Poprawna jest odpowiedź BTE, czyli aparat zauszny. To właśnie ten typ konstrukcji pozwala na uzyskanie największego wzmocnienia i najlepszego dopasowania do dużych, a nawet bardzo dużych ubytków słuchu. Wynika to z kilku technicznych powodów. Po pierwsze, w obudowie za uchem mamy dużo więcej miejsca na mocny wzmacniacz, większy głośnik (słuchawkę) oraz solidne zasilanie, często oparte na większej baterii lub akumulatorze. Dzięki temu można bezpiecznie osiągać wysokie poziomy MPO (Maximum Power Output) i duże wzmocnienia, które są wymagane przy ubytkach rzędu 70–90 dB HL i więcej. Po drugie, klasyczne BTE z indywidualną wkładką uszną akrylową lub silikonową pozwalają dobrze uszczelnić przewód słuchowy zewnętrzny, co zmniejsza ryzyko sprzężenia zwrotnego (piszczenie aparatu). To jest kluczowa sprawa przy mocnych aparatach: bez dobrej izolacji akustycznej nie da się stabilnie wykorzystać mocy wzmacniacza. W praktyce protetycznej przy głębokich niedosłuchach prawie zawsze w pierwszej kolejności rozważa się aparaty BTE typu power lub super power, a dopiero potem inne rozwiązania. Takie podejście jest zgodne z dobrymi praktykami doboru opisanymi w rekomendacjach NAL czy DSL – najpierw zapewniamy odpowiedni „headroom” mocy, dopiero później bawimy się miniaturyzacją. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: im większy ubytek, tym częściej zauszny, pełnowymiarowy aparat z indywidualną wkładką będzie najbardziej bezpiecznym i przewidywalnym wyborem, szczególnie u osób starszych lub z problemami manualnymi, gdzie też liczy się łatwość obsługi i trwałość konstrukcji.
W tym pytaniu łatwo dać się złapać na myślenie, że im mniejszy aparat, tym „lepszy” technologicznie i że skoro jest nowoczesny i dyskretny, to na pewno poradzi sobie też z dużymi ubytkami. Niestety w protetyce słuchu tak to nie działa. Małe aparaty wewnątrzuszne, jak CIC, ITC czy nawet pełne ITE, mają po prostu fizyczne ograniczenia: mało miejsca na wzmacniacz dużej mocy, mniejszy przetwornik, ograniczona pojemność baterii, a do tego większa podatność na sprzężenie zwrotne, bo głośnik znajduje się bardzo blisko mikrofonu. Przy dużych ubytkach słuchu potrzebujemy przede wszystkim wysokiego, ale stabilnego wzmocnienia, dużego MPO i dobrej kontroli nad sprzężeniem. Małe obudowy, chociaż świetne estetycznie, nie są w stanie zapewnić takiej rezerwy mocy jak aparaty zauszne. CIC jest super dyskretny, ale to typowy wybór raczej do lekkich i średnich ubytków, gdzie wystarczy umiarkowane wzmocnienie. ITC daje trochę więcej miejsca na elektronikę, ale wciąż jest to kompromis pomiędzy mocą a miniaturyzacją. Nawet ITE, czyli pełna muszla, choć może obsłużyć niektóre większe ubytki, zwykle przegrywa z BTE, jeśli chodzi o maksymalne możliwe wzmocnienie i bezpieczeństwo pracy bez sprzężeń. Typowym błędem myślowym jest utożsamianie „nowoczesności” z najmniejszym rozmiarem aparatu i ignorowanie czysto fizycznych ograniczeń akustycznych. W praktyce klinicznej, zgodnie z dobrymi standardami doboru aparatów słuchowych, przy dużych i głębokich niedosłuchach w pierwszej kolejności rozważa się aparaty zauszne power/super power z indywidualną wkładką uszną. Dopiero gdy wymagania dotyczące wzmocnienia są niższe, można sobie pozwolić na kompromisy estetyczne i przechodzić na konstrukcje wewnątrzuszne, pamiętając, że zawsze coś za coś – mniej miejsca oznacza mniejszą moc i większe ryzyko sprzężenia zwrotnego.