie rutynowych ocen ze szpitala do domu jest niezgodne z dobrymi praktykami opieki geriatrycznej, bo nie bierze pod uwagę zmian zachowania, zmienności stanu i wpływu środowiska. Błędem jest też sądzić, że dokumentacja całkowicie zastąpi własny, aktywny udział opiekuna w ocenie. Najlepiej sprawdza się metoda obserwacyjna oparta na codziennym kontakcie i wsparciu – tak mówią nie tylko zalecenia branżowe, ale i zdrowy rozsądek. To dzięki temu można dostosować poziom wsparcia do faktycznych, a nie pozornych możliwości osoby starszej.