Dla prawidłowego przeprowadzenia testu Fowlera wymagane jest, by różnica progów słyszenia między uszami wynosiła co najmniej
Prawidłowa odpowiedź to 30 dB, bo test Fowlera (tzw. test podwójnej głośności, loudness balance test) został zaprojektowany właśnie do oceny wyrównania głośności przy wyraźnej, jednostronnej lub asymetrycznej utracie słuchu. Żeby badanie miało sens kliniczny, jedno ucho musi słyszeć wyraźnie gorzej, a różnica progów słyszenia między uszami powinna wynosić co najmniej 30 dB na badanej częstotliwości. Przy takiej różnicy można wiarygodnie ocenić zjawisko wyrównania głośności (recruitment), typowe dla niedosłuchu ślimakowego. Jeśli różnica byłaby mniejsza, np. 10 czy 20 dB, to zmiany odczucia głośności między uszami byłyby za małe, trudne do jednoznacznej interpretacji, podatne na błąd subiektywny pacjenta i błąd pomiaru audiometru. W praktyce klinicznej test Fowlera wykonuje się zwykle na jednej lub kilku częstotliwościach, gdzie ta asymetria jest największa, na podstawie wcześniej wykonanego audiogramu tonalnego. Jedno ucho (zwykle lepsze) ustawia się na stałym poziomie nad progiem, a w drugim stopniowo zwiększa się natężenie, aż pacjent zgłosi jednakową głośność w obu uszach. Na tej podstawie ocenia się, czy wzrost głośności jest liniowy, czy przyspieszony, co pomaga różnicować niedosłuch ślimakowy od pozaślimakowego. Moim zdaniem to jedno z bardziej niedocenianych badań nadprogowych, ale nadal przydatne w zaawansowanej diagnostyce audiologicznej, zwłaszcza gdy planuje się dobór aparatu słuchowego przy wyraźnej asymetrii lub gdy rozważa się dalszą diagnostykę neurologiczną.
W testach nadprogowych, takich jak test Fowlera, kluczowe jest nie tylko samo wykonanie procedury, ale też spełnienie warunków, które gwarantują sensowną interpretację wyniku. Częsty błąd polega na założeniu, że już niewielka różnica progów słyszenia między uszami, rzędu 10 czy 20 dB, wystarczy do oceny wyrównania głośności. W praktyce klinicznej taka asymetria jest zbyt mała, żeby wiarygodnie uchwycić zjawisko przyspieszonego narastania głośności (recruitment), charakterystyczne dla uszkodzenia ślimakowego. Przy różnicy 10 dB pacjent często ma problem z jednoznacznym porównaniem głośności między uszami, bo wpływa na to zmęczenie, uwaga, a nawet chwilowe nastawienie psychiczne. Różnica 20 dB wydaje się już „całkiem spora”, ale nadal bywa za mała, żeby pewnie odróżnić zwykłą zmienność odpowiedzi od rzeczywistego, patologicznego wyrównania głośności. Do tego dochodzi nieunikniony błąd pomiaru samego audiometru oraz ograniczona precyzja odpowiedzi pacjenta. Dlatego w standardach badań nadprogowych przyjmuje się, że bezpiecznym minimum jest 30 dB różnicy progu słyszenia między uszami na danej częstotliwości. Dopiero przy takiej asymetrii krzywe głośności obu uszu są na tyle rozjechane, że można wiarygodnie obserwować, jak szybko ucho gorzej słyszące „dogania” ucho lepsze pod względem odczuwanej głośności. Z mojego doświadczenia wynika, że próba wykonywania testu Fowlera przy mniejszych różnicach kończy się wynikami niejednoznacznymi, które bardziej mylą niż pomagają. W efekcie można źle zakwalifikować typ niedosłuchu, co wpływa na dalsze decyzje diagnostyczne i dobór strategii protezowania słuchu.