Wybranie aparatu słuchowego typu BTE (behind-the-ear, zauszny) dla dzieci w wieku 1–4 lata jest zgodne z obowiązującymi standardami protetyki słuchu i pediatrycznymi rekomendacjami (m.in. wytyczne AAA, ASHA, a także praktyka kliniczna w polskich poradniach audioprotetycznych). U tak małych dzieci ucho zewnętrzne cały czas intensywnie rośnie, dlatego wszelkie konstrukcje wewnątrzuszne, jak ITE czy CIC, bardzo szybko przestają pasować i stają się nieszczelne, co psuje wzmocnienie i sprzyja sprzężeniom. W aparatach BTE zmienia się tylko miękką wkładkę uszną, którą można łatwo wymienić nawet co kilka miesięcy, bez konieczności kupowania nowego aparatu. To jest ogromna oszczędność i jednocześnie większe bezpieczeństwo. Zauszne aparaty dziecięce mają też specjalne rozwiązania: blokadę komory baterii (żeby maluch nie połknął baterii), mocniejsze obudowy odporne na upadki, możliwość stosowania haków dla okularów, a przede wszystkim szerokie możliwości dopasowania akustycznego. Można skorygować wzmocnienie w pełnym paśmie częstotliwości, zastosować odpowiednie ustawienia wg pediatrycznych metod doboru (np. DSL), uwzględnić indywidualny RECD i szybko zmieniającą się anatomię przewodu słuchowego. Z mojego doświadczenia dobrze dobrany BTE u małego dziecka daje stabilne wzmocnienie, dobre rozumienie mowy i pozwala na łatwą kontrolę pracy aparatu przez rodziców i protetyka. W praktyce klinicznej BTE jest po prostu złotym standardem w tej grupie wiekowej, szczególnie przy obustronnym niedosłuchu odbiorczym małego i średniego stopnia, ale też przy głębszych ubytkach, zanim w ogóle pomyśli się o implantacji ślimakowej.
W tym pytaniu łatwo dać się zwieść pozorom miniaturyzacji i estetyki, ale u małych dzieci kryteria doboru aparatu słuchowego są zupełnie inne niż u dorosłych. Konstrukcje wewnątrzuszne typu ITE wydają się wygodne i „niewidoczne”, jednak u dziecka w wieku 1–4 lata przewód słuchowy i małżowina intensywnie rosną. Oznacza to, że skorupa aparatu bardzo szybko przestaje pasować, powstają nieszczelności, zmienia się charakterystyka akustyczna, a ryzyko sprzężeń akustycznych rośnie z miesiąca na miesiąc. Dodatkowo ITE jest trudniejszy do bezpiecznego uchwycenia i zakładania przez rodziców, łatwiej go zgubić, a dziecko może go po prostu wyciągnąć i odłożyć w przypadkowe miejsce. Jeszcze bardziej problematyczne jest CIC, czyli aparat całkowicie wewnątrzkanałowy. Tego typu urządzenia projektuje się głównie z myślą o dorosłych z lekkim lub średnim niedosłuchem, ceniących dyskrecję. U małych dzieci taka konstrukcja jest po pierwsze zbyt mała, by bezpiecznie zapewnić blokadę baterii, po drugie – praktycznie niemożliwa do stabilnego dopasowania przy tak częstej zmianie kształtu przewodu słuchowego. Dochodzi też kwestia higieny: wydzielina z ucha, częste infekcje, katar, to wszystko powoduje, że głęboko osadzony aparat szybko się zatyka i przestaje działać poprawnie. To nie jest ani bezpieczne, ani praktyczne rozwiązanie. BAHA z kolei to system kostnego przewodzenia dźwięku, zwykle stosowany przy wadach ucha zewnętrznego i środkowego, anozji przewodu słuchowego lub w niektórych specyficznych wskazaniach, jak niedosłuch przewodzeniowy, mieszany czy jednostronna głuchota. U małych dzieci częściej stosuje się BAHA na opasce lub miękkiej opasce (softband), a implantacja śrub tytanowych w kości czaszki jest ograniczona wiekiem i warunkami kostnymi. To rozwiązanie nie jest standardem dla typowego obustronnego niedosłuchu odbiorczego u maluchów, tylko raczej opcją specjalistyczną przy określonych wadach anatomicznych. Typowy błąd myślowy polega tutaj na tym, że skoro BAHA jest „nowoczesne” i kojarzy się z zaawansowaną technologią, to wydaje się z automatu najlepsze dla dziecka. W praktyce klinicznej tak nie jest: dla przeciętnego małego pacjenta z niedosłuchem odbiorczym podstawą pozostaje klasyczny BTE z indywidualną wkładką uszną.