W niedosłuchu odbiorczym (czyli czuciowo‑nerwowym) uszkodzony jest narząd Cortiego, włókna nerwu słuchowego albo wyższe piętra drogi słuchowej. Dlatego właśnie charakterystyczny jest brak rezerwy ślimakowej w audiometrii tonalnej – progi przewodnictwa kostnego i powietrznego praktycznie się pokrywają, nie ma typowej przerwy powietrzno‑kostnej jak w niedosłuchu przewodzeniowym. Dodatni wynik próby Rinnego (powietrze lepsze niż kość) też jest typowy, bo mechanizm przewodzenia w uchu zewnętrznym i środkowym działa w miarę prawidłowo, a problem leży „za strzemiączkiem”. Jednocześnie bardzo ważne i praktycznie kluczowe jest pogorszone rozumienie mowy – pacjent słyszy, że ktoś mówi, ale „nie rozumie słów”, szczególnie w hałasie. W badaniach standardowych, zgodnie z dobrą praktyką (audiometria tonalna + audiometria mowy + próby stroikowe), taki zestaw: brak rezerwy ślimakowej, dodatni Rinne, obniżone rozumienie mowy, bardzo mocno sugeruje niedosłuch odbiorczy. W pracy protetyka słuchu oznacza to, że przy doborze aparatu trzeba zwracać uwagę nie tylko na podniesienie progu słyszenia, ale też na komfort i zrozumiałość mowy – stosuje się odpowiednie algorytmy kompresji, redukcję szumu, kierunkowość mikrofonów. Moim zdaniem warto od razu kojarzyć: brak rezerwy ślimakowej + dodatni Rinne = brak problemu w przewodzeniu, uszkodzenie w ślimaku lub dalej, czyli klasyczny obraz niedosłuchu odbiorczego.
W tym zagadnieniu największy kłopot zwykle sprawia odróżnienie objawów niedosłuchu przewodzeniowego od odbiorczego i poprawna interpretacja prób stroikowych oraz pojęcia rezerwy ślimakowej. Rezerwa ślimakowa to różnica między progiem przewodnictwa powietrznego a kostnego w audiometrii tonalnej. Jeśli jest wyraźna (zwykle powyżej ok. 15 dB), sugeruje uszkodzenie w uchu zewnętrznym lub środkowym, czyli niedosłuch przewodzeniowy. W niedosłuchu odbiorczym ta różnica zanika, bo ślimak i/lub nerw są uszkodzone i oba przewodnictwa podnoszą się równolegle. Dlatego odpowiedzi, w których pojawia się „rezerwa ślimakowa powyżej 15 dB” albo „wartości progów słyszenia dla przewodnictwa kostnego w normie” przy jednoczesnym ujemnym Rinnem, opisują raczej typowy obraz niedosłuchu przewodzeniowego, a nie odbiorczego. Ujemny wynik próby Rinnego świadczy, że przewodnictwo kostne jest lepsze niż powietrzne, czyli dźwięk omijający ucho środkowe jest lepiej słyszany – to klasyka w otosklerozie czy wysiękowym zapaleniu ucha środkowego. W niedosłuchu odbiorczym Rinne pozostaje dodatni, bo ucho środkowe przewodzi prawidłowo, a problem leży w ślimaku. Kolejny częsty błąd to kojarzenie 100% zrozumienia mowy z niedosłuchem odbiorczym. Jest dokładnie odwrotnie: w uszkodzeniu odbiorczym rozumienie mowy zwykle spada, często nie osiąga 100% nawet przy wyższych poziomach głośności. Pełne zrozumienie mowy przy podniesionych progach słyszenia bardziej pasuje do niedosłuchu przewodzeniowego, gdzie po wzmocnieniu dźwięku pacjent rozumie świetnie. Lateralizacja w próbie Webera do ucha gorzej słyszącego też typowo wskazuje na niedosłuch przewodzeniowy, a nie odbiorczy (w odbiorczym Weber lateralizuje do ucha lepiej słyszącego). Z mojego doświadczenia sporo osób miesza te zależności, bo próbuje zapamiętać pojedyncze fakty, zamiast powiązać je logicznie: przewodzeniowy = przerwa powietrzno‑kostna, ujemny Rinne, Weber do gorszego ucha; odbiorczy = brak rezerwy ślimakowej, dodatni Rinne, gorsze rozumienie mowy, Weber do lepszego ucha. W praktyce klinicznej i protetycznej taka poprawna interpretacja jest absolutną podstawą, żeby nie pomylić typu niedosłuchu i nie zaproponować niewłaściwego postępowania.