W tej sytuacji kluczowe jest słowo „niedosłuch przewodzeniowy” i „przewlekłe zapalenie ucha środkowego z wyciekiem ropnym”. To klasyczny przypadek, gdzie droga powietrzna jest upośledzona (błona bębenkowa, kosteczki, wysięk w jamie bębenkowej), natomiast przewodnictwo kostne najczęściej pozostaje względnie zachowane. Z tego powodu najlepszym rozwiązaniem protetycznym jest aparat na przewodnictwo kostne. Taki aparat omija ucho zewnętrzne i środkowe, a drgania przekazuje bezpośrednio do kości czaszki i dalej do ślimaka. W praktyce oznacza to, że ropny wyciek, perforacja błony bębenkowej czy przewlekły stan zapalny nie przeszkadzają w korzystaniu z urządzenia, bo nic nie wkładamy do przewodu słuchowego. W dobrych standardach protetyki słuchu przy aktywnym stanie zapalnym z wyciekiem aparaty na przewodnictwo powietrzne traktuje się jako przeciwwskazane albo co najmniej bardzo ryzykowne – zwiększają ryzyko utrzymywania się infekcji, maceracji skóry, problemów higienicznych. Aparaty kostne (klasyczne opaskowe, okulary słuchowe, nowocześniej systemy BAHA/BCI) są właśnie projektowane dla takich pacjentów: przewlekłe zapalenia ucha środkowego, atrezja przewodu słuchowego, wady małżowiny, jednostronny niedosłuch przewodzeniowy. Moim zdaniem warto też pamiętać, że u pacjenta z jednostronnym niedosłuchem przewodzeniowym na tle przewlekłego zapalenia zawsze współpracujemy z laryngologiem – on leczy stan zapalny, a protetyk dobiera rozwiązanie kostne jako bezpieczną drogę poprawy słyszenia, zgodnie z dobrą praktyką kliniczną i obowiązującymi wytycznymi.
W tym zadaniu łatwo wpaść w pułapkę myślenia: „pacjent słabo słyszy, więc dajmy mu po prostu zwykły aparat zauszny albo wewnątrzkanałowy”. Problem w tym, że mamy do czynienia z niedosłuchem przewodzeniowym spowodowanym przewlekłym zapaleniem ucha środkowego z czynnym wyciekiem ropnym. To nie jest typowy pacjent do klasycznego aparatu na przewodnictwo powietrzne. Aparat zauszny z wkładką uszną albo słuchawką zewnętrzną wymaga względnie suchego, zdrowego przewodu słuchowego zewnętrznego. Jeżeli do środka wkładamy wkładkę lub słuchawkę przy ropnym wycieku, to zaburzamy wentylację, zatrzymujemy wydzielinę, zwiększamy ryzyko nasilenia stanu zapalnego, maceracji skóry i powikłań. Z mojego doświadczenia to prosta droga do tego, że pacjent przestaje nosić aparat, bo ma dyskomfort, ból, świąd, a laryngolog jest niezadowolony z takiego „leczenia”. Konstrukcje wewnątrzkanałowe czy douszne (ITE, ITC, CIC) są jeszcze gorszym wyborem w aktywnym zapaleniu – one całkowicie zamykają przewód, są trudne do utrzymania w higienie przy ciągłym wycieku, a dodatkowo w środowisku wilgotnym i ropnym elektronika bardzo szybko ulega uszkodzeniu. To nie jest zgodne z dobrą praktyką ani z zasadami bezpiecznego protezowania przy chorobach ucha środkowego. Typowym błędem myślowym jest też założenie, że skoro ubytek jest jednostronny, to „byle jaki” aparat na tę stronę wystarczy. Tutaj jednak kluczowy jest rodzaj niedosłuchu: przewodzeniowy, a nie odbiorczy. W niedosłuchu przewodzeniowym ucho wewnętrzne zazwyczaj działa dobrze, natomiast problem leży w doprowadzeniu dźwięku przez ucho zewnętrzne i środkowe. Dlatego aparaty na przewodnictwo powietrzne, nawet jeśli je mocno wzmocnimy, dalej korzystają z uszkodzonej drogi i nie rozwiązują przyczyny, tylko ją obchodzą w sposób mało higieniczny i potencjalnie szkodliwy. Właśnie z tego powodu w takich przypadkach zaleca się aparat na przewodnictwo kostne, który omija zmienione zapalnie struktury i przekazuje drgania bezpośrednio do ślimaka, zapewniając lepszą jakość słyszenia i większe bezpieczeństwo dla chorego ucha.