Aparaty słuchowe na przewodnictwo powietrzne są standardem w protezowaniu klasycznego niedosłuchu czuciowo-nerwowego w stopniu lekkim i umiarkowanym, czasem też umiarkowanie ciężkim. W takim niedosłuchu uszkodzona jest ślimakowa część narządu słuchu (komórki rzęsate, błona podstawna, czasem nerw słuchowy), natomiast ucho zewnętrzne i środkowe przewodzi dźwięk prawidłowo. Dlatego możemy spokojnie wykorzystać drogę powietrzną: mikrofon w aparacie zbiera dźwięk, przetwornik elektroakustyczny wzmacnia go i podaje przez wkładkę uszną lub dźwiękowód do przewodu słuchowego, dalej błona bębenkowa, kosteczki i płyn ślimaka wykonują swoją robotę. Z punktu widzenia praktyki, typowy pacjent z umiarkowanym niedosłuchem czuciowo-nerwowym, potwierdzonym w audiometrii tonalnej (progi ok. 40–55 dB HL) i mowy, będzie kwalifikowany właśnie do aparatów na przewodnictwo powietrzne – np. BTE, RIC albo ITE. Zgodnie z zaleceniami klinicznymi i dobrą praktyką, przy prawidłowej wentylacji ucha środkowego i braku przeciwwskazań otologicznych, nie ma powodu sięgać po systemy kostne czy implanty. Moim zdaniem ważne jest też rozumienie, że aparaty na przewodnictwo powietrzne pozwalają precyzyjnie kształtować charakterystykę wzmocnienia (zgodnie z metodami NAL czy DSL) dokładnie pod audiogram czuciowo-nerwowy – to daje lepszą zrozumiałość mowy, zwłaszcza w hałasie. W praktyce gabinetu często widać, że przy dobrze dopasowanym aparacie powietrznym, pacjent z umiarkowanym niedosłuchem ślimakowym funkcjonuje bardzo sprawnie zawodowo i społecznie, bez potrzeby bardziej inwazyjnych rozwiązań.
Aparaty słuchowe na przewodnictwo powietrzne wykorzystują w pełni sprawny tor przewodzeniowy: przewód słuchowy zewnętrzny, błonę bębenkową i kosteczki słuchowe. Dlatego ich głównym przeznaczeniem nie są sytuacje, w których ten tor jest poważnie uszkodzony albo przewlekle chory, tylko klasyczny niedosłuch czuciowo-nerwowy, gdzie problem leży głębiej – w ślimaku lub nerwie słuchowym. Tu często pojawia się typowy błąd myślowy: skoro aparat „wzmacnia”, to poradzi sobie w każdej sytuacji. Niestety, jeżeli struktury przewodzące ucha środkowego są niewykształcone lub zniszczone, samo podanie mocniejszego sygnału drogą powietrzną nic nie da, bo fale dźwiękowe fizycznie nie zostaną prawidłowo przeniesione do ucha wewnętrznego. W takich przypadkach rozważa się aparaty na przewodnictwo kostne (BAHA, softband) albo rozwiązania chirurgiczne, a nie klasyczny aparat powietrzny. Podobnie przy przewlekłych stanach zapalnych skóry przewodu słuchowego zewnętrznego noszenie wkładki usznej czy dźwiękowodu może tylko nasilać podrażnienie, świąd, wycieki, a więc jest to raczej przeciwwskazanie niż wskazanie. W praktyce otologicznej dąży się wtedy do minimalizacji kontaktu z kanałem słuchowym, czasem właśnie przez systemy kostne lub inne metody. Kolejny częsty skrót myślowy dotyczy przewlekłych stanów zapalnych ucha środkowego z wyciekami: intuicyjnie ktoś może pomyśleć, że aparat powietrzny „nadgoni” ubytek przewodzeniowy. Tymczasem obecność aktywnego stanu zapalnego, perforacji błony i wysięku jest klasycznym przeciwwskazaniem do standardowego protezowania powietrznego, bo ryzyko infekcji, uszkodzeń skóry i nieszczelności akustycznych jest zbyt duże. Z mojego doświadczenia w technikum audio–protetycznym widać, że kluczowe jest rozróżnienie: aparaty na przewodnictwo powietrzne – głównie dla niedosłuchów czuciowo-nerwowych o lekkim i umiarkowanym stopniu; natomiast w ciężkich patologiach ucha środkowego lub przewodu słuchowego trzeba myśleć o innych systemach, zgodnie z dobrymi praktykami audiologicznymi i otologicznymi.