W badaniach audiometrycznych w polu swobodnym zawsze punktem wyjścia są głośniki, bo właśnie one odtwarzają bodźce akustyczne w przestrzeni, tak jak dźwięki w realnym życiu. W przeciwieństwie do badań słuchawkowych, tutaj nie interesuje nas odpowiedź pojedynczego ucha w całkowicie kontrolowanych warunkach przy małżowinie „odciętej” od akustyki pomieszczenia, tylko funkcjonowanie całego układu słuchowego w sytuacji zbliżonej do naturalnej. Głośniki ustawiane są zazwyczaj pod kątem 0° lub 45° względem pacjenta, w określonej odległości (najczęściej 1 m), a poziom ciśnienia akustycznego jest kalibrowany w dB SPL lub dB HL zgodnie z normami, np. PN-EN ISO 8253. Moim zdaniem to jedno z ważniejszych badań przy ocenie użytkowników aparatów słuchowych, bo pokazuje, jak pacjent słyszy z protezowaniem w warunkach zbliżonych do codziennych, a nie tylko „na słuchawkach”. W praktyce klinicznej wykorzystuje się przez głośniki zarówno tony warstwowe, jak i sygnały mowy, czasem szum, co pozwala ocenić próg słyszenia, rozumienie mowy i wpływ aparatu słuchowego lub implantu na realne funkcjonowanie. Dobrą praktyką jest wykonywanie audiometrii w polu swobodnym w kabinie o znanych parametrach akustycznych (niski poziom tła, kontrolowane odbicia), a głośniki powinny mieć odpowiednio wyrównane pasmo przenoszenia i być regularnie kalibrowane. Dzięki temu wynik badania jest powtarzalny i porównywalny między różnymi placówkami, co w branży jest absolutną podstawą rzetelnej diagnostyki i kontroli efektów dopasowania aparatów słuchowych.
W audiometrii w polu swobodnym łatwo pomylić różne rodzaje wyposażenia, bo na co dzień pracuje się i ze stroikami, i ze słuchawkami, i z różnymi przetwornikami. Jednak kluczowe jest zrozumienie, że badanie w polu swobodnym z definicji oznacza prezentację bodźców akustycznych przez głośniki w przestrzeni, a nie przez urządzenia przykładane bezpośrednio do ucha czy kości czaszki. Stroiki służą głównie do prostych prób stroikowych, takich jak Weber czy Rinne, czyli do wstępnej oceny przewodzenia powietrznego i kostnego przy łóżku pacjenta. To są badania orientacyjne, nie dające precyzyjnego, skalibrowanego poziomu w dB HL i nie są wykonywane w kontrolowanym polu dźwiękowym, tylko „przy uchu” lub na sklepieniu czaszki. Z mojego doświadczenia sporo osób myli pojęcie „pole swobodne” z samym faktem, że dźwięk rozchodzi się w powietrzu, ale tu chodzi o profesjonalnie przygotowaną przestrzeń odsłuchową i znormalizowaną prezentację bodźca. Słuchawki kostne też nie pasują do tej definicji, bo one omijają przewodnictwo powietrzne i stymulują bezpośrednio kości czaszki. Używa się ich w klasycznej audiometrii tonalnej do oceny przewodnictwa kostnego, ale nadal jest to pomiar „kontaktowy”, a nie swobodne pole akustyczne. Z kolei elektrody powierzchniowe kojarzą się raczej z badaniami obiektywnymi, jak ABR czy ASSR, gdzie rejestrujemy odpowiedzi bioelektryczne z powierzchni skóry głowy. Same elektrody nie generują dźwięku, są tylko czujnikami sygnału elektrycznego z układu nerwowego, więc nie mogą być „stosowane” jako źródło bodźca w audiometrii w polu swobodnym. Typowy błąd myślowy polega na wrzucaniu do jednego worka całego sprzętu związanego z badaniami słuchu, bez rozróżnienia, co jest przetwornikiem akustycznym (głośnik, słuchawka), a co jest jedynie narzędziem pomocniczym albo diagnostyką przyłóżkową. W profesjonalnej praktyce warto zawsze zadać sobie pytanie: czy bodziec jest podawany w przestrzeni z głośnika, czy bezpośrednio na ucho/kość? Jeśli to drugie, to nie jest to badanie w polu swobodnym.