Pacjent, który mówi, że aparat „gwiżdże”, opisuje klasyczny efekt akustycznego sprzężenia zwrotnego. To dokładnie ten sam mechanizm, który słychać, gdy mikrofon zbliży się za bardzo do głośnika na scenie. W aparacie słuchowym dźwięk wzmocniony przez wzmacniacz i głośnik (słuchawkę) wydostaje się na zewnątrz przewodu słuchowego, wraca do mikrofonu i jest ponownie wzmacniany. Powstaje pisk, gwizd albo taki „świdrujący” dźwięk. Najczęściej winna jest nieszczelność wkładki słuchowej, bo wtedy dźwięk ma po prostu za łatwą drogę ucieczki na zewnątrz. W praktyce protetycznej przy każdym zgłoszeniu „gwizdania” pierwszą czynnością jest ocena dopasowania wkładki: czy dobrze przylega, czy nie jest za mała, czy nie ma zbyt dużego kanału wentylacyjnego, czy nie doszło do zmian w uchu (np. ubytek masy ciała, wiotczenie skóry, zmiana kształtu przewodu słuchowego). Z mojego doświadczenia, jeśli aparat gwiżdże głównie przy żuciu, mówieniu, ziewaniu – to prawie zawsze mamy do czynienia z chwilową nieszczelnością wkładki spowodowaną ruchem tkanek ucha. Dobre praktyki mówią jasno: najpierw sprawdzamy otoplastykę (wkładkę), dopiero potem grzebiemy w ustawieniach aparatu. W nowoczesnych aparatach stosuje się systemy kontroli sprzężenia zwrotnego (feedback manager), ale one też działają najskuteczniej wtedy, gdy wkładka jest prawidłowo dopasowana i szczelna. W pracowni warto od razu ocenić stan materiału wkładki (np. silikon z czasem się rozluźnia), obecność pęknięć, uszkodzeń oraz poprawność głębokości osadzenia w przewodzie słuchowym. To są takie podstawowe, podręcznikowe standardy postępowania w protetyce słuchu.
Opis „gwizdania” aparatu słuchowego bardzo często bywa intuicyjnie kojarzony z jakimś zatkaniem lub zabrudzeniem, bo pacjent i czasem nawet początkujący protetyk myślą: jak coś jest nie tak z dźwiękiem, to pewnie coś jest przytkane. Tymczasem mechanizm jest dokładnie odwrotny – gwizd pojawia się nie przy zatkaniu, tylko przy nieszczelności, czyli przy zbyt łatwej ucieczce dźwięku na zewnątrz i powrocie do mikrofonu. Zatkany otwór słuchawki najczęściej powoduje po prostu spadek głośności, zniekształcenia, „przytłumione” słyszenie, brak wysokich częstotliwości, a nie pisk. Woskowina w rożku czy wylocie słuchawki to klasyczny powód reklamacji typu „aparat gra ciszej” albo „nic nie słyszę”, ale nie „gwiżdże”. Podobnie zanieczyszczony wlot mikrofonu – kurz, kosmetyki, wilgoć powodują obniżenie czułości mikrofonu, szumy tła, czasem przerywanie dźwięku, ale sprzężenie zwrotne raczej zmniejszają niż nasilają, bo mniej sygnału wraca do układu. To jest typowy błąd myślowy: skoro mikrofon bierze udział w sprzężeniu, to może jego zabrudzenie jest przyczyną gwizdu. W rzeczywistości sprzężenie wymaga pętli: mikrofon – wzmacniacz – słuchawka – wyciek dźwięku – powrót do mikrofonu. Jeśli mikrofon jest „przyduszony”, pętla jest słabsza. Wybór niewłaściwego programu w aparacie też bywa podejrzewany, bo niektóre programy mają większe wzmocnienie, na przykład program do słuchania w hałasie czy z kierunkowością mikrofonów. Owszem, zbyt duże wzmocnienie może sprzyjać sprzężeniu, ale przy prawidłowo dopasowanej, szczelnej wkładce nowoczesne aparaty ze sprawnym systemem kontroli sprzężenia zwykle nie „gwiżdżą” tylko z powodu innego programu. Standardowa procedura serwisowa mówi: przy skardze na pisk najpierw ocena dopasowania wkładki i przewodu słuchowego, potem w razie potrzeby korekta otworu wentylacyjnego lub wykonanie nowej wkładki, a dopiero później ewentualne modyfikacje ustawień wzmocnienia czy programów. Dlatego koncentrowanie się wyłącznie na zatkaniu słuchawki, zabrudzonym mikrofonie czy złym programie odwraca uwagę od głównej, praktycznej przyczyny – nieszczelności układu wkładka–ucho, która jest podstawowym źródłem sprzężenia akustycznego w aparatach zausznych i wewnątrzusznych.