Szum różowy to bardzo ważne narzędzie w akustyce i protetyce słuchu, bo jego widmo mocy maleje wraz ze wzrostem częstotliwości. Mówi się, że ma on mniej energii w wyższych częstotliwościach, a więcej w niższych, dokładniej – gęstość widmowa mocy spada mniej więcej 3 dB na oktawę. Dzięki temu każda oktawa (np. 125–250 Hz, 250–500 Hz, 500–1000 Hz itd.) zawiera zbliżoną ilość energii. To właśnie oznacza, że amplituda składowych częstotliwościowych maleje z częstotliwością. W praktyce, kiedy kalibruje się systemy nagłośnieniowe, aparaty słuchowe czy kabiny audiometryczne, to do pomiarów charakterystyki częstotliwościowej pomieszczeń i urządzeń znacznie częściej używa się szumu różowego niż białego. Moim zdaniem jest on po prostu bardziej „życiowy”, bo lepiej odzwierciedla sposób, w jaki ludzkie ucho postrzega rozkład energii w paśmie. W audiologii i elektroakustyce przyjmuje się, że do testowania pasma przenoszenia, filtrów korekcyjnych oraz systemów DSP w aparatach słuchowych stosowanie szumu różowego jest dobrą praktyką, bo rozkład energii na oktawach jest zbliżony do warunków realnych. W materiałach branżowych i normach akustycznych (np. przy pomiarach w pomieszczeniach, w systemach nagłośnienia) często wyraźnie się zaznacza, czy użyto szumu białego, czy różowego, właśnie ze względu na to, że w szumie różowym energia maleje z częstotliwością, a wynik pomiaru wtedy lepiej koresponduje z subiektywnym odczuciem głośności.
W akustyce łatwo się pomylić, bo szum biały i różowy brzmią na pierwszy rzut ucha dość podobnie, ale ich widma są zupełnie inne. Szum biały ma stałą gęstość widmową mocy, czyli w każdym hercu jest tyle samo energii – wtedy można by powiedzieć, że amplituda (ściślej: moc) składowych częstotliwościowych jest taka sama. To nie jest jednak szum różowy, tylko właśnie biały. W praktyce biały szum brzmi ostro, sycząco, z wyraźnym naciskiem na wysokie częstotliwości, co jest mało komfortowe i słabo odpowiada temu, jak ucho rozkłada czułość w paśmie. Zdarza się też myślenie, że skoro chcemy dobrze słyszeć wysokie tony, to amplituda szumu powinna rosnąć z częstotliwością. To też nieporozumienie. Gdyby energia naprawdę rosła wraz z częstotliwością, dźwięk byłby ekstremalnie agresywny w górze pasma i kompletnie nienadający się do sensownych pomiarów czy kalibracji aparatów słuchowych. Kolejna częsta intuicja jest taka, że szum różowy „dopasowuje się” do krzywej słyszenia ucha, np. do krzywych izofonicznych czy krzywych Fletchera-Munsona. W rzeczywistości szum różowy nie jest bezpośrednio kształtowany według czułości ucha, tylko według podziału widma na pasma logarytmiczne – oktawy lub tercje. To, że subiektywnie brzmi on bardziej naturalnie niż biały, wynika właśnie z tego, że energia na oktawę jest w przybliżeniu stała, a nie z idealnego dopasowania do krzywej słyszenia. Szum różowy ma widmo, w którym gęstość mocy maleje wraz z częstotliwością, około 3 dB na oktawę, więc amplituda składowych częstotliwościowych też maleje w kierunku wysokich częstotliwości. Właśnie taki przebieg wykorzystuje się w profesjonalnej akustyce pomieszczeń, przy testowaniu pasma przenoszenia systemów nagłośnieniowych i urządzeń elektroakustycznych oraz w pomiarach związanych z dopasowaniem aparatów słuchowych. Dlatego utożsamianie szumu różowego z równym widmem, z rosnącą amplitudą lub z kopiowaniem krzywej czułości ucha to typowy błąd wynikający z mieszania kilku różnych pojęć naraz.