Audiometry skriningowe są z definicji przeznaczone do badań przesiewowo‑orientacyjnych, a nie do pełnej diagnostyki klinicznej. Ich główny cel to szybkie wyłapanie osób z podejrzeniem ubytku słuchu w dużych populacjach: w szkołach, przedszkolach, w badaniach profilaktycznych pracowników, w akcjach masowych typu „dzień słuchu” itp. Taki audiometr jest zwykle prostszy, ma ograniczoną liczbę częstotliwości i poziomów natężenia, często pracuje w trybie automatycznym i nie wymaga aż tak rozbudowanego wygłuszenia pomieszczenia jak klasyczna audiometria diagnostyczna. Z mojego doświadczenia to jest po prostu narzędzie do szybkiego „odsiania” – kto przechodzi, a kogo trzeba wysłać dalej na pełne badania audiometryczne (tonalna, mowy, impedancyjna). W dobrych praktykach przyjmuje się, że wynik badania skriningowego nigdy nie stanowi samodzielnej podstawy do orzeczenia o stopniu niedosłuchu czy doboru aparatu słuchowego. Jeżeli wynik jest nieprawidłowy lub wątpliwy, kieruje się pacjenta do pracowni audiologicznej na dokładną diagnostykę. Ważne jest też, że procedury skriningowe są standaryzowane: stosuje się określone częstotliwości (np. 1, 2, 4 kHz), ustalone poziomy dźwięku (np. 20–25 dB HL u dzieci) i proste kryteria zaliczony/niezaliczony. Dzięki temu badania przesiewowo‑orientacyjne są powtarzalne i porównywalne między różnymi ośrodkami.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo w praktyce klinicznej często wszystkie badania słuchu wrzuca się do jednego worka pod hasłem „audiometria”. Tymczasem audiometry skriningowe mają dość wąskie, ale bardzo konkretne zastosowanie. Nie służą do badań klinicznych ani typowo diagnostycznych, gdzie potrzebujemy pełnego progu słyszenia w szerokim zakresie częstotliwości, dokładnego określenia typu niedosłuchu i zaplanowania leczenia czy doboru aparatu słuchowego. Do tego używa się audiometrów diagnostycznych, znacznie bardziej rozbudowanych, z większą liczbą funkcji, możliwością testów nadprogowych, audiometrii mowy, precyzyjną kalibracją i pracą w profesjonalnej kabinie ciszy. Mylenie audiometru skriningowego z diagnostycznym to typowy błąd: ktoś widzi słuchawki, bodźce tonalne i od razu zakłada, że można na tym „zdiagnozować” pacjenta. W medycynie pracy rzeczywiście robi się badania słuchu, ale zgodnie ze standardami powinny to być badania o charakterze bardziej zbliżonym do diagnostycznych, szczególnie u osób narażonych na hałas, bo na ich podstawie podejmuje się decyzje o zdolności do pracy. Audiometr skriningowy może być tam użyty na etapie wstępnego odsiewu, ale nie jest to jego główna, docelowa rola. Badania kliniczne z kolei wymagają pełnej baterii testów audiologicznych: audiometria tonalna, impedancyjna, czasem otoemisje, ABR – tu prosty skrining po prostu nie wystarczy. Sedno sprawy jest takie, że audiometr skriningowy jest narzędziem do badań przesiewowo‑orientacyjnych: szybko, prosto, na dużej grupie, żeby wyłapać osoby wymagające dalszej, już pełnej diagnostyki. Jeżeli traktuje się go jako narzędzie do diagnozy klinicznej albo typowego orzecznictwa w medycynie pracy, to odwraca się logikę całego systemu badań słuchu.