Odruch strzemiączkowy u osoby z prawidłowo funkcjonującym narządem słuchu pojawia się zazwyczaj przy poziomie ciśnienia akustycznego około 80–90 dB HL, dlatego odpowiedź 80 ÷ 90 dB jest prawidłowa. Ten odruch to automatyczne, odruchowe skurcze mięśnia strzemiączkowego w uchu środkowym, które zmniejszają przenoszenie drgań na ucho wewnętrzne. Mówiąc prościej: przy głośniejszym dźwięku układ słuchowy sam się „broni”, żeby chronić ślimak przed zbyt dużym obciążeniem. W badaniu impedancyjnym (tympanometrii z pomiarem odruchu) wykorzystuje się właśnie ten zakres natężeń, najczęściej 80–100 dB HL, zgodnie z typowymi procedurami klinicznymi. U zdrowego pacjenta odruch powinien pojawiać się mniej więcej w tym przedziale, zwykle około 85 dB HL, i jest to traktowane jako norma audiologiczna. Z mojego doświadczenia w gabinetach protetyki słuchu patrzy się nie tylko na sam próg odruchu, ale też na jego obecność przy stymulacji ipsilateralnej i kontralateralnej – to pomaga ocenić nie tylko ucho środkowe, ale i drogę słuchową w pniu mózgu. Znajomość typowego zakresu 80–90 dB jest ważna praktycznie: jeśli odruch pojawia się znacznie wcześniej (np. 60 dB), można podejrzewać rekrutację i niedosłuch ślimakowy; jeśli nie pojawia się nawet przy 100 dB, myśli się o uszkodzeniu ucha środkowego, ciężkim niedosłuchu przewodzeniowym lub uszkodzeniu nerwu słuchowego. W dobrze prowadzonych pracowniach audiologicznych zawsze kalibruje się sprzęt i pilnuje, żeby poziomy podawane w dB HL były zgodne z normami ISO, bo tylko wtedy interpretacja progu odruchu strzemiączkowego ma sens diagnostyczny. Znajomość tej wartości jest więc kluczowa zarówno dla diagnostyki, jak i późniejszego doboru aparatów słuchowych, bo protetyk wie, przy jakich poziomach dźwięku naturalne mechanizmy ochronne zaczynają działać.
Odruch strzemiączkowy to zautomatyzowana reakcja ochronna ucha środkowego, która pojawia się dopiero przy dość głośnych dźwiękach, a nie przy cichych czy umiarkowanych poziomach. Typowy błąd polega na myleniu progu słyszenia z progiem odruchu. Dla zdrowego ucha próg słyszenia leży w okolicy 0–20 dB HL, ale to jest poziom, przy którym w ogóle zaczynamy coś słyszeć, a nie poziom, przy którym układ słuchowy uruchamia mechanizmy ochronne. Zakresy 20–30 dB czy 40–50 dB to natężenia bliskie normalnej mowy w cichym otoczeniu, więc gdyby odruch strzemiączkowy włączał się już wtedy, ucho byłoby praktycznie cały czas „przyhamowane”, co byłoby zupełnie nielogiczne fizjologicznie. Z kolei poziom 60–70 dB odpowiada głośniejszej mowie czy hałasowi ulicznemu, nadal jednak jest to zakres, w którym chcemy mieć możliwie pełną czułość słuchu, a nie już ograniczanie ruchomości kosteczek słuchowych. W audiologii klinicznej uznaje się, że próg odruchu u osoby otologicznie zdrowej mieści się zwykle w granicach około 80–90 dB HL, czasem nieco wyżej, w zależności od częstotliwości, ustawień audiometru impedancyjnego i indywidualnych różnic. To jest poziom wyraźnie nadprogowy w stosunku do progu słyszenia, na tyle wysoki, że ma sens jako realny mechanizm ochronny dla ślimaka. Mylenie tych zakresów wynika często z intuicyjnego założenia, że „skoro coś reaguje, to pewnie zaraz powyżej progu słyszenia”, tymczasem odruch strzemiączkowy jest klasycznym odruchem nadprogowym. W praktyce diagnostycznej, kiedy podczas badania impedancyjnego odruch pojawia się dopiero powyżej 90–100 dB, albo wcale, zaczynamy podejrzewać patologię ucha środkowego, uszkodzenie ślimaka lub drogi słuchowej w pniu mózgu. Jeżeli ktoś przyjmuje zbyt niskie zakresy jak 20–50 dB, to miesza pojęcia: próg słyszenia, komfort słuchowy i próg odruchu, co prowadzi do błędnej interpretacji wyników badań i może skutkować złymi decyzjami np. przy doborze wzmocnienia w aparatach słuchowych. Dlatego tak ważne jest, żeby mieć w głowie właściwy rząd wielkości: odruch strzemiączkowy to zjawisko wyraźnie nadprogowe, a nie subtelna reakcja na cichy dźwięk.