Podczas prezentacji dźwięku przez słuchawki lub aparat słuchowy obraz dźwiękowy może pojawiać się wewnątrz głowy słuchacza. Zjawisko takie nazywa się
Pojawianie się wrażenia dźwięku „w środku głowy” przy odsłuchu przez słuchawki lub aparat słuchowy nazywa się właśnie lateralizacją. W przeciwieństwie do lokalizacji, gdzie dźwięk umieszczamy w przestrzeni wokół głowy (przód, tył, góra, dół), lateralizacja dotyczy tylko kierunku wewnątrz głowy – bardziej w lewą, bardziej w prawą stronę, czasem dokładnie na środku czaszki. Mózg porównuje sygnały z obu uszu: różnice natężenia, fazy, czasu dojścia i na tej podstawie „ustawia” obraz dźwiękowy wzdłuż osi lewo–prawo, ale bez poczucia odległości. W praktyce jest to bardzo ważne w audiologii i przy dopasowaniu aparatów słuchowych oraz słuchawek diagnostycznych, bo jeżeli sygnał testowy w audiometrii tonalnej ma być odczuwany centralnie, to dążymy do takiej sytuacji, żeby pacjent zgłaszał właśnie centralną lateralizację. Moim zdaniem to jest jeden z prostszych, a często niedocenianych wskaźników równowagi międzyusznej. W badaniach nadprogowych, przy próbach z sygnałem prezentowanym jednocześnie do obu uszu, obserwacja lateralizacji pomaga ocenić symetrię słuchu i działanie toru słuchowego. W dobrej praktyce klinicznej, gdy dopasowujemy aparaty BTE czy RIC, zwraca się uwagę, czy pacjent nie ma wrażenia, że mowa „ucieka” do jednego ucha – wtedy wiemy, że lateralizacja jest zaburzona i trzeba skorygować wzmocnienie albo charakterystykę częstotliwościową. W odsłuchu muzyki na słuchawkach efekt lateralizacji wykorzystywany jest świadomie w miksie stereo – instrumenty są „przesuwane” między uszami, ale nadal odbieramy je w głowie, a nie w realnej przestrzeni przed sobą.
W tym zagadnieniu łatwo się pomylić, bo pojęcia są do siebie trochę podobne i wszystkie kręcą się wokół sposobu, w jaki mózg odbiera dźwięk. Wrażenie, że dźwięk jest „gdzieś” w przestrzeni, faktycznie kojarzy się z lokalizacją, ale lokalizacja w akustyce i audiologii odnosi się do sytuacji swobodnego pola – głośniki, naturalne źródła, dźwięk dociera do małżowin usznych, mamy wskazówki zewnętrzne, odbicia, HRTF, itd. Wtedy potrafimy powiedzieć, że coś gra przed nami, za nami, wyżej, niżej, dalej lub bliżej. Przy słuchawkach i aparatach słuchowych, zwłaszcza przy sygnale podawanym bezpośrednio do przewodu słuchowego, typowe zjawisko to właśnie obraz dźwiękowy wewnątrz głowy, a nie klasyczna lokalizacja w otaczającej przestrzeni. To jest kluczowa różnica.
Błąd pojawia się też wtedy, gdy ktoś myli nazwy typów odsłuchu z wrażeniem przestrzennym. Odsłuch diotyczny oznacza, że do obu uszu podajemy ten sam sygnał akustyczny – identyczny bodziec, w tej samej fazie i z tym samym poziomem. W takiej sytuacji przy prawidłowym słuchu najczęściej powstaje wrażenie dźwięku na środku głowy, ale sam termin „odsłuch diotyczny” opisuje sposób podania bodźca, a nie nazwę zjawiska percepcyjnego. Podobnie odsłuch dichotyczny to prezentacja różnych sygnałów do każdego ucha, na przykład różne częstotliwości lub różne słowa. Używa się tego w badaniach ośrodkowego przetwarzania słuchowego, rozdzielczości uwagi słuchowej, testach dicoticznych, ale znowu – to opis warunków stymulacji, a nie etykieta dla wrażenia „dźwięku w głowie”. Typowym błędem myślowym jest tu mieszanie nazwy procedury badawczej z nazwą subiektywnego wrażenia słuchowego. Moim zdaniem warto zapamiętać prosty schemat: lokalizacja – gdzie na zewnątrz głowy, lateralizacja – gdzie na osi między uszami wewnątrz głowy, diotyczny/dichotyczny – jak podajemy sygnał do uszu. Dzięki temu dużo łatwiej poprawnie interpretować wyniki badań audiometrycznych i sens ustawień aparatów słuchowych.
Błąd pojawia się też wtedy, gdy ktoś myli nazwy typów odsłuchu z wrażeniem przestrzennym. Odsłuch diotyczny oznacza, że do obu uszu podajemy ten sam sygnał akustyczny – identyczny bodziec, w tej samej fazie i z tym samym poziomem. W takiej sytuacji przy prawidłowym słuchu najczęściej powstaje wrażenie dźwięku na środku głowy, ale sam termin „odsłuch diotyczny” opisuje sposób podania bodźca, a nie nazwę zjawiska percepcyjnego. Podobnie odsłuch dichotyczny to prezentacja różnych sygnałów do każdego ucha, na przykład różne częstotliwości lub różne słowa. Używa się tego w badaniach ośrodkowego przetwarzania słuchowego, rozdzielczości uwagi słuchowej, testach dicoticznych, ale znowu – to opis warunków stymulacji, a nie etykieta dla wrażenia „dźwięku w głowie”. Typowym błędem myślowym jest tu mieszanie nazwy procedury badawczej z nazwą subiektywnego wrażenia słuchowego. Moim zdaniem warto zapamiętać prosty schemat: lokalizacja – gdzie na zewnątrz głowy, lateralizacja – gdzie na osi między uszami wewnątrz głowy, diotyczny/dichotyczny – jak podajemy sygnał do uszu. Dzięki temu dużo łatwiej poprawnie interpretować wyniki badań audiometrycznych i sens ustawień aparatów słuchowych.