Po stworzeniu wirtualnego modelu wkładki usznej kolejnym logicznym i technologicznym krokiem jest przesłanie danych do komputera sterującego urządzeniem SLA. Cała technologia druku lub fotoutwardzania 3D w otoplastyce opiera się na tym, że model cyfrowy musi zostać przetworzony na instrukcje dla maszyny – tzw. plik sterujący, zwykle w formacie STL, a potem odpowiednio pocięty na warstwy w oprogramowaniu sterującym. Dopiero komputer sterujący urządzeniem SLA zamienia ten wirtualny model w rzeczywisty element, warstwa po warstwie, za pomocą wiązki lasera lub projektora utwardzającego żywicę światłoutwardzalną. W praktyce gabinetu lub laboratorium wygląda to tak, że po zakończeniu modelowania otoplastyk zazwyczaj eksportuje się dane z programu CAD lub specjalistycznego oprogramowania otoplastycznego i przesyła je (często przez sieć lokalną albo system produkcyjny producenta) do dedykowanego komputera przy drukarce SLA. Tam technik jeszcze raz sprawdza ustawienie modelu, podpory, grubość ścianek, a dopiero potem uruchamia proces budowy wkładki. Moim zdaniem to jest kluczowy etap, bo jak coś pójdzie nie tak na poziomie przesyłania i przygotowania danych, to cała seria otoplastyk może być do wyrzucenia. Dobre praktyki branżowe mówią wprost: zanim klikniesz „start” na urządzeniu SLA, upewnij się, że model jest poprawnie zaimportowany, właściwie zorientowany w przestrzeni roboczej i że parametry ekspozycji odpowiadają materiałowi, z którego ma być wykonana wkładka. W nowoczesnych pracowniach protetyki słuchu to właśnie integracja oprogramowania projektowego z komputerem sterującym SLA decyduje o powtarzalności i jakości gotowych wkładek usznych.
Przy tym pytaniu łatwo się pomylić, bo wszystkie odpowiedzi odnoszą się do rzeczywiście wykonywanych czynności w procesie wytwarzania wkładki usznej, tylko nie w tym konkretnym momencie. Po stworzeniu wirtualnego modelu wkładki nie wracamy już do etapu skanowania odlewu ucha. Przekazanie skanu odlewu do programu komputerowego jest wcześniejszym krokiem – to od tego zaczyna się cała cyfrowa obróbka: najpierw jest odlew, potem skan 3D, dopiero później modelowanie w programie CAD lub w specjalistycznym sofcie otoplastycznym. Jeśli ktoś wybiera tę odpowiedź, to zwykle myli etap tworzenia modelu z etapem jego przygotowania do modelowania. To taki typowy błąd: pomieszanie kolejności faz procesu technologicznego. Podobnie jest z usuwaniem struktur podpierających model. Struktury podporowe (supporty) są charakterystyczne dla technologii SLA i innych technik addytywnych, ale usuwa się je dopiero po zakończeniu procesu budowy, po wypłukaniu modelu z żywicy i często po dodatkowym wygrzaniu w komorze UV. Usuwanie podpór po samym wirtualnym modelowaniu nie ma sensu, bo w komputerze te podpory są jeszcze potrzebne do stabilizacji wydruku. Błędne jest też założenie, że po stworzeniu wirtualnego modelu trzeba dopiero wymodelować trzpień wkładki. W dobrze prowadzonym procesie trzpień, kanał dźwiękowy, ewentualne odpowietrzenie i inne elementy funkcyjne wkładki są projektowane właśnie na etapie tworzenia wirtualnego modelu. Czyli jeśli dochodzimy do pytania „co zrobić po stworzeniu wirtualnego modelu”, to znaczy, że trzpień powinien już być uwzględniony w projekcie. W praktyce laboratoryjnej najpierw kompletnie modelujemy wkładkę (łącznie z trzpieniem, kształtem kanału, ewentualnymi otworami wentylacyjnymi), a dopiero później wysyłamy gotowe dane do komputera sterującego urządzeniem SLA. Dobrą praktyką jest patrzenie na ten proces jak na ciąg logicznych etapów: pobranie odlewu, skan, modelowanie pełnej geometrii wkładki, transfer danych do maszyny, budowa w SLA, postprocessing (płukanie, naświetlanie UV, usuwanie podpór, szlifowanie, polerowanie). Jeśli pomyli się kolejność, łatwo dojść do nielogicznych wniosków, że coś robimy dwa razy albo w złym momencie.