Schorzenie potocznie nazywane „uchem pływaka” to ostre zapalenie ucha zewnętrznego, czyli procesu zapalnego obejmującego przede wszystkim skórę przewodu słuchowego zewnętrznego oraz często też okolice małżowiny usznej. To właśnie dlatego poprawna odpowiedź mówi o małżowinie usznej i zewnętrznym przewodzie słuchowym. W praktyce klinicznej widzi się zaczerwienienie, obrzęk skóry przewodu, ból przy pociąganiu za małżowinę lub ucisku na skrawek, czasem wyciek surowiczo-ropny. Z mojego doświadczenia to jedno z częstszych schorzeń u osób korzystających intensywnie z basenu, jacuzzi albo nurkujących bez odpowiedniej ochrony uszu. Mechanizm jest dość prosty: przewlekłe zawilgocenie, mikrourazy naskórka (np. patyczkami higienicznymi), zmiana pH skóry i namnażanie bakterii, najczęściej Pseudomonas aeruginosa albo Staphylococcus aureus. Dobra praktyka profilaktyczna, zgodnie z zaleceniami laryngologicznymi, to unikanie „grzebania” w uchu, osuszanie małżowiny i okolicy wejścia do przewodu po kąpieli (ale bez wpychania niczego do środka) i stosowanie, jeśli trzeba, specjalnych kropli zakwaszających lub ochronnych. W technice protetyki słuchu ma to też znaczenie praktyczne: przy pobieraniu wycisku z ucha do wkładki usznej zawsze trzeba obejrzeć przewód (otoskopia) i w przypadku cech zapalenia w ogóle nie wykonuje się odlewu, tylko odsyła pacjenta do laryngologa. Ignorowanie takiego stanu zwiększa ryzyko powikłań i może skończyć się silnym bólem, a nawet czasowym pogorszeniem słuchu przewodzeniowego z powodu obrzęku i zalegania wydzieliny w przewodzie słuchowym zewnętrznym. Moim zdaniem to właśnie takie „proste” rzeczy jak ucho pływaka warto mieć dobrze poukładane w głowie, bo pojawiają się w gabinecie bardzo często i wymagają szybkiej, praktycznej reakcji.
Określenie „ucho pływaka” może brzmieć trochę myląco, bo część osób automatycznie kojarzy je z głębszymi strukturami, czyli uchem środkowym albo wewnętrznym, a tymczasem chodzi o zupełnie powierzchowne okolice. To schorzenie dotyczy ucha zewnętrznego, czyli skóry przewodu słuchowego zewnętrznego oraz często małżowiny usznej, a nie narządu Cortiego, ślimaka, kanałów półkolistych ani błony bębenkowej i jamy bębenkowej. Ucho wewnętrzne (ślimak, narząd Cortiego, kanały półkoliste) odpowiada za odbiór bodźców akustycznych i równowagę. Uszkodzenia tych struktur prowadzą do niedosłuchów odbiorczych, szumów usznych, zawrotów głowy, oczopląsu. To są poważne patologie, jak nagła głuchota czuciowo-nerwowa, choroba Meniere’a czy uszkodzenia pourazowe, ale nie mają one nic wspólnego z typowym „uchem pływaka”, które jest stanem zapalnym skóry. Z kolei błona bębenkowa i ucho środkowe biorą udział w przewodzeniu dźwięku z powietrza do płynów ucha wewnętrznego, a ich zapalenie (ostre zapalenie ucha środkowego, wysiękowe zapalenie ucha środkowego) przebiega inaczej: ból jest raczej pulsujący, częściej towarzyszy infekcji górnych dróg oddechowych, pojawia się gorączka, uczucie pełności w uchu, a w otoskopii widać zmiany w obrębie błony bębenkowej, a nie tylko przewodu słuchowego. Typowym błędem myślowym jest wrzucanie wszystkich „bólów ucha po kąpieli” do jednego worka i utożsamianie ich z zapaleniem ucha środkowego, bo to określenie jest po prostu bardziej znane. W praktyce protetyka słuchu i w dobrej diagnostyce audiologiczno–laryngologicznej trzeba jednak bardzo precyzyjnie odróżniać lokalizację schorzenia: ucho zewnętrzne, środkowe czy wewnętrzne. Ma to wpływ na dalsze postępowanie, możliwość wykonania wycisku do wkładki usznej, bezpieczeństwo stosowania aparatów słuchowych oraz dobór właściwej terapii farmakologicznej. Ucho pływaka to zawsze temat z obszaru ucha zewnętrznego i to warto sobie jasno zakodować.