W aparatach słuchowych standardowo stosuje się baterie cynkowo‑powietrzne i to nie jest przypadek, tylko efekt wielu lat doświadczeń całej branży. Ten typ ogniw ma bardzo stabilne napięcie robocze (zwykle ok. 1,4 V), co jest kluczowe dla prawidłowej pracy wzmacniaczy, procesora sygnałowego i układów kompresji w aparacie. Elektronika aparatów jest projektowana właśnie pod charakterystykę rozładowania baterii cynkowo‑powietrznych, dlatego aparat działa przewidywalnie: nie ma nagłych spadków głośności, zniekształceń czy nagłego wyłączania przy jeszcze „teoretycznie pełnej” baterii. W praktyce, przy serwisie i dopasowaniu aparatów słuchowych, zawsze dobiera się odpowiedni rozmiar baterii cynkowo‑powietrznej (np. 10, 312, 13, 675) do typu aparatu: małe ITE/CIC biorą zwykle 10 lub 312, duże zausznikowe o dużym wzmocnieniu – 13 lub 675. Ważne jest też to, że te baterie „oddychają”: po zerwaniu naklejki do wnętrza ogniwa dostaje się tlen z powietrza i dopiero wtedy bateria osiąga pełną wydajność. Dobra praktyka jest taka, żeby po zdjęciu folii odczekać chwilę (około 1–2 minuty) zanim włożymy baterię do aparatu – z mojego doświadczenia to realnie wydłuża czas pracy. Baterie cynkowo‑powietrzne mają też dobrą gęstość energii w stosunku do rozmiaru, co jest krytyczne przy miniaturowych obudowach. Są też uznawane w branży za standard zgodny z wymaganiami producentów aparatów i normami medycznymi, a większość instrukcji serwisowych i procedur konserwacji opisuje właśnie wymianę i przechowywanie tego typu baterii.
W aparatach słuchowych stosuje się bardzo specyficzny typ zasilania, bo elektronika tych urządzeń jest czuła na stabilność napięcia, niewielkie rozmiary ogniwa i przewidywalny sposób rozładowania. Dlatego dziś obowiązującym standardem są baterie cynkowo‑powietrzne, a nie inne rodzaje wymienione w odpowiedziach. Częsty błąd myślowy polega na tym, że ktoś kojarzy dawne rozwiązania albo baterie z zegarków czy kalkulatorów i automatycznie przenosi to na aparaty słuchowe. Ogniwa rtęciowe rzeczywiście kiedyś były używane w małej elektronice, także medycznej, ale ze względu na toksyczność rtęci zostały praktycznie całkowicie wycofane z rynku, szczególnie w sprzęcie noszonym przy ciele pacjenta. Obecne przepisy środowiskowe i normy dla wyrobów medycznych mocno ograniczają stosowanie rtęci, więc w nowoczesnych aparatach słuchowych ich się po prostu nie używa. Baterie srebrowe kojarzą się wielu osobom z małymi urządzeniami, bo mają postać guzikowych ogniw, ale są projektowane głównie do zegarków, precyzyjnych przyrządów czy kalkulatorów, gdzie prądy są bardzo małe i stałe. Aparat słuchowy ma inną charakterystykę poboru: chwilowe piki prądu, praca z sygnałem zmiennym, funkcje bezprzewodowe, więc profile rozładowania baterii srebrowych są po prostu nieoptymalne, a czas pracy byłby nieprzewidywalny. Alkaliczno‑manganowe z kolei większości osób kojarzą się z „zwykłymi” bateriami do pilotów, latarek czy zabawek. Owszem, występują także w wersji guzikowej, ale mają gorszą stabilność napięcia przy głębokim rozładowaniu i niższą gęstość energii w stosunku do wymiarów niż ogniwa cynkowo‑powietrzne. W miniaturowym aparacie słuchowym każdy milimetr sześcienny ma znaczenie, więc branża poszła w stronę technologii, która daje najwięcej energii z najmniejszego rozmiaru i dobrze znosi ciągły, wielogodzinny pobór prądu. Podsumowując, poprawne myślenie w tym temacie to nie „jakakolwiek mała bateria guzikowa”, tylko konkretny typ chemii ogniwa dopasowany do wymagań aparatów słuchowych, czyli cynkowo‑powietrzne.