W tej sytuacji kluczowe jest zapewnienie bodźca, który NIE opiera się na słuchu, bo małżeństwo w nocy po prostu nie odbiera sygnałów akustycznych – nawet z aparatami zdjętymi do spania. Poduszka wibracyjna połączona z czujnikiem (np. monitor dźwięku lub czujnik płaczu dziecka) jest klasycznym rozwiązaniem z grupy tzw. systemów ostrzegawczo-alarmowych dla osób z dużym niedosłuchem. Urządzenie zamienia sygnał akustyczny (płacz dziecka) na sygnał wibracyjny, który jest odczuwalny dotykowo, nawet przy całkowitej ciszy i bez aparatów słuchowych. W praktyce wygląda to tak, że czujnik stoi w pokoju dziecka, wykrywa dźwięk o określonym poziomie, a centrala wysyła sygnał do poduszki wibracyjnej znajdującej się w łóżku rodziców – ta zaczyna mocno drżeć i wybudza. Takie rozwiązania są zgodne z dobrymi praktykami rehabilitacji słuchu i zaleceniami producentów systemów wspomagających dla osób z głębokim niedosłuchem czy głuchotą. W wielu krajach, i u nas też, systemy wibracyjne i świetlne stosuje się nie tylko do monitorowania płaczu dziecka, ale też do sygnalizacji dzwonka do drzwi, telefonu, alarmu przeciwpożarowego czy budzika. Moim zdaniem to jedno z bardziej „życiowych” zastosowań techniki wspomagającej – nie zwiększamy wzmocnienia aparatu, tylko w ogóle omijamy kanał słuchowy i używamy innej drogi percepcji bodźca. Ważne jest też to, że taki system działa niezależnie od tego, czy akumulatory w aparatach są naładowane, czy aparaty są na uszach, czy nie – a to w nocy ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa dziecka.
W tym zadaniu łatwo wpaść w pułapkę myślenia: „skoro ktoś jest niedosłyszący, to trzeba mu zawsze dać coś, co wzmacnia dźwięk”. Tymczasem kluczowy problem w nocy jest taki, że aparaty słuchowe zazwyczaj są zdjęte, baterie się ładują albo małżeństwo po prostu nie chce spać w aparatach ze względów komfortu czy higieny. Dlatego wszelkie rozwiązania bazujące na wzmocnieniu lub poprawie transmisji sygnału akustycznego nie rozwiążą problemu płaczu dziecka. Pętla indukcyjna to system, który współpracuje z aparatami słuchowymi wyposażonymi w cewkę telefoniczną (pozycja T lub MT). Świetnie sprawdza się w salach wykładowych, kościołach, kinach, ale wymaga aktywnego używania aparatu i świadomego przełączenia na odpowiedni program. W nocy, przy śnie, nikt nie będzie tego obsługiwał, a do tego płacz dziecka nie jest nadawany przez instalację pętli, tylko jest zwykłym dźwiękiem w otoczeniu. Aparaty słuchowe z komunikacją bezprzewodową (Bluetooth, NFMI, własne protokoły) też są fantastyczne w codziennym użytkowaniu – można podłączyć telefon, telewizor, mikrofon partnera – ale nadal wymagają noszenia aparatów na uszach i aktywnego połączenia. W dodatku podczas snu takie rozwiązanie jest mało wygodne i niezgodne z typowymi zaleceniami producentów, którzy raczej sugerują zdejmowanie aparatów na noc. Podobnie system FM (nadawczo-odbiorczy) jest projektowany głównie do poprawy stosunku sygnału do szumu w trudnych warunkach akustycznych, np. w klasie szkolnej, na wykładzie, w pracy. Nadajnik jest blisko mówiącego, odbiornik przekazuje sygnał bezpośrednio do aparatów słuchowych lub implantów. Znowu – wszystko opiera się na tym, że użytkownik ma na sobie aparaty lub procesor implantu. Płaczące dziecko nie będzie chodziło z mikrofonem FM przypiętym do śpioszków, a rodzice śpiący bez aparatów nic z tego nie skorzystają. Typowy błąd myślowy przy tym pytaniu to skupienie się wyłącznie na technologii audio i ignorowanie faktu, że w nocy lepiej sprawdzają się systemy wibracyjne lub świetlne, czyli takie, które omijają kanał słuchowy i korzystają z innych zmysłów. W praktyce dobre standardy dopasowania rozwiązań wspomagających mówią jasno: trzeba dobierać system do konkretnej sytuacji życiowej, a nie tylko do typu niedosłuchu. Tu sytuacją jest sen i opieka nad dzieckiem, więc najbardziej logiczny i bezpieczny wybór to system oparty na wibracji poduszki połączonej z czujnikiem płaczu.