Prawidłowe postępowanie przy wyjmowaniu formy z ucha zawsze zaczyna się od odpowietrzenia przewodu słuchowego zewnętrznego. Chodzi o to, żeby najpierw delikatnie wpuścić powietrze między ścianę przewodu a odlew, najczęściej przez lekkie poruszenie małżowiną uszną i „złamanie” szczelności masy wyciskowej przy wejściu do ucha. Dzięki temu nie tworzy się podciśnienie, które mogłoby zassać skórę przewodu, spowodować ból pacjenta, mikrourazy naskórka, a w skrajnych sytuacjach nawet oderwanie fragmentu naskórka czy uszkodzenie błony bębenkowej, jeśli odlew jest zbyt głęboki. W praktyce klinicznej, zgodnie z dobrymi standardami otoplastycznymi, wyjmowanie formy powinno być powolne, kontrolowane, z ciągłą obserwacją reakcji pacjenta. Najpierw delikatne poruszenie odlewem przy ujściu przewodu, lekkie pociągnięcie do tyłu i do góry za małżowinę, dopiero potem spokojne wysuwanie całości z kanału. Moim zdaniem to jest ten etap, który najłatwiej zlekceważyć, a ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa i komfortu. Odpowietrzenie ucha zmniejsza też ryzyko pęknięcia odlewu przy wyjmowaniu i odłamania wąskich elementów, np. długiej części kanałowej. W gabinetach protetyki słuchu przyjmuje się, że odlew nigdy nie powinien „wyskakiwać” z ucha na siłę – jeżeli czujesz opór, najpierw szukasz przyczyny, właśnie poprzez odpowietrzenie i lekką rotację, a nie ciągnięcie mocniej. To jest taka mała, ale bardzo charakterystyczna cecha profesjonalnej techniki pobierania formy z ucha.
W pobieraniu formy z ucha jest kilka momentów krytycznych i bardzo łatwo skupić się na niewłaściwych szczegółach. Częsty błąd myślowy polega na przekonaniu, że formę należy wyciągać tuż przed pełnym zastygnięciem masy, żeby była „łatwiejsza do wyjęcia”. W praktyce to jest niebezpieczne. Masa, która nie jest w pełni związana, może się odkształcić, zostawić fragment w przewodzie słuchowym, a końcowy odlew będzie niedokładny, szczególnie w rejonie kanału słuchowego i skrzydełek w małżowinie. Standardy otoplastyczne jasno mówią: odlew wyjmujemy dopiero po pełnym związaniu materiału zgodnie z czasem podanym przez producenta, zwykle z lekką rezerwą czasową, a nie wcześniej. Druga pułapka to mylenie etapów dezynfekcji. Przewód słuchowy zewnętrzny nie jest miejscem, które dezynfekujemy preparatami przed pobraniem formy, jakby to była rana chirurgiczna. Przed odlewem wykonuje się otoskopię, usuwa ewentualną woskowinę (lub odsyła pacjenta do laryngologa, jeśli jest czop), można oczyścić okolice małżowiny, ale nie zalewa się kanału środkami dezynfekcyjnymi. To mogłoby podrażnić skórę, zmienić jej wilgotność, a nawet wpłynąć na wiązanie masy wyciskowej. Kolejne nieporozumienie dotyczy odciągania małżowiny usznej przy wypełnianiu. W praktyce, owszem, małżowinę lekko modeluje się i ustawia, ale kluczowe jest właściwe wprowadzenie końcówki strzykawki z masą do przewodu słuchowego i kontrolowane wypełnianie od głębi do ujścia, a nie samo odciąganie ucha. Zbyt mocne naciąganie małżowiny może wręcz zmienić naturalne ułożenie tkanek i dać odlew, który później nie będzie idealnie pasował w codziennym, swobodnym ustawieniu ucha. Widać tu pewien schemat: zamiast skupić się na bezpieczeństwie (odpowietrzenie przed wyjęciem, pełne związanie masy, kontrola głębokości tampona), łatwo wpaść w myślenie typu „im szybciej i mocniej, tym lepiej”. Z mojego doświadczenia wynika, że dobre pobranie formy to raczej precyzja, cierpliwość i szacunek do anatomii przewodu słuchowego, niż kombinowanie z czasem wiązania czy nadmierną manipulacją małżowiną. Właśnie dlatego poprawne odpowietrzenie ucha przed wyjęciem gotowej formy jest traktowane jako podstawowa dobra praktyka w otoplastyce, a pozostałe opisane pomysły są po prostu niezgodne z profesjonalnym standardem.