Badanie TEOAE, czyli przeznaczeniowe otoemisje akustyczne wywołane bodźcem krótkim (transient evoked otoacoustic emissions), to właśnie standardowe badanie przesiewowe słuchu u noworodków w Polsce i na świecie. Polega ono na rejestracji odpowiedzi komórek rzęsatych zewnętrznych w ślimaku na krótki bodziec dźwiękowy podawany przez małą sondę w przewodzie słuchowym zewnętrznym. Jeśli ślimak działa prawidłowo, pojawia się charakterystyczna otoemisja, którą aparat wychwytuje i analizuje. Z mojego doświadczenia to badanie jest szybkie, nieinwazyjne, zupełnie bezbolesne i bardzo dobrze tolerowane nawet przez śpiące dziecko – często robi się je dosłownie na oddziale noworodkowym, gdy maluch smacznie śpi po karmieniu. W programach powszechnych badań przesiewowych słuchu u noworodków (np. zgodnie z zaleceniami WHO, JCIH czy krajowymi rekomendacjami audiologicznymi) TEOAE jest metodą pierwszego wyboru, bo jest tania, szybka, automatyczna i nadaje się do zbadania setek dzieci dziennie. W praktyce klinicznej wygląda to tak, że: dziecko dostaje maleńką sondę do ucha, aparat podaje serię klików, a po kilkunastu–kilkudziesięciu sekundach mamy wynik PASS/REFER. Jeśli wynik jest nieprawidłowy lub wątpliwy, zaleca się powtórzenie badania lub rozszerzenie diagnostyki, najczęściej o ABR (automatyczne lub klasyczne). Ważne jest też to, że TEOAE najlepiej wykrywa niedosłuchy typu ślimakowego powyżej ok. 30 dB HL, więc świetnie nadaje się do wychwytywania większości istotnych klinicznie ubytków słuchu u małych dzieci. W nowoczesnej praktyce audiofonologicznej przyjmuje się zasadę: TEOAE jako przesiew, ABR jako metoda potwierdzająca i różnicująca, a klasyczne badania audiometryczne zostawia się na późniejszy wiek, gdy dziecko współpracuje.
W diagnostyce słuchu bardzo łatwo pomylić badania typowo przesiewowe z badaniami diagnostycznymi, które wymagają większej współpracy pacjenta. U noworodków kluczowe jest, żeby metoda była obiektywna, szybka i możliwa do wykonania bez udziału woli dziecka. Dlatego wybór pada na TEOAE, a nie na inne testy, które kojarzą się z audiologią. Sporo osób intuicyjnie wskazuje ABR, bo to badanie również jest obiektywne i często opisywane jako „złoty standard” w diagnostyce słuchu u małych dzieci. ABR, czyli słuchowe potencjały wywołane z pnia mózgu, wymaga jednak więcej czasu, precyzyjnego przygotowania, często farmakologicznego wyciszenia lub głębokiego snu dziecka, a do tego jest droższe i sprzętowo bardziej wymagające. Z tego powodu w rutynowych badaniach populacyjnych noworodków ABR stosuje się raczej jako badanie drugiego etapu, gdy przesiew TEOAE wypadnie nieprawidłowo, a nie jako test pierwszego rzutu. Kolejny typowy błąd to traktowanie audiometrii tonalnej jako uniwersalnego badania słuchu w każdej grupie wiekowej. Audiometria tonalna wymaga świadomej współpracy – dziecko musi sygnalizować, że „słyszy” ton, np. przez naciśnięcie przycisku. Noworodek nie ma na to żadnych możliwości, więc takie badanie byłoby całkowicie niewiarygodne. Podobnie jest z audiometrią zabawową: to bardzo fajna i praktyczna metoda dla dzieci w wieku ok. 2,5–4 lat, kiedy można już zamienić odpowiedź na bodziec dźwiękowy w prostą zabawę (wrzuć klocek, kiedy usłyszysz dźwięk itd.). U noworodka nie da się tego zastosować, bo nie ma rozwoju motorycznego ani poznawczego na odpowiednim poziomie. Typowym błędem myślowym jest tutaj przenoszenie badań używanych u starszych dzieci i dorosłych na zupełnie inną grupę wiekową. W praktyce klinicznej trzyma się zasady: u noworodków i niemowląt w przesiewie – TEOAE, ewentualnie AABR w wybranych grupach ryzyka; ABR i inne metody obiektywne – do pogłębionej diagnostyki; klasyczne audiometrie behawioralne – dopiero u dzieci zdolnych do współpracy. Zrozumienie, które badanie jest obiektywne, a które wymaga reakcji pacjenta, bardzo pomaga w unikaniu takich pomyłek.