Prawidłowa technika badania otoskopowego u osoby dorosłej polega na odciągnięciu małżowiny usznej do tyłu i w górę przed wprowadzeniem wziernika usznego. Ten ruch prostuje zewnętrzny przewód słuchowy, który naturalnie jest lekko wygięty w kształt litery „S”. Jeśli przewód się nie wyprostuje, obraz błony bębenkowej będzie zniekształcony, a do tego łatwiej jest wtedy podrażnić skórę przewodu albo nawet spowodować ból pacjenta. Moim zdaniem to jest jedna z tych „małych” rzeczy w praktyce, które robią ogromną różnicę w jakości badania. W standardach otoskopii, zarówno laryngologicznych, jak i audiologicznych, podkreśla się: u dorosłych – małżowina do tyłu i ku górze, u małych dzieci – raczej do tyłu i lekko w dół, bo ich przewód słuchowy ma inny przebieg anatomiczny. W praktyce klinicznej, np. w gabinecie protetyka słuchu, taka prawidłowa technika jest kluczowa przed pobraniem wycisku pod wkładkę uszną, przed doborem aparatu słuchowego czy przed oceną, czy nie ma czopu woskowinowego. Dzięki właściwemu odciągnięciu małżowiny łatwiej ocenić przejrzystość błony bębenkowej, położenie stożka świetlnego, obecność perforacji, wysięku czy zmian zapalnych. Dodatkowo zmniejsza się ryzyko uszkodzenia przewodu słuchowego przez wziernik, co jest zgodne z zasadą minimalnej inwazyjności i komfortu pacjenta. W dobrych praktykach zaleca się też, żeby wziernik wprowadzać pod kontrolą wzroku, delikatnie, trzymając otoskop jak „ołówek” i opierając dłoń o głowę pacjenta – ale fundamentem, od którego się zaczyna, jest właśnie ten prawidłowy kierunek odciągnięcia małżowiny: do tyłu i w górę.
Nieprawidłowe ustawienie małżowiny usznej przed badaniem otoskopowym wynika zwykle z intuicyjnego, a nie anatomicznego podejścia do przewodu słuchowego. Łatwo założyć, że wystarczy pociągnąć ucho „byle jak” do przodu albo w dół, żeby zrobić miejsce na wziernik. Problem w tym, że zewnętrzny przewód słuchowy u dorosłych ma zakrzywiony przebieg i dopiero ruch małżowiny do tyłu i w górę powoduje możliwie największe wyprostowanie tego kanału. Odciągnięcie małżowiny do przodu, niezależnie czy w górę czy w dół, działa w zasadzie odwrotnie do tego, czego potrzebujemy – może wręcz zwiększać zagięcie przewodu słuchowego, utrudniać wgląd i powodować, że widzimy tylko ścianę przewodu, a nie błonę bębenkową. Z mojego doświadczenia to często prowadzi do „zgadywania” stanu ucha na podstawie bardzo ograniczonego obrazu, co jest po prostu nieprofesjonalne. Z kolei pociągnięcie małżowiny wyłącznie do tyłu i w dół bardziej odpowiada technice używanej u małych dzieci, gdzie anatomia jest inna – przewód jest krótszy, bardziej poziomy. Przeniesienie tego schematu na dorosłych to typowy błąd: ktoś zapamięta ogólnie, że trzeba „odciągnąć ucho”, ale nie rozróżnia wieku pacjenta. W efekcie obraz otoskopowy może być częściowo zasłonięty, pojawia się ryzyko oceny błony bębenkowej pod złym kątem, co może maskować perforacje, retrakcje czy poziomy płynu. Technicznie rzecz biorąc, nieprawidłowy kierunek odciągnięcia małżowiny zwiększa też szansę na uraz mechaniczny – wziernik może oprzeć się na ścianie przewodu, zamiast wejść centralnie w jego światło. W dobrych praktykach otoskopii i diagnostyki słuchu podkreśla się, że prawidłowa wizualizacja błony bębenkowej jest podstawą dalszych decyzji: czy można bezpiecznie pobierać wycisk, czy można założyć wkładkę uszną, czy konieczne jest skierowanie do laryngologa. Dlatego wszystkie warianty, w których małżowina jest ciągnięta do przodu lub w nieprawidłową stronę w dół u dorosłego pacjenta, stoją w sprzeczności z anatomią przewodu słuchowego i z ustalonymi standardami otoskopii.