Prawidłowo wskazana została potrzeba obniżenia wzmocnienia w zakresie niskich częstotliwości. Efekt okluzji polega głównie na tym, że własny głos pacjenta jest odbierany jako dudniący, „w beczce”, z nadmiernym podbiciem basów. To zjawisko jest szczególnie silne właśnie w paśmie niskich częstotliwości, mniej więcej do ok. 500–800 Hz. Gdy kanał słuchowy jest mocno zamknięty wkładką lub obudową aparatu, energia akustyczna własnego głosu nie może się naturalnie wydostać i jest wzmacniana wewnątrz przewodu słuchowego, co użytkownik odbiera jako nienaturalne brzmienie. Dlatego w praktyce dopasowania aparatów słuchowych, zgodnie z dobrą praktyką kliniczną i zaleceniami większości producentów oprogramowania dopasowującego, jednym z podstawowych kroków przy skargach na efekt okluzji jest właśnie redukcja wzmocnienia w niskich częstotliwościach, głównie dla kanału mowy własnej (program podstawowy) oraz dla głośności w okolicy poziomu mowy. Moim zdaniem warto pamiętać, że zwykle zaczyna się od delikatnego zmniejszenia wzmocnienia w okolicy 250–500 Hz i obserwuje subiektywną reakcję pacjenta, żeby nie „zabrać” mu za dużo informacji o barwie dźwięku. W realnej pracy protetyka słuchu często łączy się to z innymi technikami: stosowaniem bardziej otwartej wentylacji wkładki, wyborem konstrukcji RIC z otwartą końcówką czy modyfikacją średnicy otworu wentylacyjnego. Jednak sama korekta wzmocnienia w basach jest szybkim i skutecznym narzędziem, zwłaszcza gdy nie chcemy od razu przerabiać wkładki. W nowoczesnych metodach dopasowania (NAL-NL2, DSL m.in.) również podkreśla się, że przy silnym efekcie okluzji lepiej minimalizować wzmocnienie niskoczęstotliwościowe, szczególnie u osób z dobrą resztką słuchową w tym zakresie. Dzięki temu pacjent ma bardziej naturalne poczucie własnego głosu, chętniej nosi aparat i mniej narzeka na „zatkane ucho”.
W tym pytaniu bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że skoro coś brzmi nienaturalnie, to wystarczy „przykręcić” albo „podkręcić” ogólne wzmocnienie i problem sam się rozwiąże. Niestety efekt okluzji jest zjawiskiem zdecydowanie częstotliwościowo-zależnym. Dotyczy głównie niskich częstotliwości, które odpowiadają za poczucie basu, pełności i tego charakterystycznego dudnienia własnego głosu. Obniżenie wzmocnienia w całym paśmie, czyli globalne zmniejszenie gainu, to dość częsty odruch, ale merytorycznie jest to słabe rozwiązanie. Pacjent może rzeczywiście odczuć trochę mniejsze dyskomfortowe dudnienie, ale jednocześnie traci istotne informacje wysokoczęstotliwościowe potrzebne do rozumienia mowy, zwłaszcza spółgłosek szczelinowych i zwarto-szczelinowych. W efekcie rozumienie mowy w hałasie i w codziennych sytuacjach może się wyraźnie pogorszyć, a efekt okluzji i tak nie zniknie całkowicie, bo jego główne źródło leży w paśmie niskich częstotliwości i w konstrukcji dopasowania wkładki. Z kolei podwyższanie wzmocnienia w niskich częstotliwościach idzie dokładnie w odwrotną stronę, niż wskazuje praktyka kliniczna i literatura. Z mojego doświadczenia to wręcz przepis na katastrofę: pacjent ma jeszcze silniejsze wrażenie buczenia, echo we własnej głowie, często mówi, że „nie może siebie słuchać” i zaczyna ograniczać czas noszenia aparatu. Podnoszenie wzmocnienia w wysokich częstotliwościach też nie trafia w sedno problemu. Może poprawić wyrazistość spółgłosek, ale nie zmniejszy uczucia zatkanego ucha ani dudnienia własnego głosu, bo to nie tam leży źródło efektu okluzji. Częstym błędem myślowym jest założenie, że każda skarga na nienaturalne brzmienie oznacza brak wysokich tonów, więc trzeba je „dopalić”. W przypadku okluzji jest odwrotnie – problemem jest nadmiar energii niskoczęstotliwościowej w zamkniętym kanale słuchowym. Dobre praktyki dopasowania aparatów słuchowych oraz wytyczne metod takich jak NAL czy DSL podkreślają więc: przy dolegliwościach związanych z własnym głosem najpierw analizujemy niskie częstotliwości i stopień otwarcia dopasowania, a dopiero później bawimy się resztą charakterystyki. Ślepe kręcenie całym wzmocnieniem albo wzmacnianie basów i sopranów bez zrozumienia mechanizmu najczęściej tylko maskuje problem i frustruje użytkownika.