Klucz w tym pytaniu leży w słowie „profil słuchowy” rozumiany nie tylko jako wykres z audiometrii, ale jako całościowy obraz funkcjonowania słuchowego pacjenta w realnym życiu. Określenie potrzeb pacjenta związanych z poprawą słyszenia jest absolutnie niezbędne, bo to one wyznaczają kierunek całej dalszej diagnostyki, doboru aparatów słuchowych i planu rehabilitacji. W praktyce klinicznej, zgodnie z dobrymi standardami (np. podejście oparte na modelu ICF i nowoczesnych wytycznych audiologicznych), zawsze zaczyna się od pytania: „w jakich sytuacjach ma Pan/Pani największy problem ze słuchem?”. Dopiero potem dobiera się testy i rozwiązania techniczne. Moim zdaniem to jest trochę jak projektowanie systemu audio: zanim wybierzesz sprzęt i ustawienia, musisz wiedzieć, do czego ma służyć – koncert na żywo, kino domowe, czy ciche słuchanie radia. U pacjenta będzie to np. rozumienie mowy w hałasie, rozmowy telefoniczne, słyszenie dzwonka do drzwi, komunikacja w pracy, w samochodzie, na sali wykładowej. Dobrze zebrane potrzeby przekładają się potem na wybór kwestionariuszy typu COSI czy APHAB, na ustawienia aparatów (wzmocnienie, MPO, strategie redukcji hałasu, kierunkowość mikrofonów) oraz na decyzję, czy konieczny będzie dodatkowy system FM, pętla indukcyjna albo trening słuchowy. Bez tego profil słuchowy byłby bardzo „suchy”, oparty tylko na liczbach z audiometru, a w nowoczesnej protetyce słuchu chodzi o funkcjonalne słyszenie i realną poprawę jakości życia, a nie tylko ładny wykres.
W tym zadaniu łatwo wpaść w typową pułapkę myślenia, że profil słuchowy to głównie zestaw badań audiometrycznych i porządnie zebrana dokumentacja medyczna. Brzmi profesjonalnie, ale w praktyce klinicznej to za mało. Anamneza z pacjentem i jego rodziną jest oczywiście bardzo ważna – pozwala poznać historię niedosłuchu, choroby współistniejące, czynniki ryzyka, przyjmowane leki, a także nastawienie pacjenta do aparatów słuchowych. Jednak sama anamneza nie zastępuje świadomego, uporządkowanego określenia konkretnych potrzeb komunikacyjnych, czyli sytuacji, w których pacjent chce realnie poprawić funkcjonowanie. To jest trochę inny poziom szczegółowości: nie tylko „od kiedy słabo Pan słyszy”, ale „co dokładnie chciałby Pan słyszeć lepiej i gdzie ma Pan największy kłopot”. Podobnie dobór odpowiednich badań do oceny słuchu (audiometria tonalna, mowy, impedancyjna, otoemisje itp.) jest elementem diagnostyki audiologicznej, ale nie jest sam w sobie warunkiem prawidłowego przygotowania profilu słuchowego. To narzędzie, nie cel. Wielu początkujących myśli, że im więcej testów, tym lepszy profil, a prawda jest taka, że bez jasnego zdefiniowania potrzeb pacjenta wyniki badań trudno sensownie przełożyć na praktyczne zalecenia i parametry dopasowania aparatów. Wykonanie badań audiometrii nadprogowej to już w ogóle dość wąski fragment diagnostyki – używa się ich głównie do oceny rekrutacji czy różnicowania typu niedosłuchu. To nie jest element obowiązkowy przy każdym pacjencie i na pewno nie stanowi podstawy do zbudowania całościowego profilu słuchowego. Moim zdaniem sedno błędu polega na skupieniu się na procedurach i testach zamiast na funkcjonalnym punkcie wyjścia, czyli na tym, co pacjent chce osiągnąć. Standardy współczesnej protetyki i rehabilitacji słuchu bardzo mocno podkreślają podejście zorientowane na osobę (patient-centered care): profil słuchowy ma odzwierciedlać realne potrzeby i cele, a dopiero do nich dobiera się badania, aparaty, systemy wspomagające i program rehabilitacji.