W niedosłuchu odbiorczym ślimakowym z dodatnim objawem wyrównania głośności kluczowe jest właśnie to, co opisuje odpowiedź z audiometrii impedancyjnej: próg odruchu z mięśnia strzemiączkowego leży stosunkowo blisko progu słyszenia z audiometrii tonalnej – różnica jest mniejsza niż 60 dB dla tonów niskich i średnich. Mówimy wtedy o tzw. rekrutacji głośności i o obniżeniu progu odruchu strzemiączkowego. Ucho wewnętrzne jest uszkodzone, ale struktury odruchowe nadal reagują dość „agresywnie” na wzrost natężenia dźwięku. W praktyce klinicznej, jeśli widzisz podwyższone progi tonalne dla przewodnictwa kostnego i powietrznego, a jednocześnie odruch strzemiączkowy pojawia się przy poziomach tylko 30–50 dB powyżej progu słyszenia, to bardzo mocno sugeruje to niedosłuch ślimakowy z rekrutacją. Jest to zgodne z klasycznymi opisami w audiologii klinicznej i standardowymi procedurami interpretacji tympanometrii z badaniem odruchów (np. zalecenia towarzystw audiologicznych i otologicznych). Moim zdaniem to jedno z fajniejszych, praktycznych narzędzi: patrzysz nie tylko na sam próg odruchu, ale właśnie na różnicę między progiem słyszenia a progiem odruchu. Jeśli ta różnica jest mała, a jednocześnie nie ma cech uszkodzenia przewodzeniowego, myślisz: uszkodzenie ślimakowe, dodatni objaw wyrównania głośności. W gabinecie protetyka słuchu taka informacja pomaga przewidzieć, że pacjent może mieć problem z tolerancją głośnych dźwięków i trzeba ostrożnie ustawiać MPO oraz kompresję w aparacie słuchowym. To też tłumaczy, czemu pacjent mówi: „ciche nie słyszę, głośne są za głośne” – dokładnie to oddaje dodatni objaw wyrównania głośności.
W tym zadaniu łatwo się złapać na skojarzeniach z innymi rodzajami niedosłuchu i innymi próbami audiologicznymi, dlatego warto to sobie spokojnie poukładać. Przy niedosłuchu odbiorczym ślimakowym z dodatnim objawem wyrównania głośności nie spodziewamy się przede wszystkim obrazu typowego dla uszkodzenia przewodzeniowego, czyli sytuacji, gdzie próg przewodnictwa kostnego jest w normie, a próg przewodnictwa powietrznego jest podwyższony. Taki obraz, z wyraźną luką powietrzno–kostną, wskazuje raczej na problem w uchu zewnętrznym lub środkowym, a nie na lokalizację ślimakową. Jeśli ktoś wybiera taką odpowiedź, to zwykle myli po prostu rodzaj niedosłuchu: przewodzeniowy kontra odbiorczy. Kolejny częsty błąd dotyczy audiometrii mowy. Przy czystym ślimakowym niedosłuchu odbiorczym krzywa dyskryminacji mowy jest zazwyczaj dość proporcjonalna do ubytku tonalnego, szczególnie przy umiarkowanych ubytkach. Nie obserwujemy tu tak dramatycznego, „nieproporcjonalnego” spadku rozumienia mowy, jak ma to miejsce np. w uszkodzeniach pozaślimakowych (nerw słuchowy, pień mózgu). Taki nieproporcjonalny ubytek dyskryminacji mowy jest raczej cechą neuropatii słuchowej czy zmian centralnych, a nie klasycznego niedosłuchu ślimakowego z rekrutacją. Wreszcie próba SISI to badanie nadprogowe, które właśnie w niedosłuchach ślimakowych typowo wychodzi dodatnio, czyli pacjent rejestruje wysoki odsetek (często powyżej 70–80%) małych, 1-dB przyrostów natężenia. Wynik poniżej 50% sugeruje raczej brak rekrutacji i jest bardziej typowy dla niedosłuchów pozaślimakowych. Tu z mojego doświadczenia sporo osób automatycznie myśli: „niedosłuch odbiorczy = coś z ośrodkiem, to pewnie słabsze wyniki SISI”, a to jest właśnie odwrotnie dla lokalizacji ślimakowej. Cała sztuka polega na tym, żeby łączyć obraz z audiometrii tonalnej, impedancyjnej i badań nadprogowych w spójny schemat: ślimakowe uszkodzenie daje rekrutację, małą różnicę między progiem słyszenia a progiem odruchu strzemiączkowego i dodatni SISI, natomiast przewodzeniowe czy pozaślimakowe mają zupełnie inną charakterystykę.