Prawidłowo wskazany skutek wrodzonego niedosłuchu jednostronnego to zaburzenie artykulacyjne, w tym typowe seplenienie boczne. U dziecka, które od urodzenia gorzej słyszy jednym uchem, występują trudności z prawidłową kontrolą słuchową własnej mowy. Słuch działa wtedy trochę asymetrycznie – z jednej strony mózg dostaje pełną informację akustyczną, a z drugiej zubożoną. To zaburza precyzyjne różnicowanie głosek, szczególnie tych o zbliżonym brzmieniu i skomplikowanej artykulacji, jak głoski szczelinowe i boczne. Stąd częste są właśnie boczne realizacje głosek syczących i szumiących, czyli klasyczne seplenienie boczne. W praktyce logopedycznej i audiologicznej przy jednostronnym niedosłuchu zawsze zwraca się uwagę nie tylko na próg słyszenia, ale też na jakość mowy dziecka – zgodnie z dobrą praktyką kliniczną zaleca się wczesną diagnostykę logopedyczną i wprowadzenie ćwiczeń artykulacyjnych. W wytycznych dotyczących postępowania z dziećmi z ubytkiem słuchu (np. zalecenia towarzystw audiologicznych) podkreśla się, że nawet jednostronny niedosłuch może prowadzić do subtelnych, ale istotnych zaburzeń mowy, które potem utrwalają się w nawykowych wzorcach artykulacyjnych. Moim zdaniem ważne jest, żeby w gabinecie nie lekceważyć jednostronnego ubytku – dzieci zwykle „dają sobie radę” komunikacyjnie, ale właśnie na poziomie artykulacji widać, że coś jest nie tak. Dlatego dobrym standardem jest równoległa współpraca audiologa, foniatry i logopedy, a także kontrola postępów w terapii mowy w miarę wyrównywania warunków słuchowych (aparatowanie, systemy wspomagające, ochrona ucha lepiej słyszącego).
Wrodzony niedosłuch jednostronny często bywa bagatelizowany, bo dziecko „ma przecież jedno dobre ucho”, i stąd biorą się różne mylne przekonania na temat jego skutków. Brak gaworzenia w okresie niemowlęcym jest typowy raczej dla ciężkiego, obustronnego niedosłuchu lub głuchoty, kiedy sprzężenie zwrotne słuch–mowa jest praktycznie zniesione. Niemowlę z jednostronnym ubytkiem zwykle gaworzy, reaguje na dźwięki, a rodzice często nawet nie zauważają problemu, bo rozwój wczesnej komunikacji wydaje się „w normie”. To jest właśnie pułapka diagnostyczna. Nosowanie w mowie natomiast wiąże się z nieprawidłową pracą rezonatorów nosowych i gardłowych, czyli z zaburzeniami funkcji podniebienia miękkiego, przerostem migdałka gardłowego, rozszczepami lub nieprawidłową drożnością jam nosowych. To jest problem rezonansu i toru przepływu powietrza, a nie samego słuchu. Jednostronny niedosłuch nie powoduje nosowania jako takiego, choć oczywiście dziecko może równolegle mieć inne wady laryngologiczne. Kolejne nieporozumienie to pojęcie okresowej deprywacji słuchowej – wrodzony niedosłuch jednostronny nie jest z definicji zjawiskiem okresowym, tylko stałym, utrwalonym od urodzenia ubytkiem po jednej stronie. Deprywacja słuchowa może się pojawić przy nawracających wysiękowych zapaleniach ucha środkowego czy przy nieprawidłowym użytkowaniu aparatów słuchowych, ale to zupełnie inny mechanizm niż wrodzony, stabilny jednostronny ubytek. Typowy błąd myślowy polega na wrzucaniu do jednego worka wszystkich zaburzeń mowy i wszystkich typów niedosłuchu – tymczasem w praktyce klinicznej trzeba rozróżniać, co wynika z braku informacji akustycznej, a co z problemów anatomicznych, rezonansowych czy z czasowych fluktuacji przewodzenia dźwięku. Z mojego doświadczenia najlepszym podejściem jest zawsze łączenie dokładnej diagnostyki audiologicznej z oceną artykulacji i rezonansu, żeby nie przypisywać jednostronnemu niedosłuchowi objawów, które mają zupełnie inne podłoże.