Prawidłowo wskazany został mikrofon, bo w aparatach słuchowych typu RIC jest to element zintegrowany z obudową i elektroniką, którego nie naprawia się „na miejscu”. Uszkodzenie mikrofonu oznacza ingerencję w układy elektroakustyczne, płytkę drukowaną, często też w obudowę, co według dobrych praktyk serwisowych i zaleceń producentów wymaga odesłania aparatu do autoryzowanego serwisu lub bezpośrednio do producenta. Mikrofon jest precyzyjnym przetwornikiem, odpowiedzialnym za zamianę fali akustycznej na sygnał elektryczny. Jeśli przestaje działać, cały tor sygnałowy aparatu jest bezużyteczny, a próby „domowej” naprawy mogłyby naruszyć szczelność obudowy, klasę ochrony przed wilgocią, a nawet unieważnić gwarancję i zgodność z dyrektywą wyrobów medycznych. W praktyce gabinetu protetyki słuchu, gdy testy serwisowe (np. test na słuchawce pomiarowej, pomiary elektroakustyczne w testerze aparatu) wskazują na brak reakcji mikrofonu lub silne zniekształcenia, protetyk nie wymienia mikrofonu samodzielnie. Z mojego doświadczenia, nawet jeśli uszkodzenie wygląda „banalnie”, producent zwykle wykonuje kompleksową diagnostykę: sprawdza parametry wzmocnienia, szumy własne, pasmo przenoszenia oraz szczelność i odporność na wilgoć. To jest właśnie ten moment, kiedy najlepiej trzymać się procedur serwisowych i nie kombinować, tylko odesłać aparat zgodnie z instrukcją producenta i wewnętrznymi standardami serwisu.
Przy aparatach typu RIC łatwo pomylić elementy, które można bezpiecznie obsłużyć w gabinecie, z tymi, które wymagają ingerencji producenta. Uszkodzona słuchawka w systemie RIC jest najczęściej modułem wymiennym: ma własny przewód, złącze i obudowę, a jej awaria bardzo często wynika z zużycia mechanicznego, wilgoci albo długotrwałego narażenia na woskowinę. Standardem branżowym jest, że protetyk słuchu ma na stanie słuchawki zamienne i po prostu je podmienia, bez wysyłania całego aparatu do producenta, o ile nie ma dodatkowych podejrzeń co do elektroniki głównej. Podobnie korozja na stykach komory baterii, choć wygląda groźnie, w większości przypadków nadaje się do lokalnej konserwacji. Stosuje się specjalne preparaty czyszczące, szczoteczki, czasem delikatne narzędzia mechaniczne. Ważne jest odłączenie zasilania, zachowanie zasad ESD i dopiero potem czyszczenie. Dopiero zaawansowana korozja, która uszkodziła sprężyny stykowe lub tworzywo obudowy, może wymagać wysyłki, ale to jest już sytuacja bardziej skrajna, a nie automatyczna. Niedrożny filtr przeciwwoskowinowy natomiast to typowa, bardzo częsta przyczyna „niedziałania” aparatu RIC. Użytkownik często zgłasza, że aparat jest „martwy”, a w rzeczywistości dźwięk jest blokowany przez woskowinę w filtrze. Zgodnie z dobrymi praktykami serwisowymi, najpierw zawsze sprawdza się i wymienia filtr, rożek lub kopułkę, czyści się słuchawkę i dopiero potem szuka się poważniejszych usterek. Typowy błąd myślowy polega na tym, że każdą awarię traktuje się jako powód do odesłania aparatu, co generuje niepotrzebne koszty, wydłuża czas bez aparatu dla pacjenta i jest sprzeczne z logiką serwisu pierwszego poziomu. Elementy eksploatacyjne, jak filtr, słuchawka RIC czy styki baterii, są właśnie po to zaprojektowane, żeby można je było obsłużyć lokalnie, a do producenta trafiają dopiero te aparaty, gdzie uszkodzona jest elektronika wewnętrzna, czyli m.in. mikrofon, układ wzmacniacza czy moduły komunikacyjne.