Przed wyznaczeniem progu słyszenia przewodnictwa powietrznego ucha prawego z maskowaniem protezyk słuchu informuje pacjenta, aby sygnalizował, kiedy zacznie słyszeć
W czasie wyznaczania progu słyszenia przewodnictwa powietrznego ucha prawego z maskowaniem najważniejsze jest, żeby pacjent reagował na właściwy bodziec – czyli na badany sygnał testowy w uchu prawym, a nie na szum maskujący w uchu przeciwnym. Dlatego protezyk słuchu instruuje: „proszę sygnalizować, kiedy usłyszy Pan/Pani bardzo ciche dźwięki w uchu prawym”. To dokładnie opisuje ton testowy podawany audiometrem przez słuchawkę lub wkładkę do ucha badanego. Szum maskujący (zwykle szum biały lub wąskopasmowy) jest podawany do ucha lewego tylko po to, żeby „zagłuszyć” ewentualne przewodzenie skrośne i uniemożliwić słyszenie bodźca prawym uchem przez stronę przeciwną. Z punktu widzenia metodyki audiometrii tonalnej zgodnej z wytycznymi ISO i zaleceniami klinicznymi, pacjent zawsze reaguje na tony testowe, a nie na szum maskujący. W praktyce, gdy mierzysz próg słyszenia, interesuje Cię najniższy poziom dźwięku (w dB HL), przy którym pacjent trzy razy na pięć powtórzeń zgłasza, że „ledwo słyszy” ton. Tak właśnie definiuje się próg słyszenia. Maskowanie ma jedynie zapewnić, że wynik dotyczy rzeczywiście badanego ucha, a nie „lepszego” ucha po stronie przeciwnej. Moim zdaniem warto sobie to poukładać tak: szum = narzędzie techniczne dla badającego, ton testowy = sygnał, na który ma reagować pacjent. W gabinecie dobrze jest też jasno powiedzieć pacjentowi, że w jednym uchu będzie słyszał szum, ale ma go ignorować i zgłaszać tylko te delikatne, ciche dźwięki w uchu badanym. To zmniejsza liczbę fałszywych odpowiedzi i poprawia wiarygodność całego badania audiometrycznego.
W tym zadaniu łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że skoro stosujemy maskowanie, to pacjent ma reagować na szum. Tymczasem w audiometrii tonalnej z maskowaniem szum w uchu przeciwnym jest tylko tłem technicznym, a nie właściwym bodźcem testowym. Zadaniem szumu jest „wyłączyć” z badania ucho nienarażone, żeby nie przenosiło bodźca drogą kostną i nie przejmowało roli ucha badanego. Gdy pacjent zaczyna skupiać się na szumie w uchu lewym, to całe badanie traci sens, bo nie mierzymy wtedy progu słyszenia ucha prawego, tylko reakcję na maskowanie. Stąd odpowiedzi, w których pacjent miałby sygnalizować szum w uchu lewym albo prawym, są po prostu sprzeczne z zasadą audiometrii progowej – progi wyznacza się zawsze na podstawie reakcji na cichy ton testowy, a nie na hałas maskujący. Kolejny typowy błąd to mylenie „cichych dźwięków” z „wyraźnymi dźwiękami”. W diagnostyce słuchu interesuje nas próg, czyli najbardziej subtelny, ledwo słyszalny bodziec. Jeśli czekalibyśmy, aż pacjent zgłosi dopiero „wyraźne dźwięki” w którymkolwiek uchu, to podnosilibyśmy poziom sygnału zbyt wysoko i sztucznie zawyżali próg słyszenia. Z mojego doświadczenia wynika, że uczniowie technikum często intuicyjnie wybierają odpowiedzi z „wyraźnym słyszeniem”, bo kojarzy się to z komfortem pacjenta. Niestety w audiometrii nie badamy komfortu, tylko graniczną czułość narządu słuchu. Dlatego poprawna instrukcja musi odnosić się do bardzo cichych tonów testowych w uchu badanym (tu: prawym), a szum w uchu przeciwnym pozostaje jedynie narzędziem maskującym, które pacjent ma w praktyce ignorować.