W niedosłuchu przewodzeniowym krzywa artykulacyjna jest klasycznie przesunięta w prawo względem krzywej wzorcowej, ale ostatecznie dochodzi do 100% rozumienia mowy przy wyższych natężeniach. To dokładnie opisuje odpowiedź: „przesunięta w prawo i osiąga 100%”. Przesunięcie w prawo oznacza, że żeby uzyskać ten sam poziom rozumienia słów, trzeba podać głośniejszy bodziec niż u osoby z prawidłowym słuchem. Innymi słowy – próg słyszenia jest podniesiony, ale jakość przetwarzania informacji słuchowej przez ślimak i dalszą drogę słuchową jest zachowana. Moim zdaniem to jest jedna z najważniejszych rzeczy do zapamiętania: w czystym niedosłuchu przewodzeniowym ucho wewnętrzne „działa dobrze”, tylko dźwięk nie dochodzi z odpowiednią energią. W praktyce w audiometrii mowy w takim przypadku obserwujemy, że maksymalne rozumienie (PB max, SDS) wynosi 90–100%, czasem minimalnie mniej, ale generalnie nie ma typowego spadku rozumienia jak przy uszkodzeniu ślimaka lub nerwu. Z punktu widzenia dobrych praktyk diagnostycznych, taki obraz krzywej artykulacyjnej, razem z luką powietrze–kość w audiometrii tonalnej oraz prawidłowym progiem przewodnictwa kostnego, bardzo mocno sugeruje patologię ucha zewnętrznego lub środkowego (np. otoskleroza, wysiękowe zapalenie ucha środkowego, perforacja błony bębenkowej, czop woskowinowy). W pracy protetyka słuchu ma to konkretne przełożenie na dobór aparatu: w niedosłuchu przewodzeniowym planuje się głównie wzmocnienie „nad progiem”, bez konieczności agresywnej kompresji i bez obawy, że wysoki poziom sygnału spowoduje zniekształcenia percepcyjne. Krzywa artykulacyjna przesunięta w prawo, ale pełna, 100‑procentowa, jest więc takim podręcznikowym przykładem, że „jak dasz głośniej, to pacjent rozumie normalnie”.
W odpowiedziach błędnych mieszają się dwie różne kwestie: kierunek przesunięcia krzywej artykulacyjnej oraz maksymalny poziom rozumienia mowy. W niedosłuchu przewodzeniowym podstawowy problem polega na osłabieniu przewodzenia dźwięku przez ucho zewnętrzne i środkowe, a nie na uszkodzeniu ślimaka czy nerwu słuchowego. To powoduje, że trzeba podać głośniejszy sygnał, aby pacjent usłyszał i zrozumiał mowę, ale gdy już ten poziom natężenia osiągniemy, rozumienie jest prawidłowe. Stąd krzywa artykulacyjna przesuwa się w prawo (w stronę wyższych dB), a wartość maksymalna SDS/PB max zwykle zbliża się do 100%. Mylenie tego z przesunięciem w lewo wynika często z intuicyjnego, ale błędnego myślenia: „skoro przewodzenie jest gorsze, to trzeba mniejszego poziomu, żeby coś było nie tak”, tymczasem skala na wykresie audiometrii mowy rośnie w prawo – im dalej w prawo, tym głośniej. Przesunięcie w lewo sugerowałoby, że pacjent osiąga 50% czy 100% rozumienia przy niższych poziomach niż norma, co zupełnie nie pasuje do niedosłuchu przewodzeniowego. Druga pułapka to założenie, że skoro jest „niedosłuch”, to maksymalne rozumienie musi być ograniczone do 50% czy innej niższej wartości. Taki obraz – tzw. obniżone PB max, brak dojścia do 100% nawet przy wysokich natężeniach – jest typowy raczej dla niedosłuchu odbiorczego, szczególnie ślimakowego lub pozaślimakowego, gdzie uszkodzone są komórki rzęsate, synapsy lub nerw słuchowy. Wtedy nawet bardzo głośny sygnał jest zniekształcony i pacjent „słyszy, ale nie rozumie”. W dobrych praktykach diagnostycznych właśnie analiza kształtu krzywej artykulacyjnej pomaga odróżnić te sytuacje: w przewodzeniowym – przesunięcie w prawo, zachowane 100%; w odbiorczym – często brak pełnego 100% i czasem spłaszczenie krzywej. Trzymanie się tych zasad pozwala uniknąć nadrozpoznawania niedosłuchu odbiorczego tam, gdzie przyczyna leży tylko w uchu środkowym, co ma ogromne znaczenie przy dalszym leczeniu laryngologicznym i planowaniu protezowania słuchu.