Prawidłowe wskazanie deprywacji słuchu w uchu niezaaparatowanym pokazuje, że rozumiesz, jak działa plastyczność układu słuchowego. Przy obustronnym niedosłuchu mózg potrzebuje równomiernej, symetrycznej stymulacji z obu uszu. Jeśli przez długi czas wzmacniamy bodźce tylko w jednym uchu, to drugie ucho – to bez aparatu – jest po prostu „odcinane” od dostatecznie silnych sygnałów akustycznych. Dochodzi wtedy do tzw. deprywacji słuchowej: szlaki nerwowe związane z tym uchem są coraz słabiej pobudzane, co może prowadzić do spadku rozumienia mowy, zwłaszcza w hałasie, nawet jeśli audiogram progowy nie zmienia się dramatycznie. W praktyce klinicznej i zgodnie z dobrymi standardami protetyki słuchu przy obustronnym ubytku zazwyczaj zaleca się dopasowanie aparatów obuuszne, właśnie po to, żeby uniknąć takiej jednostronnej deprywacji. Widać to szczególnie u osób, które przez lata nosiły aparat tylko na „lepszym” lub „wygodniejszym” uchu – po późniejszym dopasowaniu drugiego aparatu często narzekają, że to „nowe” ucho słabo rozumie mowę, dźwięki wydają się dziwne, zniekształcone, a proces adaptacji jest długi i męczący. Moim zdaniem lepiej od razu edukować pacjenta, że obuuszne protezowanie to nie fanaberia, tylko profilaktyka deprywacji. W rehabilitacji słuchu mówi się wręcz o konieczności stałej stymulacji obydwu uszu, żeby utrzymać jak najlepsze funkcje ośrodkowego przetwarzania słuchowego: lokalizację dźwięku, słyszenie binauralne, sumowanie binauralne i efekt „squelch” (lepsze rozumienie mowy w hałasie przy dwóch uszach). Dobrą praktyką jest też regularne kontrolowanie rozumienia mowy osobno dla każdego ucha, dzięki czemu można wcześnie wychwycić początki deprywacji słuchowej ucha niezaaparatowanego i odpowiednio zmodyfikować plan protezowania i treningu słuchowego.
W tym zagadnieniu łatwo się pomylić, bo intuicyjnie wielu osobom wydaje się, że aparat „męczy” to ucho, na którym jest założony, a drugie zostaje jakby w spokoju. Z punktu widzenia fizjologii słuchu i rehabilitacji jest dokładnie odwrotnie. Ucho z aparatem otrzymuje wzmocniony, bogatszy sygnał akustyczny, więc jego droga słuchowa jest stale pobudzana. To raczej ucho niezaaparatowane jest narażone na niedostateczną stymulację, czyli na deprywację słuchową. Deprywacja oznacza brak odpowiedniej ilości i jakości bodźców, a nie „przeciążenie” aparatem. Dlatego stwierdzenie, że deprywacja występuje w uchu zaaparatowanym lub że aparat przyspiesza pogorszenie słuchu w tym uchu, jest sprzeczne z aktualną wiedzą i standardami protetycznymi. Współczesne aparaty słuchowe są projektowane tak, aby zapewniać bezpieczny poziom wzmocnienia, z kontrolą MPO, zgodnie z zasadami ochrony słuchu i rekomendacjami fittingu (NAL, DSL itd.). Jeżeli są prawidłowo dobrane i serwisowane, nie powodują szybszego uszkadzania narządu Cortiego ani nerwu słuchowego. Drugim częstym błędem myślowym jest przekonanie, że nienoszone ucho „odpoczywa” i dzięki temu polepsza się w nim słuch. Niestety, układ nerwowy tak nie działa: brak stymulacji prowadzi raczej do regresu funkcji, a nie do poprawy. Widać to dobrze w badaniach nad deprywacją słuchową – rozumienie mowy w uchu niedostymulowanym z czasem się pogarsza, nawet jeżeli próg słyszenia na audiogramie nie zmienia się aż tak mocno. Dobre praktyki w protetyce słuchu i rehabilitacji, szczególnie opisane w literaturze audiologicznej i zaleceniach klinicznych, mówią wprost: przy obustronnym ubytku słuchu domyślnie dążymy do obuusznego protezowania, żeby utrzymać symetryczną, binauralną stymulację i zapobiec właśnie deprywacji ucha niezaaparatowanego. Jednostronne dopasowanie przy wyraźnym obustronnym niedosłuchu to zawsze kompromis, a nie idealne rozwiązanie, i powinno być bardzo dobrze przemyślane oraz omówione z pacjentem pod kątem ryzyka utraty funkcji słuchowych w uchu pozostawionym bez wzmocnienia.