Anamneza w protetyce słuchu to tak naprawdę rozszerzony wywiad z pacjentem, który obejmuje zarówno dane typowo medyczne, jak i szczegółowe informacje pozamedyczne. Dlatego poprawna jest odpowiedź mówiąca o zbieraniu informacji medycznych i pozamedycznych niezbędnych do doboru aparatu słuchowego. W części medycznej pytamy o przebieg niedosłuchu (nagły czy postępujący), choroby współistniejące, leki ototoksyczne, przebyte zapalenia ucha, operacje, urazy akustyczne, wywiad rodzinny w kierunku niedosłuchu, szumy uszne, zawroty głowy. To jest absolutna podstawa zgodna z dobrymi praktykami audiologii i protetyki słuchu – bez tego można łatwo przeoczyć wskazania do dalszej diagnostyki laryngologicznej zamiast od razu aparatować. Drugi filar anamnezy to część pozamedyczna: charakter pracy (biuro, hałas produkcyjny, praca z dziećmi, kierowca), tryb życia (aktywny, raczej domowy, dużo spotkań towarzyskich), najczęstsze środowiska akustyczne (cisza, hałas, rozmowy w grupie), oczekiwania pacjenta, motywacja do noszenia aparatu, wcześniejsze doświadczenia protetyczne. Na tej podstawie protetyk dobiera nie tylko sam aparat (typ: BTE, RIC, ITE itd.), ale też jego funkcje – np. stopień redukcji hałasu, kierunkowość mikrofonów, ilość programów, łączność Bluetooth, kompatybilność z systemem FM czy pętlą indukcyjną. Moim zdaniem dobrze przeprowadzona anamneza to 50% sukcesu dopasowania – potem audiometria i ustawienia w oprogramowaniu tylko „doszlifowują” to, co wynika z wywiadu. Standardem jest, żeby anamneza była udokumentowana w karcie pacjenta i żeby do niej wracać przy kontrolach, bo pozwala ocenić, czy potrzeby i warunki słuchowe pacjenta się zmieniły, np. zmiana pracy na głośniejszą, przejście na emeryturę, nowe hobby związane z muzyką itd.
W protetyce słuchu anamneza bywa czasem mylona z krótką rozmową wprowadzającą albo taką „pogadanką” edukacyjną o aparatach słuchowych. To jest dość typowy błąd: ktoś zakłada, że głównym celem jest albo oswojenie pacjenta z nową technologią, albo zmniejszenie jego stresu przed dopasowaniem. Oczywiście, element edukacji pacjenta i redukcji lęku jest ważny, ale nie to definiuje anamnezę. Wywiad anamnestyczny ma przede wszystkim charakter diagnostyczno-planistyczny – służy zebraniu pełnego obrazu sytuacji słuchowej pacjenta: medycznej i funkcjonalnej. Sprowadzenie anamnezy tylko do zaznajomienia z tematyką aparatów słuchowych spłaszcza cały proces. Informowanie o typach aparatów, sposobie ich użytkowania czy konserwacji to raczej etap doradztwa po wstępnej diagnozie, a często wręcz po wykonaniu badań audiometrycznych i wstępnym doborze. Bez rzetelnego wywiadu medycznego można przeoczyć wskazania do konsultacji otolaryngologicznej, objawy chorób narządu słuchu czy czynniki ryzyka, jak np. nagły niedosłuch, jednostronne pogorszenie, silne szumy uszne. Z kolei redukowanie anamnezy tylko do informacji pozamedycznych, np. styl życia i charakter pracy, też jest błędem. Te dane są bardzo ważne przy planowaniu parametrów aparatu, wyborze klasy technologicznej, strategii przetwarzania dźwięku, ale bez kontekstu medycznego robi się z tego raczej ankietę marketingową niż profesjonalny wywiad protetyczny. Podobnie skupienie się przede wszystkim na „zminimalizowaniu strachu” pomija fakt, że komfort psychiczny jest efektem ubocznym dobrze poprowadzonej, kompetentnej rozmowy, a nie głównym celem procedury. W dobrych standardach branżowych anamneza zawsze łączy część medyczną (choroby uszu, leki, wcześniejsze badania, przebieg niedosłuchu) z częścią funkcjonalno-środowiskową (warunki pracy, sytuacje komunikacyjne, oczekiwania). Dopiero taki komplet informacji pozwala bezpiecznie i sensownie przejść do badań audiometrycznych, doboru aparatu i późniejszej rehabilitacji słuchu.