W tym typie sytuacji klinicznej kluczowe jest to, że dziecko już wcześniej prawidłowo rozwinęło mowę, nauczyło się czytać i pisać, a utrata słuchu nastąpiła dopiero później. Rehabilitacja słuchu nie zaczyna więc rozwoju od zera, tylko ma przede wszystkim utrzymać to, co zostało już osiągnięte: poziom percepcji mowy, rozumienie wypowiedzi w różnych warunkach akustycznych oraz zasób słownictwa czynnego i biernego. Główne zadanie terapeuty to zapobieganie degradacji istniejących umiejętności językowych wynikającej z deprywacji słuchowej. Jeśli dziecko przestaje dobrze słyszeć mowę, to z czasem gorzej ją różnicuje, traci precyzję artykulacyjną, zawęża słownictwo i zaczyna unikać sytuacji komunikacyjnych. Dlatego w dobrych standardach rehabilitacji (np. podejście audytywno-werbalne, programy szkolne dla dzieci z ubytkiem nabytym) stosuje się trening rozumienia mowy w ciszy i w szumie, ćwiczenia rozpoznawania wyrazów i zdań, utrwalanie słownictwa przedmiotowego i szkolnego, a także strategie kompensacyjne – np. wspomaganie czytaniem z ust i kontekstem wizualnym. Moim zdaniem najpraktyczniejsze jest takie prowadzenie terapii, żeby dziecko nadal mogło korzystać z dotychczasowych umiejętności edukacyjnych: rozumieć polecenia nauczyciela, pracować z tekstem pisanym i utrzymać płynność komunikacji z rówieśnikami. Dobrą praktyką jest też ścisła współpraca z logopedą, surdopedagogiem oraz audiologiem w celu regularnej oceny, czy poziom percepcji mowy i kompetencji językowych się nie obniża i w razie potrzeby modyfikacja ustawień aparatów słuchowych lub systemów FM. Podsumowując: tutaj celem numer jeden jest konserwacja i podtrzymanie dotychczasowego poziomu funkcjonowania językowego, a nie jego podstawowe kształtowanie od nowa.
W przypadku dzieci w wieku szkolnym, u których utrata słuchu pojawia się już po opanowaniu mowy oraz nabyciu umiejętności czytania i pisania, logika rehabilitacji jest inna niż przy wczesnodziecięcej głuchocie prelingwalnej. Podstawowy błąd myślowy polega na traktowaniu takiego dziecka jak osoby, która dopiero musi „rozwinąć” mowę od początku. W praktyce klinicznej i edukacyjnej przyjmuje się, że fundament językowy jest już zbudowany, a główne zagrożenie to stopniowa degradacja istniejących kompetencji językowych wskutek pogorszonego dopływu bodźców słuchowych. Dlatego koncentrowanie się na „rozszerzaniu rozwoju mowy” jako głównym celu może być mylące – oczywiście rozwój dalej będzie postępował, ale w tej sytuacji bardziej chodzi o jego stabilizację i niedopuszczenie do regresu. Podobnie skupienie się wyłącznie na poprawie percepcji dźwięków w sensie czysto akustycznym (np. wysoka, niska, głośna, cicha) nie oddaje specyfiki rehabilitacji szkolnego dziecka. W audiologii edukacyjnej i surdopedagogice podkreśla się, że najistotniejsza jest percepcja mowy, a nie abstrakcyjne rozpoznawanie tonów. Parametry takie jak lokalizacja źródła dźwięku czy identyfikacja wysokości i natężenia są oczywiście elementami funkcjonowania słuchowego, ale pełnią raczej rolę pomocniczą. Mogą być ćwiczone przy okazji, lecz nie stanowią głównego celu programu terapeutycznego. Typowym błędem jest też przenoszenie założeń z treningu psychoakustycznego czy z rehabilitacji osób dorosłych na dzieci szkolne – tam częściej akcentuje się np. lokalizację dźwięku z powodów bezpieczeństwa czy precyzyjne różnicowanie wysokości dla specyficznych zawodów lub muzyki. U dziecka, które ma utrzymać sprawność szkolną, priorytetem jest jednak zachowanie rozumienia mowy nauczyciela, komunikacji z rówieśnikami i swobodnego korzystania z materiałów językowych. Standardy dobrej praktyki mówią więc wyraźnie: najpierw zabezpieczamy i podtrzymujemy istniejący poziom percepcji mowy i zasobu słownictwa, a dopiero w dalszej kolejności myślimy o rozszerzeniach czy treningach bardziej „specjalistycznych”, jak niuanse wysokości czy precyzyjna lokalizacja dźwięków.